Boston Media - Partner serwisu
Uczmy się dbać o swoje pieniądze
Zatory płatnicze były, są i będą utrapieniem przedsiębiorców. Pytanie tylko, jak wielką skalę przybiorą w życiu gospodarczym kraju. Nierzetelni kontehenci, którzy za dziwnym przyzwoleniem społecznym w nieskończoność odkładają należne fimom płatności, niejednokrotnie są motorem upadku przedsiębiorstw. W dobie kryzysu spora grupa nieuczciwych przedsiębiorców nagminnie wykorzystuje czyjeś nalezności do poprawienia swojej płynności finansowej. Na Śniadaniu z Business Growth, mamy nadzieję cyklicznym już wydarzeniu, na ten temat dyskutowaliśmy wraz z zaproszonymi goścmi w siedzibie Business Centre Club.
Skąd biorą się zatory płatnicze?
Artur Wiśniewski, dyrektor ds. Rozwoju Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem:
Właściwie z dwóch rzeczy. Ze świadomego działania niektórych przedsiębiorców – i to jest część problemów, które się pojawiają z odzyskiwaniem należności czy też zapłatą za faktury ale to jest marginalna część – natomiast większość zatorów płatniczych bierze się z niedobrego podejścia do zarządzania ryzykiem, jak i prowadzenia biznesu.
Artur Nawrocki, starszy kierownik Działu Ubezpieczeń Majątkowych i Finansowych TUiR Warta SA:
Zatory pojawiają się w konsekwencji przyzwolenia i ze świadomego działania, pomimo umawiania się na zapłatę z odroczonym terminem „modne” stało się niedotrzymywanie tego terminu. Są branże gdzie jest to niestety standardem i przez długi czas przedsiębiorcy nie reagowali na takie działania. Doszliśmy do momentu, kiedy ci spóźniający się płatnicy stwierdzili, że skoro mogą przedłużać terminy płatności na 30-60 dni, to dlaczego nie wydłużyć ich jeszcze bardziej.
A. W.: Mam bardzo dużo takich przykładów, które pokazują, jak mało jeszcze jest świadomości wśród małych polskich firm. Dostaję na przykład prośbę o interwencję czy o odzyskanie należności wynikających z transportu z przeterminowaniem 480-800 dni, gdzie wcześnie kompletnie przedsiębiorcy nie podejmowali żadnych kroków zaradczych, a teraz proszą nas o odzyskanie należności. Jeżeli mamy taką świadomość przedsiębiorców, to niestety te zatory muszą gdzieś powstawać.
Dr Lech Giliciński, partner w kancelarii White & Case: Mamy do czynienia ze swoistą kulturą niepłacenia, z przyzwoleniem społeczności gospodarczej, by nie płacić. Zauważam również, że tacy przedsiębiorcy w ten sposób leczą swój brak płynności – wybierają słabszych kontrahentów i im nie płacą. Silniejszym firmom są zmuszeni płacić, przeważnie z obawy o zerwanie relacji biznesowych. Myślę, że czas kryzysu pomógł w takim rozumowaniu – ratujmy swoją płynność kosztem innych.
A.N.: W czasie kryzysu pojawił się problem z dostępem do kredytów obrotowych, co w wielu przypadkach ma wpływ na problemy z terminowym regulowaniem należności. Ale też wielu przedsiębiorców wykorzystując aktualna sytuację i hasło „kryzys” odwleka terminy płatności.
A.W.: Często słyszę, że firmy nie chcą oddać do firmy windykacyjnej czy kancelarii swojego klienta, bo to jest ich żywiciel i boją się utraty kontraktu. Ja to nazywam rozdawnictwem, a nie sprzedażą.
A.N.: W ostatnim czasie widać, że firmy, które miały wypracowane skuteczne procedury, zaczęły je omijać. Rok czy dwa lata temu jeśli ktoś nie płacił, był odcinany od dalszej możliwości zakupu, natomiast teraz dalej ta sprzedaż się odbywa, pomimo zagrożenia, że sprzedający nie otrzyma płatności.
Krzysztof Ostrowski, dyrektor Biura Interwencji Business Centre Club: Mówiąc o zatorach trzeba rozróżnić małe, średnie i wielkie przedsiębiorstwa. Zdecydowanie wielkim przedsiębiorstwom, nawet jeśli mają jakiś zator, jest łatwiej. Łatwiej jest im wziąć kredyt, ściągnąć należność, zatrudnić renomowaną kancelarię czy firmę windykacyjną. W małych czy średnich przedsiębiorstwach często jest tak, że gdy jeden projekt nie wychodzi i następuje miesiąc czy dwa opóźnienia w płatności, nad przyszłością firmy pojawia się już znak zapytania. W lutym tego roku BCC uruchomiło specjalny pakiet antykryzysowy, którego podstawowym zadaniem była pomoc przedsiębiorstwom w dobie spowolnienia gospodarczego. Od stycznia tego roku przedsiębiorstwa coraz częściej dzwoniły do Klubu z wieloma różnymi prośbami, a spraw związanych z problemem kredytów i nieściągalnych należności było coraz więcej. Czasem był to dla firm średni problem, czasem jednak bardzo duży. W niektórych przypadkach opóźnienia sięgały wielu miesięcy. Ostatnio przeprowadzona przez BCC ankieta wśród firm członkowskich wskazała, że problem dla wielu firm jest wymuszanie przez duże grupy zagraniczne odległych terminów płatności. Wiele firm wskazywało na wymuszane terminy płatności rzędu 120,a nawet 180 dni. Wszystko to wskazuje, że obecnie dla małych i średnich przedsiębiorstw ściąganie należności na czas jest jedną z podstawowych spraw.















