Dla Ciebie
Wyrok: kopiuj, wklej
Sąd w wyroku przekleił akt oskarżenia prokuratury. Część środowiska nie widzi w tym nic złego. Sprawa obnaża niedostatki systemowe sądownictwa
Tak się zdarzyło podczas procesu tzw. mafii futbolowej przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu (IV KK 335/04), który zakończył się w czwartek (20 maja 2010 r.).
Podczas procesu jeden z adwokatów zarzucił sądowi I instancji, że ten, pisząc uzasadnienie do wyroku w tej sprawie, niemal w 95 proc. skopiował akt oskarżenia prokuratury w części dotyczącej opisu stanu faktycznego.
– Podniosłem ten zarzut w apelacji, przedstawiłem też graficzne zestawienie dokumentów potwierdzających, że taka sytuacja miała miejsce – mówi adwokat Maciej Urbański, jeden z obrońców.
Wyroku jednak nie uchylono.
Deja vu mecenasa
– Czytając uzasadnienie wyroku sądu I instancji, miałem wrażenie, że gdzieś to już czytałem. Z przerażeniem stwierdziłem, że uzasadnienie jest zbudowane przynajmniej w zakresie stanu faktycznego, tak jakby nie ujęto w nim całej fazy postępowania przed sądem, tak jakby nie uwzględniono zmiany zeznań niektórych świadków, wniosków i dowodów obrony – mówi Urbański.
Mecenas polecił sprawdzić za pomocą programu komputerowego podobieństwa między aktem oskarżenia a uzasadnieniem.
– Okazało się, że uzasadnienie jest powielone, nie przepisane. Co oznacza, że musiała być skopiowana z jakiegoś nośnika elektronicznego treść aktu oskarżenia oraz pisma procesowego prokuratury pt. „Analiza połączeń telefonicznych” – mówi adwokat. – Wyrok w zakresie stanu faktycznego był kompilacją tych prokuratorskich materiałów, minimalnym wkładem intelektualnym sądu. Własne były tylko stylistyczne wtrącenia, oceniam je na 5 proc.
W efekcie, jeśli prokuratura zrobiła jakiś błąd literowy co do opisywanego meczu, to ten sam błąd znalazł się w uzasadnieniu wyroku – twierdzi adwokat.
Urbański nie kryje oburzenia:
– Czy tak powinien wyglądać proces karny? Taka technika powoduje, że oskarżony jest na straconej pozycji, gdyż sąd przyjmuje punkt widzenia prokuratury, a pomija dowody obrony, nie uzasadniając, czemu nie dał im wiary. Taka praktyka pozbawia zarówno sąd odwoławczy, jak i obrońców możliwości kontroli toku rozumowania sądu przy wydaniu wyroku. To rażąco narusza zasady rzetelnego procesu.
Środowisko podzielone
– Opieranie się przez sąd na obszernych fragmentach aktów oskarżenia nie jest powszechną praktyką, ale spotkałem się z nią – mówi prof. Piotr Kruszyński, adwokat. – Oceniam ją negatywnie, zresztą na takiej właśnie podstawie doprowadziliśmy do uchylenia głośnego wyroku przed sądem w Poznaniu. To fatalnie świadczy o sądzie – dodaje karnista.
Sędziowie są powściągliwi.
– Nie nazywałbym tego skandalem. Często sądy wzorują się na akcie oskarżenia, jeżeli ten jest dobrze napisany. Ważne jest te pozostałe 5 proc. – mówi krakowski sędzia Waldemar Żurek.
– Jeżeli sąd napisał w nich, co ustalił, dlaczego dał wiarę właśnie tym dowodom itd., problemu nie powinno być – dodaje sędzia Stanisław Dąbrowski. – W uzasadnieniu trzeba nawiązać do tego, co się omawia, aby ustalenia sądu nie były zawieszone w próżni. Poza tym dopuszczalne są cytaty bez podania źródła, gdyż nie ma tu zastosowania ochrona praw autorskich.
Waldemar Żurek przypomina też, że sędziowie podobnie jak adwokaci korzystają z nowinek technicznych i skanują stan faktyczny, dopisując, co sąd ustala. Najważniejsze jest bowiem, czy sąd rozstrzygnął sprawiedliwie, czy prawidłowo ustalił stan faktyczny. Jeżeli tak, nie będzie zbrodnią, że oparł się na ustaleniach prokuratury – mówi sędzia.
Zdaniem Żurka warto rozpocząć dyskusję, czy uzasadnienia powinny być absolutnie autorskie.
– Na pewno akta powinny zostać podzielone na ważne dowodowo i mniej ważne. Widziałem akta z odprysku sprawy mafii paliwowej. Miały 1200 tomów, każdy liczył po 200 stron. Kto logicznie to ogarnie? – pyta.
Dąbrowski zwraca uwagę na manierę pisania zbyt rozbudowanych uzasadnień. Sędziowie powinni pisać syntetycznie.
Inne wnioski ma mec. Urbański.
– Tak ogromną sprawę rozpatrywał sąd w jednoosobowym składzie. Ja rozumiem go jako człowieka, że nie był w stanie tego objąć. Moim klientem w tej sprawie był jeden oskarżony (wszystkich było kilkunastu), w tym celu w kancelarii powołałem specjalny trzyosobowy zespół aplikantów, którzy analizowali dowody i zeznania. To była mrówcza praca. Trudno udawać, że jeden sędzia jest w stanie rozpatrzyć taką sprawę sam. Jest to intelektualnie i fizycznie niemożliwe. To wina złej organizacji sądów, ale nie może ona pozbawiać oskarżonych rzetelnego procesu. Wyrok musi zapaść zgodnie z zasadami k.p.k.















