REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Polityka

Polityka

Przepraszam – to tak trudno powiedzieć

Wiktor Ferfecki 01-12-2009, ostatnia aktualizacja 02-12-2009 01:26
Ludwik Dorn przeprosił dziennikarza, ale tak, że musiał to zrobić jeszcze raz
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Ludwik Dorn przeprosił dziennikarza, ale tak, że musiał to zrobić jeszcze raz
Raper Peja podżegał do pobicia na koncercie. Przeprosił, ale nie pobitego
autor: Bartosz Sadowski
źródło: Forum
Raper Peja podżegał do pobicia na koncercie. Przeprosił, ale nie pobitego
Krzysztof Daukszewicz tłumaczył, że czyjś utwór wydawał mu się własnym
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
Krzysztof Daukszewicz tłumaczył, że czyjś utwór wydawał mu się własnym

Politycy i celebryci robią wszystko, by nie przyznać się do błędu

W poniedziałkowym wydaniu „Polski The Times" ukazały się przeprosiny Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS przeprosił byłego przyjaciela za sugestie, że nie wywiązuje się on z obowiązków alimentacyjnych wobec swoich dzieci.

Były to przeprosiny nietypowe. Wydrukowano je w środku gazety, ale na pierwszej stronie umieszczono specjalną zapowiedź: „Jarosław Kaczyński przeprasza Ludwika Dorna na str. 6".

Nadgorliwość prezesa PiS? Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że numery stron, na których miały ukazać się elementy przeprosin, sprecyzowała w pozwie mecenas Dorna.

- Treść pozwu mojego klienta starałam się formułować na zasadzie zwierciadła. Wywiad z Jarosławem Kaczyńskim ukazał się na szóstej stronie, ale był zapowiadany na stronie pierwszej – wyjaśnia mecenas Agnieszka Metelska, która reprezentowała Ludwika Dorna w sądzie. – W pozwie sprecyzowałam też krój czcionki, jej wielkość oraz to, w których miejscach tekst ma być wytłuszczony. Uważam, że takie rzeczy trzeba uściślić, by uniknąć niewłaściwego wykonania wyroku – dodaje.

Ta prawnicza nadgorliwość nie jest przypadkowa. Polscy politycy przepraszają niechętnie, a nieprecyzyjny wyrok sądu jest często wykorzystywany po to, by przeprosić na niby. Sposobów na to – jak pokazują przykłady – jest wiele.

Dorn za „chłystka" płaci dwa razy

Co ciekawe, negatywne standardy w dziedzinie wykonywania wyroków wyznaczył właśnie Ludwik Dorn.

W 2006 roku na konferencji prasowej nazwał „chłystkiem" dziennikarza Piotra Krysiaka, który opublikował w „Super Expressie" tekst o przeszłości podlegającego wówczas Dornowi wiceszefa MSWiA Marka Surmacza. – Polityk powinien korygować swoje decyzje pod wpływem doniesień prasowych, a nie obrażać dziennikarzy – tłumaczy Krysiak, który z powodu „chłystka" zdecydował się na batalię sądową z Dornem.

Dziennikarz proces wygrał, a Dorn wyrok wykonał. Polityk zamieścił w miesięczniku „Press" przeprosiny. Dodał jednak do nich coś od siebie – nieprzewidziany w wyroku sądu dopisek w postaci słownikowej definicji słowa „chłystek": „młody człowiek bez powagi, doświadczenia, młokos, fircyk, smarkacz".

Dziennikarz uznał, że Dorn wyrok wypaczył, i ponownie wniósł sprawę do sądu. Polityk się bronił, argumentując, że słowo „chłystek" jest dziś archaizmem, więc podanie jego definicji było wypełnieniem swoistej misji edukacyjnej.

Sąd miał jednak odmienne zdanie na temat samowolnego dopisku i Dorn musiał przeprosić ponownie. Efekt był taki, że na przeprosiny w „Pressie" polityk wydał w sumie nie dziesięć, lecz 20 tysięcy złotych.

Trudne słowa dla konserwatywnych

Dorn częściej miał problemy z wypowiedzeniem słowa „przepraszam". W 2007 roku odmówił przeproszenia fotoreporterów, których nazwał „ścierwojadami", nie przeprosił dziennikarza „Financial Timesa" za określenie go mianem „burej suki", a za słowa Dorna o „wykształciuchach" pod adresem polskiej inteligencji musiał się kajać prezes PiS Jarosław Kaczyński.

– Przepraszać nie potrafią zwłaszcza politycy o poglądach konserwatywnych – zauważa politolog dr Wojciech Jabłoński. – Okazuje się, że deklarowane przekonania to jedno, a rzeczywistość to drugie. Często używają formułki „jeśli ktoś poczuł się urażony, proszę o wybaczenie". W ten sposób przepraszają, jednocześnie nie przepraszając.

Dokładnie tych słów użył w styczniu Jarosław Kaczyński, tłumacząc się z „wykształciuchów" Dorna. Dodał, że zależy mu, by „polska inteligencja widziała PiS we właściwym wymiarze". Zaznaczył, że chodzi mu o inteligencję „etosową", co wywołało ożywiony spór o to, co prezes miał na myśli.

Równie subtelnie Monikę Olejnik przepraszał przed rokiem były szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki.

Po zakończeniu jednego z wywiadów Lech Kaczyński – według relacji Olejnik – miał grozić dziennikarce, że ją wykończy, że to jej koniec. Poinformował dziennikarkę, że znalazła się na jego krótkiej liście.

Kownacki opowiadał, że prezydent przysłał dziennikarce kwiaty i przeprosił ją przez telefon, ale dodał: – Prezydent, nawet jeśli nie czuje się winny, to w przypadku, gdy jakaś kobieta poczuje się urażona, potrafi przeprosić. Znany jest ze swojej rycerskości.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Bój o podatek od wydobycia miedzi i srebra

Przyjęte przez rząd zapisy mogą skutkować spadkiem inwestycji oraz zahamowaniem poszukiwań nowych złóż przez KGHM Polska Miedź >>