Rozmowa "Rz"

UPA walczyła o naszą niepodległość

Tatiana Serwetnyk 07-12-2009, ostatnia aktualizacja 07-12-2009 19:30
fot. Mykoła Łazarenko
źródło: Sekretariat Prezydenta Ukrainy
fot. Mykoła Łazarenko
fot. Mykoła Łazarenko
źródło: Sekretariat Prezydenta Ukrainy
fot. Mykoła Łazarenko
fot. Mykoła Łazarenko
źródło: Sekretariat Prezydenta Ukrainy
fot. Mykoła Łazarenko

Przepraszamy za to, co Polakom zrobili nacjonaliści. Ale to tylko część historii – mówi „Rz” prezydent Ukrainy

Czy jest zagrożenie, że po wyborach prezydenckich 17 stycznia Ukraina przestanie się integrować z Europą?

Wiktor Juszczenko: Styczniowe wybory będą wyrazem poparcia dla tego czy innego polityka. Możemy mówić o oligarchicznym wariancie rozwoju, biorąc pod uwagę system wartości i priorytetów reprezentowanych przez Julię Tymoszenko czy lidera opozycji Wiktora Janukowycza. Na Ukrainę, opartą na takich wartościach, w Europie nikt nie czeka. To biznesowe reguły gry, demokracja jest im niepotrzebna. Jednocześnie, co jest ciekawe, około 50 procent ukraińskich wyborców wciąż zastanawia się, kogo wybrać. To pozytywny sygnał, w którym dostrzegam szansę.

Wierzy pan w swoje zwycięstwo?

Moja ocena sytuacji się nie zmieniła. Zwyciężę. Nie mówię tego, by kogoś obrazić czy zademonstrować swoje niezdrowe ambicje. Przejdę do drugiej tury wyborów i skonsoliduję wokół siebie demokratyczny elektorat. Jestem nastawiony optymistycznie. Codziennie przypominam rodakom: styczniowy wybór należy do was i nie będzie dotyczył konkretnego nazwiska, lecz systemu wartości. Tymoszenko nie stworzy biznesowi przejrzystej konkurencji i równych szans. Będzie za to stosować represje polityczne i gospodarcze. To nie są moje osobiste pretensje do Tymoszenko: ona reprezentuje system wartości, który mnie osobiście kompletnie nie odpowiada.

Czy Rosja, podobnie jak w latach ubiegłych, ingeruje w proces wyborczy na Ukrainie?

Dziś Rosja wtrąca się w polityczną sytuację na Ukrainie bardziej otwarcie i cynicznie, niż kiedykolwiek wcześniej. Począwszy od krytycznych listów [od prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do Juszczenki – przyp. red.], skończywszy na wyjaśnieniach i tłumaczeniach, kogo w ukraińskich wyborach należy popierać lub nie. Takie zachowanie poniża nasz naród. Nie potrzebujemy rad w sprawie wyborów. Rosja dołożyła starań, by wychować w szeregach moich politycznych przeciwników „małorosów” czy „janyczarów” [określenie zwolenników prorosyjskiego Wiktora Janukowycza – przyp. red.]. Jednocześnie rola Moskwy nie jest aż tak wielka jak pięć czy dziesięć lat temu. Ukraińcy zaczynają żyć samodzielnie, słabiej reagują na wskazówki Kremla, podejmują własne decyzje.

22 listopada Ukraina obchodziła piątą rocznicę pomarańczowej rewolucji. Większość Ukraińców jest rozczarowana jej wynikiem. Czy rewolucja była straconą szansą i czy liderzy kijowskiego Majdanu nie powinni ponieść za to odpowiedzialności?

Nie jestem rozczarowany wynikiem Majdanu. Pięć lat, które upłynęły od przełomowych wydarzeń, to najszczęśliwszy okres w 18-letniej historii ukraińskiej niepodległości. Zawsze będę stawiał znak równości między pomarańczową rewolucją, aktem zjednoczenia Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej w 1918 roku i ogłoszeniem ukraińskiej niepodległości w 1991 roku. Wydarzenia z 2004 roku uczyniły z nas Ukraińców. Jesteśmy inni. To nie była stracona szansa. Pięć lat temu Ukraina stała przed wyborem prezydenta. Stała także u progu wojny domowej. Pięć lat temu byłem w Doniecku. Musiałem pokonać parkan, by opuścić teren lotniska. Drogi wyjazdowe były okupowane przez półtora tysiąca moich agresywnych przeciwników. W donieckiej reklamie zostałem przedstawiony w mundurze esesmana. Pojechałem do Doniecka kilka dni temu: żadnych protestów i wieców przeciwko mnie. Mogłem wystąpić w donieckiej telewizji i powiedzieć dziennikarzom: czy zauważyliście, że staliście się innymi ludźmi? Ktoś w kontekście pomarańczowej rewolucji może mówić o kiełbasie czy słoninie, ja mówię o wolności słowa i wolności wyboru.

Jak pan ocenia stosunki Ukrainy z Polską?

Są znakomite. Cieszę się, że zwykły Ukrainiec może powiedzieć: Polak to mój przyjaciel. Tak samo ja mogę powiedzieć, że moimi przyjaciółmi w Polsce są prezydent, premier czy marszałkowie Sejmu i Senatu. Dialog z nimi jest otwarty i szczery. Bardzo cenię ich nastawienie do Ukraińców i Ukrainy. Znaczącym przykładem jest także historia naszych stosunków, która pokazuje, że oba demokratyczne kraje mogły sobie nawzajem wybaczyć i podać rękę na pojednanie bez względu na trudną przeszłość. Cenimy otwartą politykę Polski, która popiera europejskie aspiracje Ukrainy. To świadczy o naszym wspólnym systemie wartości. To cel, który nas jednoczy. Przeszłość nas nie przeraża. Przykro mi jedynie z powodu powtarzających się pewnych incydentów z polskiej i ukraińskiej strony.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Ewa Kopacz: Lider PO? Tylko Tusk

Każda ekipa rządząca mogłaby się uderzyć w piersi i powiedzieć: gdybyśmy sami zrobili więcej, mielibyśmy dzisiaj te wymarzone autostrady. Niestety, spadło to na ekipę Tuska. >>