Boston Media - Partner serwisu
Gumowego prawa nie trzeba łamać
Nie tak dawno czołówki serwisów informacyjnych obiegła informacja o rosnącej liczbie polskich firm, które – z pomocą sprytnych pośredników – unikają płacenia składek ZUS w Polsce. W jaki sposób? Mając firmę w Polsce, wystarczy załatwić sobie zatrudnienie np. W Wielkiej Brytanii, aby przejść do tamtego systemu ubezpieczeń społecznych i zapomnieć o płaceniu ZUS. Taniej niż w Polsce i co więcej, zgodnie ze wspólnotowym prawem. „Jeżeli obywatel Unii ma w jednym kraju UE działalność gospodarczą, a w innym kraju umowę o pracę, to ze wszystkich tytułów podlega pod ubezpieczenie w tym kraju, gdzie ma zawartą umowę o pracę, bo ona jest umową wyższego priorytetu” – wyjaśniali w mediach przedstawiciele jednej z firm konsultingowych, oferujących „przyjemność” uniknięcia kontaktów z ZUS-em.
Typowe czynności kontrolne nazywają „czynnościami sprawdzającymi”, a w tych już ścisłe terminy nie obowiązują
Informacja wywołała burzliwą dyskusję na temat etyki przedsiębiorców. Jedni się oburzali zarówno na organizatorów procederu, jak i na korzystających z ich usług. Inni z kolej, nie pochwalając działań przedsiębiorców, próbowali tłumaczyć, że przy tak wysokiej „daninie” płaconej ZUS trudno oczekiwać, aby firmy nie szukały sposobów na zmniejszanie kosztów. Do chóru oburzonych dołączyli także urzędnicy, którzy nie mając pomysłu jak przeciwstawić się procederowi, pozostają de facto bezsilni. Ale i oni nie zawsze są święci. W tym samym okresie, kiedy nagłośniono historię „ucieczek od ZUS-u”, „Dziennik Gazeta Prawna” opisał ciekawy sposób, w jaki urzędnicy skarbowi omijają przepisy o dopuszczalnej długości kontroli w firmach. Przypomnę tylko, że w ramach znowelizowanej ustawy o działalności gospodarczej (jeden z elementów „pakietu Szejnfelda”), czas kontroli uległ skróceniu. Przepisy przepisami, a urzędnicy i tak kontrolują firmy tak długo, jak chcą. Typowe czynności kontrolne nazywają „czynnościami sprawdzającymi”, a w tych już ścisłe terminy nie obowiązują.
Nie chcę w tym miejscu „ciskać gromów” i wyrażać oburzenia takim, czy innym postępowaniem przedsiębiorców i urzędników. Przytoczyłem powyższe historie ponieważ są kolejnym dowodem na to, że polskie oraz – jak widać – europejskie prawo bardziej przypomina gumę niż „niewzruszony fundament demokratycznego państwa” Wcale nie trzeba go łamać i narażać się na przykre konsekwencje, lecz można je do woli rozciągać, naciągać, naginać – co z powodzeniem czynią bohaterowie przytoczonych wcześniej historii. Dlatego od wielu lat z uporem powtarzam, że najważniejszą i jak dotąd nie przeprowadzoną reformą w Polsce jest zmiana systemu stanowienia prawa i poprawa jego jakości. Proste, nie poddające się rozmaitym interpretacjom, pozbawione luk i „kruczków” prawo nie prowokowałoby do zachowań, takich jak te przytoczone powyżej. Kiedy prawo przestanie przypominać gumę, może niektórzy przestaną „przeginać” z jego interpretacjami.
Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, wiceprezes Eurochambres















