Rozmowa "Rz"
Barak: mama czytała mi Mickiewicza
Po hebrajsku na Polskę mówimy Polania, czyli „miejsce, w którym mieszka Bóg” – mówi wicepremier Izraela Ehud Barak
Rz: Dlaczego pański kraj jest tak bardzo nielubiany na świecie?
Ehud Barak: Na szczęście są jeszcze miejsca, w których jesteśmy traktowani przyjaźnie. Wojskowa operacja wymierzona w Hamas, którą przeprowadziliśmy w zeszłym roku w Strefie Gazy, rzeczywiście jednak sprowadziła na nas gromy. Oskarżono nas o dokonanie zbrodni, o bezwzględność. Ale nie może być tak, że demokracja jest sparaliżowana w obliczu zagrożenia, że nie może podjąć walki z terrorystami mordującymi jej obywateli. My się po prostu broniliśmy.
Ale Izrael jest krytykowany na świecie od wielu lat. To nie zaczęło się od operacji w Strefie Gazy.
Ludzie na świecie uważają Palestyńczyków za słabych i prześladowanych. Za bezbronny naród walczący ze znacznie potężniejszym, uciskającym go wrogiem. To sprawia, że w naturalny sposób sympatyzują z Palestyń- czykami. Uważają ich za jedyne ofiary tego konfliktu. Jednak każdy, kto był w Sderot, Aszkelonie i innych miejscach w południowym Izraelu – których mieszkańcy przez wiele lat żyli w strachu przed spadającymi im na głowy rakietami ze Strefy Gazy – wie, że rzeczywistość jest zupełnie inna.
Wiele osób uważa jednak, że wasza odpowiedź na palestyńskie ataki rakietowe była zbyt brutalna.
Przypominam, że już próbowaliśmy innej taktyki. Premier Ariel Szaron w 2005 roku podjął decyzję o całkowitym wycofaniu Izraelczyków ze Strefy Gazy. Usunęliśmy stamtąd naszych osadników i oddaliśmy to terytorium Palestyńczykom. To był gest dobrej woli. Spodziewaliśmy się, że w zamian Palestyńczycy zawieszą ataki. A co otrzymaliśmy? Strefa Gazy stała się rajem dla terrorystów, bazą wypadową do atakowania Izraela. Kontrolę nad tym terytorium przejął Hamas. Po kilku latach, w trakcie których na nasz kraj spadły tysiące rakiet, zabijając i raniąc naszych obywateli, zdecydowaliśmy się na działanie. Tym wszystkim, którzy mają do nas o to pretensje, radzę, by wyobrazili sobie, że to oni są w takiej sytuacji. Że to ich rodziny i dzieci żyją pod ustawiczną groźbą śmierci z rąk terrorystów. Co wy byście zrobili w naszej sytuacji?
Kiedyś krytyka Żydów była domeną prawicy. Dziś wiele osób nieprzychylnych Izraelowi to osoby o poglądach lewicowych. Skąd ta zmiana?
Sam stoję na czele ugrupowania lewicowego – Partii Pracy. Jestem również wiceprezesem Międzynarodówki Socjalistycznej. To chyba dowód, że nie wszyscy lewicowcy są automatycznie przeciw Izraelowi. Ale zgadzam się: w wielu środowiskach lewicowych funkcjonują grupy bardzo krytyczne wobec państwa żydowskiego. To ludzie, którzy rozciągają lewicową wrażliwość jak gumę. Aż do granic absurdu. O świecie i stosunkach międzyludzkich myślą w kategoriach utopijnych. Nas po prostu nie stać na tego typu złudzenia.
Dlaczego?
Ze względu na nasze położenie geograficzne. Izrael sąsiaduje z trudnymi krajami, krajami, które są wobec nas nastawione bardzo nieprzychylnie. Na Bliskim Wschodzie nikt nie ma litości dla słabych. Nikt nie daje drugiej szansy ludziom, którzy nie są w stanie się obronić. Jestem obecnie ministrem obrony, byłem premierem, sprawowałem wiele innych funkcji. Kilkadziesiąt lat służyłem w izraelskiej armii. Wiem z własnego doświadczenia, że jedyny sposób na osiągnięcie pokoju na Bliskim Wschodzie, to bycie silnym. Inne kraje muszą czuć przed nami respekt. Jeżeli będziemy słabi i zajmiemy się filozofowaniem na temat tego, jak powinien być urządzony idealny świat, nikt nie będzie się z nami liczył. Czy nam się to podoba czy nie – taka jest rzeczywistość tego regionu.
Czy widzi pan jakieś różnice między nastawieniem do Izraela krajów Europy Zachodniej a nastawieniem Polski?
Oczywiście. Zarówno wasze elity, przywódcy, jak i opinia publiczna są naszemu krajowi bardzo przychylne. Starają się nas zrozumieć. Naprawdę, i nie jest to dyplomatyczny frazes, nasze relacje są świetne. Szczególnie w sferze obronności – za którą osobiście odpowiadam. Dzielimy się z Polską naszym wielkim doświadczeniem w walce z terrorystami. To dla was bardzo ważne, bo wasi żołnierze walczą w Afganistanie.













