REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Lot nad kukułczym gniazdem

Mariusz Max Kolonko 20-10-2009, ostatnia aktualizacja 20-10-2009 00:29
Mariusz Max Kolonko
źródło: Rzeczpospolita
Mariusz Max Kolonko
Falcon Heene,
źródło: AFP
Falcon Heene, "chłopiec z balonu"

Ameryka wprost uwielbia oglądać dzieci głupich rodziców ratowane cudem z opresji. Dzięki temu Richard Heene, oszołom z Fort Collins, zrobił całe Stany Zjednoczone w balona – pisze publicysta

Amerykańscy widzowie, którzy mają kłopoty, aby przez pół godziny skupić się na przygodach wiedźm z serialu „Eastwick” na kanale ABC, potrafili przez 180 minut gapić się na srebrny spodek dmuchany przez oszołoma z Fort Collins.

Media takie jak kraj

Ameryka patrzyła, bo tak naprawdę wszyscy bardzo chcieliśmy, żeby w balonie dryfującym nad polami hrabstwa Larimer rzeczywiście było dziecko i żeby po wspaniałej akcji ratunkowej policji, straży pożarnej, myśliwców NORAD i unoszącego się nad wszystkim duchem Steve’a Fossetta zrobił się nam happy end. A kiedy się okazało, że dziecka w balonie nie ma, poczuliśmy się oszukani, krzyczymy: „lipa!”, i rzucamy teraz popcornem w ekran.

Publicystki Arianna Huffington z jednej i Laura Ingraham z drugiej strony atakują media za to, że ojciec chłopca, 40-latek z Kolorado, zrobił całą Amerykę w balona. Tymczasem nie ma powodu, aby winić media. Media są takie, jaki jest kraj.

Ameryka po prostu uwielbia oglądać dzieci głupich rodziców ratowane cudem z opresji. Pamiętacie 11-latka z Ocean City w Maryland, który minionego lata kopał na plaży tunel tak długo, aż ten się na niego zawalił? Albo pięciolatka z Hawthorne w Kalifornii, którego głowa (podkreślam: głowa, a nie ręka) zakleszczyła się w studzience kanalizacyjnej, gdy wpadły mu tam klucze?

Wszyscy oni byli bohaterami wieczornych wiadomości w Ameryce. Nikt bowiem w tutejszej prasie nie pyta, czy niewiarygodna historia nie jest przypadkiem historią niegodną wiary. Nikt nie pyta także, gdzie byli rodzice tych dzieci. Nie pyta, bo telewizja edukacyjna się nie sprzedaje.

Amerykańskie newsroomy wolą strażaków z dziećmi na rękach i zwierzęta wyciągane przez ekipy ratownicze z potrzasków. Niesłychane historie amerykańskich bohaterów zakończone amerykańskim happy endem.

Telefon do telewizji

Ojciec chłopca z Fort Collins dobrze zna tę prawdę. Jego „Fort Collins Project” kręcony tanią kamerą przez 11-letniego syna z trzyosobową ekipą produkcyjną uzyskał łączną publiczność równą wysokonakładowej produkcji kinowej. Odkąd srebrny obiekt w kształcie spodka (dlaczego spodka?) zerwał się mu „przypadkiem” z postronka, rzekomo z dzieckiem w środku, dział public relations oszołoma z Fort Collins zadziałał jak dobrze naoliwiona hollywoodzka maszyna, wykonując po zdarzeniu sześć telefonów – pierwszy do lokalnej stacji TV, dopiero trzeci na policję.

Po tej akcji bohaterski tatuś i jego syn odwiedzili program Larry’ego Kinga, oblecieli telewizje śniadaniowe Ameryki, gdzie gospodarze do mdłości wynosili pod niebiosa naszego sześcioletniego bohatera, który – w całkiem już ziemski sposób – sam dostał mdłości ze zmęczenia i zwymiotował na podłogę telewizyjnego studia. Nie ma co narzekać. Dostaliśmy dobry show.

Teraz Nowy Jork najpewniej wprowadzi strefy bezprzelotowe nad miastem dla srebrnych balonów z sześciolatkami w koszach.

A FAA (Federalna Służba Lotnicza) poprosi zapewne Baracka Obamę o pakiet stymulacyjny, aby wykupić sześciolatki z lotów balonowych planowanych przez żądnych sławy rodziców.

Będą to też pieniądze potrzebne na pokrycie 2 milionów dolarów kosztów poniesionych przy akcji ratunkowej i pogoni pustego balonu: dwóch myśliwców NORAD, helikoptera Gwardii Narodowej, policji i zespołów opieki medycznej na lądzie. Z perspektywy Hollywood to pikuś.

Autor jest dziennikarzem, byłym korespondentem TVP i TVN w USA, publicystą, prezenterem i producentem telewizyjnym. W Stanach Zjednoczonych od 1988 roku

www.maxkolonkoblog.com

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>