Internet
Arbitraż w sporach o domeny internetowe nie zawsze możliwy
E-biznes, czyli wykorzystywanie Internetu jako platformy do prowadzenia działalności gospodarczej, w coraz większym stopniu decyduje o komercyjnym sukcesie – pisze Przemysław Walasek, aplikant adwokacki w kancelarii Wierzbowski Eversheds sp.k.
Wypadkową znaczenia Internetu dla e-biznesu jest wartość domeny internetowej, a więc (słownego) adresu internetowego, pod którym odnaleźć można daną stronę. Mówiąc obrazowo, adres domenowy pełni rolę ścieżki prowadzącej do umieszczonej pod tym adresem strony. Kluczowa rola atrakcyjnej domeny internetowej jest więc oczywista i w dużej mierze wyjaśnia popularność zjawiska określanego powszechnie jako cybersquatting (praktyka rejestrowania rozpoznawanych marek jako nazwy domeny, najczęściej w celach spekulacyjnych), wyjaśniając równocześnie ekonomiczne podłoże sporów o domeny internetowe. Niebagatelnego znaczenia nabiera więc konieczność zapewnienia możliwości skutecznego i szybkiego odzyskania bezprawnie zawłaszczonej domeny.
Sądy i procedury
Rejestrowaniem oraz utrzymywaniem polskiej domeny krajowej (domena najwyższego poziomu z końcówką”.pl”) zajmuje się, posiadająca osobowość prawną, Naukowa Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) mająca status jednostki badawczo-rozwojowej. Poza domenami krajowymi polski NASK zarządza generycznymi i regionalnymi domenami drugiego poziomu, np. info.pl czy waw.pl.NASK prowadzi rejestr administrowanych domen, który wraz z regulaminem z 18 grudnia 2006 r. określającym zasady świadczenia usług w zakresie utrzymywania nazw w domenie.pl, jest dostępny na stronie www.dns.pl.
Regulamin przewiduje odpowiednią procedurę dla sporów domenowych, w pierwszym rzędzie poddając je rozstrzygnięciu:
> Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji lub (od niedawna)
> Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie, z wyjątkiem sporów między stronami mającymi miejsce zamieszkania lub siedzibę poza granicami RP
> te ostatnie rozstrzyga Centrum Mediacji i Arbitrażu przy WIPO (The World Intellectual Property Organization Arbitration and Mediation Centre).
Jeśli osoba trzecia wystąpi do sądu polubownego przeciwko abonentowi (tj. przeciwko osobie, która zawarła z NASK umowę o utrzymanie nazwy domeny internetowej) z żądaniem opartym na stwierdzeniu, że abonent w wyniku zawarcia lub wykonywania umowy naruszył prawa tej osoby, to abonent doręczy sądowi polubownemu podpisany zapis na Sąd Polubowny w terminie wskazanym w wezwaniu do podpisania tego zapisu.
Z przytoczonego punktu 22 regulaminu jasno wynika, że abonent jest zobowiązany podpisać zapis na sąd polubowny, akceptując tym samym kompetencję takiego sądu do wiążącego rozstrzygnięcia kwestii uprawnienia abonenta do korzystania przez niego z domeny internetowej stanowiącej przedmiot sporu. Jest to obowiązek dla abonenta niezwykle istotny, bo ewentualne niedochowanie go pociąga za sobą bardzo dotkliwe skutki. Niepodpisanie zapisu powoduje rozwiązanie umowy z NASK, a więc de facto utratę nazwy domeny, co następuje z reguły po upływie trzech miesięcy od daty wyznaczonej na podpisanie zapisu (punkt 23 regulaminu). Teoretycznie przepisy regulaminu nie pozwalają więc domniemanemu cybersquatterowi na ucieczkę przed arbitrażem – brak zgody abonenta na właściwy sąd polubowny prowadzi automatycznie do utraty domeny, co równoznaczne jest z przegraniem walkowerem zainicjowanego zaledwie sporu.
Młot na cybersquatterów?
Nie sposób więc nie zauważyć, że arbitraż jest zdecydowanie faworyzowanym przez NASK sposobem rozstrzygania sporów domenowych, co wydaje się logiczne i racjonalne. Internet jest medium niezwykle dynamicznym, w związku z czym potrzeba sprawnego i kompetentnego rozstrzygnięcia kwestii, komu przysługiwać powinna sporna nazwa domeny, jest w tego typu sprawach szczególnie uzasadniona. Nie ulega wątpliwości, że łatwiej zrealizować ten cel, dochodząc swych praw przed sądem polubownym. Postępowanie przed sądem powszechnym trwałoby z pewnością dłużej (choćby ze względu na możliwość zaskarżenia wyroku apelacją) i jak się wydaje, dawałoby mniejszą gwarancję racjonalnego rozstrzygnięcia spraw, bądź co bądź, specjalistycznych i przez to wymagających często pogłębionej wiedzy z zakresu funkcjonowania Internetu.













