REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Polityka

Polityka

Ostry dyżur parlamentarzysty

Wiktor Ferfecki 09-11-2009, ostatnia aktualizacja 09-11-2009 03:00
Na dyżurach poseł wchodzi w buty spowiednika albo adwokata – mówi Joanna Senyszyn (SLD)
autor: Piotr Guzik
źródło: Fotorzepa
Na dyżurach poseł wchodzi w buty spowiednika albo adwokata – mówi Joanna Senyszyn (SLD)
Osoby  z psychozami to nasi stali bywalcy  – przyznaje Paweł Poncyljusz (PiS)
autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Osoby z psychozami to nasi stali bywalcy – przyznaje Paweł Poncyljusz (PiS)

Pojawiają się na nich szaleni wynalazcy, osoby samotne, które chcą się wygadać, a nawet przestępcy

Dyżury poselskie stanowią dla polityków mieszaninę grozy, komedii, ale często i ciężkiej pracy, bo niektórzy interesanci proszą o wyciągnięcie ich z naprawdę poważnych tarapatów.

– Teraz, gdy jesień zapanowała na dobre, interesantów będzie więcej – spodziewa się poseł Jerzy Budnik z PO. – Zawsze uaktywniają się, gdy pogarsza się aura – dodaje. Ma na myśli głównie osoby z problemami psychicznymi, które są częstymi bywalcami biur poselskich.

Gość z wiadrem

Krzysztof Kononowicz, który w 2006 r. starał się o posadę prezydenta Białegostoku, to wśród posłów z Podlasia postać niemal legendarna. Na taką sławę zapracował sobie, regularnie odwiedzając ich biura na początku lat 90. Przychodził zwykle z wiadrem wypełnionym tajemniczą śmierdzącą substancją i żądał, by uczynić go komendantem miejskim policji. Posłowie grzecznie odmawiali. Musieli zazwyczaj przy tym mocno się postarać, by zachęcić Kononowicza do opuszczenia biura.

Podobnych osób na dyżurach jest sporo i zajmują posłom czas, który woleliby przeznaczyć na pomoc rzeczywiście potrzebującym. – Trudno takich ludzi wyprosić – zauważa poseł PiS Zbigniew Girzyński. – Przyszła do mnie kiedyś pani, która twierdziła, że jest nękana przez służby specjalne, bo one wiedzą, że poznała ich wstydliwe sekrety. Wyszła dopiero, gdy poleciłem jej, by nadal prowadziła obserwację, a gdy dowie się czegoś więcej, sporządziła dla mnie szczegółowy raport.

– U mnie była z kolei kobieta, która utrzymywała, że ktoś ją truje przez przewody wentylacyjne – opowiada Paweł Poncyljusz z PiS. – Osoby z psychozami to nasi części bywalcy.

Biuro patentowe

Poseł SLD z Oświęcimia Stanisław Rydzoń wspomina wizytę nawiedzonego wynalazcy, który przedstawił projekt budowy gigantycznego obserwatorium astronomicznego. – Utrzymywał, że Oświęcim ma unikatowe w skali globu, a nawet i kosmosu, położenie pozwalające obserwować gwiazdy. Dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że ta osoba ma coś nie tak z głową – opowiada.

Szaleni wynalazcy to dość obszerna kategoria bywalców dyżurów poselskich. Większość z nich – nie do końca wiadomo dlaczego – przynosi pomysły służące poprawie sytuacji energetycznej kraju. Niemal każdy poseł miał już do czynienia z osobami przedstawiającymi rozwiązania pozwalające na wytwarzanie paliw ze zboża, słomy, odpadów kuchennych albo wierzby energetycznej.

– Projekt zakładający przerabianie odpadów olejowych przesłałem nawet do Ministerstwa Gospodarki. Okazało się, że to mrzonki – mówi Rydzoń.

Niektórzy są prawdziwymi wizjonerami. – Pojawił się emerytowany inżynier z projektem budowy systemu kaskad na Wiśle. Miało to zapewnić naszemu krajowi samowystarczalność energetyczną. Dzwonił co tydzień i nie wiedziałem, jak go zbyć – opowiada Budnik.

Niewykluczone, że niektórzy spośród wynalazców wyprzedzają rzeczywistość o epokę. Do Zbigniewa Girzyńskiego przyszedł osobnik dźwigający pod pachą projekt uzdrowienia komunikacji miejskiej w Polsce przez budowę sieci podwieszanych tramwajów kulistych. Jerzy Fedorowicz z PO wspomina wizytę mężczyzny ogarniętego ideą budowy podziemnego tunelu łączącego Kraków i Zakopane. Do Pawła Poncyljusza trafił z kolei wynalazca perpetuum mobile, czyli maszyny działającej wbrew zasadom fizyki.

– Zaprezentował kuleczkę, która wtaczała się po równi pochyłej do góry. Z jego długiego wywodu wynikało, że wynalazek ma jakiś związek z piramidami egipskimi. Niestety po półgodzinie się pogubiłem i nie mogłem tej osobie pomóc – mówi z żalem Poncyljusz.

Spowiedź u Senyszyn

– Na dyżurach poseł wchodzi zazwyczaj w buty spowiednika albo adwokata – uważa prof. Joanna Senyszyn z SLD. – Większość osób przychodzi po to, by ktoś ich wysłuchał albo udzielił porady prawnej.

Pierwszą kategorię stanowią zwykle po prostu osoby samotne, które z powodu braku rozmówców uznają, że takim kimś mógłby się stać dla nich poseł.

Z racji umiarkowanie entuzjastycznego podejścia do Kościoła katolickiego z Joanną Senyszyn kontaktuje się wiele osób, które widzą w niej przedstawicielkę wyznawanych przez siebie poglądów. – Chcą porozmawiać o tym, że nie podoba im się, iż w szkołach nie ma lekcji etyki, a na ścianach w klasach wiszą krzyże – wyjaśnia europosłanka SLD.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Bój o podatek od wydobycia miedzi i srebra

Przyjęte przez rząd zapisy mogą skutkować spadkiem inwestycji oraz zahamowaniem poszukiwań nowych złóż przez KGHM Polska Miedź >>