REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Uwolnić ducha konkurencji

Barbara Kudrycka 18-11-2009, ostatnia aktualizacja 18-11-2009 03:46
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa

Idę o zakład, że do 2020 roku najlepsze polskie szkoły wyższe znajdą się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych uczelni w Europie – pisze minister nauki i szkolnictwa wyższego

Pytana o główne idee reformy szkolnictwa wyższego odpowiadam przewrotnie: przestańmy na chwilę mówić o sektorze szkolnictwa wyższego, ba, wyrzućmy ze słownika termin „szkolnictwo wyższe”! Porozmawiajmy o samych uczelniach, tak zróżnicowanych w swojej masie – o uniwersytetach, politechnikach, uczelniach artystycznych, szkołach zawodowych – i o tym, czego właściwie powinny uczyć, jakich studentów kształcić, jakie zadania spełniać. Stwierdzenie zaskakujące w ustach ministra odpowiedzialnego za naukę i szkolnictwo wyższe właśnie? Tylko z pozoru.

Koniec z urawniłowką

Od początku lat 90. do opisu transformacji polskiej akademii używamy kategorii statystycznych, zapominając często o ogromnej złożoności i niejednoznaczności zjawisk, które za tą transformacją się kryją. Mówimy np. o imponującym wzroście liczby maturzystów idących na studia czy o dynamicznie rozwijającym się sektorze szkolnictwa niepublicznego – zdecydowanie rzadziej pytamy, na jakie studia idą ci młodzi ludzie i jaką jakość reprezentują nowo powstające uczelnie.

Konsekwencją takiego stawiania sprawy był dotychczasowy kierunek polityki państwa wobec uczelni: polityki niepotrzebnie zuniformizowanej, biernej, zorientowanej na finansowanie samych procesów badań i nauczania, a nie na ich – zróżnicowane przecież z definicji – efekty.

W takim świetle postrzegam obowiązującą obecnie, uchwaloną w 2005 roku ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym. Na ponad stu stronach podjęto się karkołomnej próby zbudowania jednolitych państwowych regulacji dla większości aspektów działania uczelni – od nazw i ramowych treści kształcenia dla poszczególnych kierunków studiów do wzoru legitymacji dla doktorantów.

Ambicją obowiązującej wciąż ustawy było ustanowienie dla całego sektora szkolnictwa wyższego, a więc wszystkich typów uczelni, jednolitego systemu prawnego, w rezultacie czego wszystkie akademie chcą dziś być uniwersytetami, a szkoły zawodowe – akademiami.

Tymczasem nie da się do wszystkich uczelni – dużych i małych, dobrych i słabych, o znaczeniu ogólnokrajowym i o znaczeniu lokalnym – przyłożyć tych samych kryteriów, traktować ich na identycznych zasadach, gdyż w takim przypadku polityka państwa staje się polityką najniższego wspólnego mianownika, a państwo miast wspierać doskonałość, sankcjonuje przeciętność.

Równość uczelni w ramach „systemu” to w rzeczywistości fikcja, podobnie jak jednakowa wartość wydawanych przez nie dyplomów. Wiedzą o tym wszyscy – maturzyści, studenci, pracodawcy. Symboliczny wymiar w tym kontekście zyskuje pozornie tylko mało znaczący dla obszernej reformy prawa o uczelniach zapis o nowej formule dyplomu – na jego okładce w miejscu godła państwowego pojawi się godło uczelni.

To właśnie odstąpienie od zuniformizowanego dyplomu państwowego na rzecz dyplomu z godłem uczelni zobowiąże szkoły wyższe do nowego myślenia o swojej roli i zadaniach tak, by budowały swoją markę i prestiż na tym, co mają wartościowego do zaoferowania studentom, cenionego bądź niepowtarzalnego wobec innych uczelni. Nowe regulacje prawne nie tylko uwzględnią tę różnorodność, ale ze zróżnicowanego profilu pozwolą uczynić atut i stabilny punkt odbicia do dalszego rozwoju.

W ten sposób stwarzamy uczelniom więcej przestrzeni do innowacji i samodzielnego określania swej misji oraz sposobu jej realizacji, dajemy im szansę twórczo się od siebie różnić – nie po to jednak, by wystawiane przez państwo na rzecz uczelni czeki stały się czekami in blanco, lecz przeciwnie, by móc od uczelni wymagać więcej.

Likwidując w stosunku do najlepszych (a więc najbardziej godnych zaufania) wydziałów i uczelni krępujący je obecnie gorset standaryzacji, rząd pragnie wspierać różnicowanie się uczelni w zakresie ich oferty programowej, stylów kształcenia, metod zarządzania, modeli współpracy z gospodarką, sektorem publicznym i organizacjami pozarządowymi.

Autonomia akademii

Zdarzało mi się słyszeć zarzut, że przygotowywana przez rząd reforma prawa dla szkół wyższych może ograniczyć ich autonomię. Zarzut taki – jak sądzę – wynikać może jedynie z niezrozumienia czy braku pełnej informacji o planowanych zmianach, celem naszym jest bowiem wzmocnienie tej autonomii – zwłaszcza w obszarze nieskrępowanego kreowania programów studiów czy uruchamiania nowoczesnych, interdyscyplinarnych kierunków, mogących pełniej sprostać wymaganiom dynamicznie rozwijających się rynków pracy i potrzeb nowoczesnej cywilizacji.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>