Boston Media - Partner serwisu
Zmalał apetyt na ryzyko
Żeby biznes – czy to duży czy mały – zaczął przynosić realne zyski, musi otrzymać choćby odrobinę „kapitałowej karmy”. Czasami mamy do czynienia z kapitałem własnym, ale często przedsiębiorcy potrzebują wsparcia z zewnątrz.
Jeszcze na początku ubiegłego roku mogliśmy przeczytać, że banki nie żądają już obszernych biznesplanów, nie wymagają precyzyjnych prognoz przepływów pieniężnych i dużo chętniej pożyczają pieniądze małym i średnim firmom. Jednak od połowy ubiegłego roku sytuacja wygląda nieco inaczej. Z jednej strony zmieniła się sytuacja gospodarcza i znacznie wzrósł poziom ryzyka. Z drugiej na rynku zaczęło brakować pieniądza. Nie znaczy to oczywiście, że źródła finansowania biznesu zupełnie znikły. Zmieniły się jednak – jeżeli chodzi o instytucje finansowe – warunki, które chociażby firmy z sektora MSP muszą spełnić, by sięgnąć po potrzebne środki.
To oczywiście tylko jeden aspekt sytuacji finansowania przedsiębiorczości, czy też mówiąc inaczej warunków kredytowania działalności biznesowej w warunkach kryzysu gospodarczego. Bankowcy zwracają również uwagę na zmniejszenie zainteresowania kredytem inwestycyjnym. Wpływ na to mają przede wszystkim dwa elementy: koszt finansowania się długiem oraz rosnące ryzyko działań inwestycyjnych na rynku (przynajmniej w odniesieniu do niektórych branż). Przedsiębiorcy szukają więc alternatywnych wobec kredytów źródeł finansowania, o które też nie jest łatwo, ale które są. Cały czas również właściciele firm wyczekują na swoiste okazje kredytowe. Bez wątpienia czymś takim są tzw. kredyty technologiczne, udzielane firmom na rozwój hi-tech. Kredyt ten to rezultat porozumień banków komercyjnych z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, który w przypadku kredytu technologicznego partycypuje w jego spłacie nawet do 60 proc. wysokości zaciągniętych środków. Cały czas wielkim zainteresowaniem cieszą się również kredyty powiązane z dotacjami unijnymi.
Przedsiębiorcy szukają alternatywnych wobec kredytów źródeł finansowania, o które nie jest łatwo, ale które są. Cały czas również właściciele firm wyczekują na swoiste okazje kredytowe.
Oczywiście sytuację na rynku kredytowym próbują również zmienić – na tyle, na ile jest to obecnie możliwe - same instytucje finansowe. Na przykład Narodowy Bank Polski zamierza wesprzeć banki komercyjne poprzez wprowadzenie rozwiązań, które wspomogłyby ich płynność, a tym samym wpłynęły na możliwość zwiększenia kredytów dla polskich firm. O rozwiązaniach, które mają na celu umożliwienie bankom pozyskanie dodatkowych źródeł finansowania akcji kredytowej, mówił na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy prezes NBP Sławomir Skrzypek. Wśród nowych instrumentów proponowanych przez NBP mają znaleźć się 12-miesięczne operacje repo (pożyczki udzielane bankom przez NBP pod zastaw papierów wartościowych), możliwość zakupu przez bank centralny obligacji emitowanych przez banki, jak też zupełnie nowe rozwiązanie - kredyt dyskontowy (przedsiębiorstwo będzie wstawiać weksel na bank, a bank może następnie dyskonotować ten weksel w NBP; kredyt dyskontowy służyć będzie refinansowaniu nowo udzielonych kredytów).
Wielu ekonomistów w tych propozycjach dostrzega plusy i zaznacza, że wprowadzenie rozwiązań przedstawionych przez prezesa NBP nieco wyrównałoby szanse pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym pod względem emisji długu. Są jednak i tacy finansiści, u których takie działania wywołują mieszane uczucia. Niektórzy porównują je nawet do dopingu, niedozwolonego w sporcie.
Czas oczywiście pokaże, jak wprowadzane zmiany wpłyną na nasz rynek kredytowy o którym Przemysław Gdański, wiceprezes BRE odpowiedzialny za pion korporacyjny, mówił, że jest on stabilny. Jednak dotyczy to firm dużych. W przypadku przedsiębiorstw mających przychody mniejsze wspieranie się kredytem cały czas może być kłopotliwe. Sytuację rynkową niewielkich firm dodatkowo utrudniają tzw. zatory płatnicze (cały czas bezkarne na naszym rynku opóźnianie płatności, których systemowo nikt chyba nie chce rozwiązać). A w sytuacji firm niewielkich stałe finansowanie bieżącej działalności kredytem często może być zbyt kosztowne. Mówiąc inaczej skończy się nieuchronnym bankructwem. A to właśnie ci średni i mali stanowią w Polsce główną siłę rozwojową gospodarki.















