Publicystyka
Gry wojenne ludzi honoru
Nie sposób nie zauważyć, że generał Jaruzelski cieszył się w Moskwie zdecydowanie większym zaufaniem niż przedstawiciele partyjnego betonu – pisze historyk z IPN
Przed kolejną rocznicą stanu wojennego wróciła dyskusja na temat groźby ewentualnej interwencji wojskowej wojsk Układu Warszawskiego w Polsce w latach 1980 – 1981. Dariusz Jabłoński, twórca filmu o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim „Gry wojenne”, wydobył – i przekazał do IPN – zapis rozmowy gen. Wojciecha Jaruzelskiego z radzieckim generałem Wiktorem Kulikowem, a historyk Antoni Dudek opublikował na ten temat artykuł.
Gwarancja interwencji
Kwestia zagrożenia radziecką interwencją należy z pewnością do najważniejszych, a jednocześnie niestety najmniej znanych i najbardziej zmitologizowanych. Bez wątpienia ocena owego zagrożenia wpływa też na dzisiejszą ocenę stanu wojennego. Pokazuje też, jak kiepsko przebijają się do świadomości społecznej ustalenia historyków w tej sprawie. Dla żadnego z nich bowiem (wyłączam z tego grona oczywiście tych związanych z obozem postkomunistycznym) zajmującego się stanem wojennym nie jest żadną sensacją, iż przywódcy PRL:
1) obawiali się niepowodzenia operacji wprowadzenia stanu wojennego,
2) chcieli od radzieckich towarzyszy gwarancji pomocy w takim przypadku,
3) Rosjanie nie chcieli jej udzielić.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że koncepcja pomocy wojsk Układu Warszawskiego w przypadku niepowodzenia operacji wprowadzenia stanu wojennego pojawiła się, jeszcze kiedy I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej był Stanisław Kania. Gwoli uczciwości trzeba jednak stwierdzić, że między Kanią a Jaruzelskim była (jak się zdaje) bardzo istotna różnica.
Ostatnia bitwa stanu wojennego rozegrała się w ósmą rocznicę jego wprowadzenia. Odpowiednią akcję propagandową prowadziło wtedy zaplecze prezydenta Jaruzelskiego
Ten pierwszy był zwolennikiem rozwiązania „polskiego kryzysu” własnymi rękoma, bez pomocy Związku Radzieckiego. Ten drugi zaś dużo bardziej skłonny z takiej pomocy skorzystać. Co nie znaczy jednak, że był zwolennikiem interwencji. Wolał jej uniknąć, ale z drugiej strony chciał też mieć gwarancję jej udzielenia w razie potrzeby. Świadczą o tym chociażby wypowiedzi obu przywódców PZPR podczas posiedzenia Komitetu Obrony Kraju (organu Rady Ministrów odgrywającego istotną rolę w przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego) we wrześniu 1981 r.
Sojusznicza pomoc
Wracając do koncepcji pomocy sojuszniczej, to po raz pierwszy pojawia się ona w połowie marca 1981 r. Po spotkaniu kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powstała „Notatka służbowa dot. gotowości wprowadzenia stanu wojennego w kraju ze względu na bezpieczeństwo państwa”.
Sztabowcy z obu instytucji przewidywali w niej trzy możliwe warianty rozwoju sytuacji po przystąpieniu do rozprawy z niepokorną częścią społeczeństwa (notabene „Solidarność” liczyła wówczas kilka milionów członków). W tym najbardziej niekorzystnym dla władz miało dojść do ogólnokrajowego strajku generalnego, wyjścia części załóg na ulice, demonstracji ulicznych i atakowania gmachów partyjnych oraz administracyjnych. W wariancie tym, jak stwierdzano: „nie wyklucza się pomocy wojsk Układu Warszawskiego”.
Ta obawa przed reakcją społeczeństwa towarzyszyła przywódcom PZPR również w kolejnych miesiącach – praktycznie aż do 13 grudnia 1981 r. I długo powstrzymywała ich przed naciśnięciem guzika.
Nic zatem dziwnego, że zwracali się do towarzyszy radzieckich o gwarancję udzielenia takiej pomocy. Świadczą o tym dokumenty przekazane wiele lat temu stronie polskiej przez prezydenta Borysa Jelcyna czy ujawnione pod koniec lat 90. fragmenty zapisków gen. Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa. Pełen zapis rozmowy Jaruzelskiego z Kulikowem na cztery dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, który ma lada dzień opublikować Antoni Dudek na łamach „Biuletynu IPN”, z pewnością wzmacnia ich wymowę.














