Prawo STARE
Tajemnica zawodowa okiem klienta
Mecenasi Radosław Baszuk i Krzysztof Zakrzewski prowadzą na łamach „Rz” spór „na paragrafy” o to, czy klient może zwolnić swojego adwokata z ustawowej tajemnicy zawodowej. Moim zdaniem spór ten jest źle zaakcentowany
Pytanie powinno brzmieć: Czy jest nadal sens utrzymywania ustawowej, bezwzględnej, tajemnicy zawodowej?
Pytanie jest z pozoru szokujące i wywołujące (szczególnie wśród mecenasów) jednoznaczną odpowiedź pozytywną, jednak z punktu widzenia klientów jest w pełni zasadne i racjonalne, co postaram się pokrótce uzasadnić.
Na wstępie należy przyznać rację mec. K. Zakrzewskiemu, który stwierdził, iż usługa prawna jest jedną z wielu „zwykłych” usług, zamawianych na rynku, na równi ze „zwykłymi” zakupami.
Ta prawda, choć oczywista w kapitalizmie, którym szczycimy się od ponad 20 lat, zdaje się nie docierać do większości mecenasów.
Po stwierdzeniu tego faktu można ponownie przejść do pytania, czy zasady świadczenia komercyjnej usługi muszą być uregulowane ustawowo. W szczególności czy musi istnieć ustawowa gwarancja zachowania tajemnicy zawodowej? A może wystarczy zdać się na świadomy i rozsądny wybór klientów oraz swobodę umów między zlecającym i przyjmującym zlecenie?
Zanim, szanowny czytelniku, uznasz mnie za szaleńca, dowiedz się, że w Unii Europejskiej jest co najmniej kilka państw, w których usługi prawnicze są traktowane jako wolna, komercyjna usługa, w szczególności bez ustawowej tajemnicy zawodowej. A w Polsce są setki zawodów, w których „tajemnica zawodowa” nie opiera się na ustawie, a jedynie na odpowiednim wyborze klienta oraz swobodzie umów. Prawdopodobnie z niektórych zawodów nawet, szanowny czytelniku, korzystasz!
Najbardziej znaczącym wolnym od ustawowych regulacji zawodem, gdzie „tajemnica zawodowa” jest nawet po stokroć ważniejsza niż u adwokata, jest rynek psychoterapeutów. Polacy samodzielnie wybierają sobie takiego terapeutę, który nie zdradzi ich tajemnic. I robią to bardzo sprawnie! Ze strony klientów psychoterapeutów nie ma żadnych postulatów ustanowienia ustawowo gwarantowanej tajemnicy zawodowej.
Ale, żeby nie uciekać tak daleko, innym rynkowym zawodem mającym dostęp do tajemnic równych tajemnicom adwokackim jest... sprzątaczka. Ona, sprzątając kancelarię, sąd czy urząd, ma nieskrępowany dostęp do notatek, akt i dokumentów. I rynek ten doskonale funkcjonuje bez ustawowej tajemnicy zawodowej. Każdy mecenas potrafi zatrudnić taką sprzątaczkę, która nie wynosi mu z kancelarii tajemnic klientów, i to bez „ustawowej tajemnicy zawodowej sprzątaczek”!
Oczywiście nie zawsze zaufanie do sprzątaczki musi opierać się wyłącznie na właściwym doborze konkretnej osoby. Tam, gdzie jest to utrudnione (np. w dużych firmach), istnieje możliwość oparcia swojego zaufania na renomie krajowej lub międzynarodowej firmy sprzątającej, wzmocnionego odpowiednio wysokimi karami umownymi. I to się doskonale sprawdza!
Moim zdaniem bezcelowe są zatem rozważania na temat ewentualnej odpowiedzialności dyscyplinarnej mec. K. Zakrzewskiego za to, że przyznał, iż w zakresie tajemnicy zawodowej ważniejszy jest dla niego nakaz klienta niż regulacja ustawowa i korporacyjna.
Adam Ferenc, Katowice, klient prawników













