Media
Prezes zdalnie sterowany
Piotr Farfał - sprawny menedżer czy marionetka? Były prezes TVP zaczął rządy skandalem, a zakończył prawnym chaosem
W środę wieczorem Piotr Farfał spakował rzeczy i przygotował zajmowany dotąd gabinet w TVP do zdania. Napisał też na do widzenia list do pracowników. Pożegnalnej lampki wina i kwiatów dla odchodzącego prezesa jednak nie było.
– Piotrek do końca wierzył, że zostanie na Woronicza aż do wyborów prezydenckich. Trudno jest mu się pogodzić z tym, że to już koniec – mówi „Rz” pracownik TVP, współpracujący z Farfałem.
Chwilowy prezes
Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy – stwierdził kiedyś były premier Leszek Miller. Piotr Farfał swoją karierę w TVP zaczynał w atmosferze skandalu: politycznych nacisków i bulwersującej przeszłości. Skończył awanturą o utrzymanie posady i prawnym chaosem. Choć zapowiadał reformę telewizji oraz walkę z korporacyjnymi układami, to poza uruchomieniem programu zwolnień grupowych w TVP niewiele mu wyszło.
– Nie mógł uprawiać własnej polityki. Był tylko prezesem przejściowym i chyba doskonale zdawał sobie z tego sprawę. A o program restrukturyzacji w TVP mam do niego pretensje. Najbardziej uderzył nim w dziennikarzy i środowiska twórcze – mówi „Rz” posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO), zajmująca się w Platformie sprawami zmian w ustawie medialnej.
Jak na chwilowego członka zarządu Piotr Farfał gościł jednak w TVP długo – blisko czterdzieści miesięcy. Najpierw współpracował z poprzednim prezesem Andrzejem Urbańskim, potem jednoosobowo rządził spółką. Jakie były te ponad trzy lata?
– Piotr Farfał ma osobowość żołnierza. Pomysły na funkcjonowanie telewizji nie powstawały w jego głowie. Wydaje mi się, że robił po prostu to, co kazał mu Roman Giertych – uważa Dorota Macieja, była dyrektor TVP 1, zwolniona przez Farfała.
– Ale jedna rzecz mu się udała. Uszczelnił sito informacyjne w TVP jak żaden inny prezes. Tak zastraszył, zaszczuł dziennikarzy, że żaden nie odważył się pod nazwiskiem powiedzieć innym mediom, co złego dzieje się w telewizji – mówi „Rz” były wysoki rangą pracownik telewizji publicznej.
Niezniszczalna siła, oi!
Urodzony w 1978 r. w Głogowie Piotr Farfał już jako uczeń II LO im. Mikołaja Kopernika zainteresował się polityką. A właściwie jej najbardziej radykalną odmianą.
Jako piętnastolatek ostrzygł się na zero i został skinheadem. „Łyse głowy, tatuaże, ciężkie buty, pewny krok, gardła zakrapiane piwem, niezniszczalna siła, oi!” – śpiewał o takich młodzieńcach popularny w tym środowisku w latach 90. wrocławski zespół Legion.
– Farfał podkreślał, że jest narodowcem, a nie nazistą. W latach 90. nazi skini tłukli się ze skinami narodowcami. Dla nich byliśmy „polaczkami” – wspomina kolega Farfała z dolnośląskiego ruchu skinheadów.
– Był bardzo zaangażowany w to, co robi, ideowy, bogaty wewnętrznie – opowiada „Rz” Sylwester Chruszcz, były eurodeputowany LPR i bliski znajomy Farfała z młodzieńczych czasów. Więcej o dawnym koledze rozmawiać nie chce. Zaznacza, że ich drogi, również polityczne, mocno się rozeszły.
Farfał na krótko związał się też z Polską Wspólnotą Narodową Bolesława Tejkowskiego.
A w 1995 r. wstąpił do Stronnictwa Narodowego „Szczerbiec”. Został redaktorem skinowskiego zinu „Front”. „Represje w stosunku do Żydów są rzeczą konieczną, jeśli naród chce samodzielnie i zdrowo się rozwijać” – to słowa wydrukowane w jednej z gazetek, która w stopce redakcyjnej miała wpisane nazwisko Farfała.
– Nie utożsamiam się i nie utożsamiałem z tekstami publikowanymi we „Froncie”. Jedynie w głupi i nieprzemyślany sposób udostępniłem nazwisko osobom, które redagowały to pismo – tłumaczył się Piotr Farfał w czerwcu 2006 r., gdy media ujawniły, że w młodości wydawał neonazistowskie pisemko.
W 1996 r. był już działaczem skrajnie nacjonalistycznego Narodowego Odrodzenia Polski. Wraz z kilkoma kolegami z NOP w sierpniu tego roku pojechał na organizowany przez Wojciecha Cejrowskiego w Osieku „Zlot Ciemnogrodu”. – Rozłożyli stoisko z książkami historycznymi i politycznymi – opisuje jeden z uczestników tego zlotu. – Sprzedawali książki Dawida Irvinga, historyka negującego Holokaust.















