REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Telewizja publiczna musi być dla elit

Krzysztof Kłopotowski 22-09-2009, ostatnia aktualizacja 23-09-2009 12:17
Krzysztof Kłopotowski
autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Krzysztof Kłopotowski

Na wszelki wypadek, gdyby Polska poważna rotmistrza Witolda Pileckiego i Jerzego Giedroycia miała jeszcze się przydać, niech telewizja publiczna szerzy anachroniczne dziś wzory obywatelskie

Skomentuj na blog.rp.pl

Jakie będą telewizje prywatne i publiczna po przejściu na cyfrowy przekaz w roku 2013 i rozszerzeniu dostępu dla nadawców? Czy przyniosą postęp?

Nastąpi dalsza komercjalizacja treści w walce o widza przy jeszcze większej konkurencji. Jednak telewizje prywatne nie tylko zarabiają pieniądze. Są ważne dla kultury, odnawiając język przekazu zgodnie z duchem czasu, aby zdobyć widzów.

Gdyby powstał telewizyjny fundusz misyjny, stacje prywatne powinny mieć w nim udział dlatego, że odświeżają język telewizji. Może nie aż 20 procent, jak w projekcie obywatelskim ustawy medialnej; wystarczy mniej. Tyle, żeby stwarzać wzory odnowy języka, jak znakomity film "Trzech kumpli" w TVN, który ma formę zgodną ze współczesnym kalejdoskopowym sposobem odbioru mediów.

Do stałej prostej roboty

Główna odpowiedzialność za kulturę wysoką spada na telewizję publiczną. Jedną antenę telewizji publicznej trzeba uwolnić od reklam w prime time, aby odciąć biuro reklamy od wpływu na decyzje programowe. W paśmie misyjnym liczy się nie liczba widzów, ale jakość. Trzeba więc ustalić publiczność docelową tego pasma według wykształcenia, wieku, zawodu i wpływu społecznego.

Nieważne, ilu widzów będzie oglądać pasmo misyjne, lecz co uczynią z uzyskaną wiedzą i energią umysłową. Nauczyciel, lekarz, średni przedsiębiorca mają wpływ na setki ludzi, ksiądz na kilka tysięcy, pisarz na dziesiątki tysięcy, reżyser filmowy na setki tysięcy widzów. Oni stanowią elitę narodu. Do nich powinien być adresowany taki program misyjny. Reszta widzów niech też ogląda i podciąga się do tego poziomu.

Ale czy nas stać na utrzymanie ambitnej telewizji publicznej, a choćby pasma misyjnego w prime time? Przeczytałem niedawno przejmujące słowa: "Zasadniczo Polacy są – kiedy się ich grzecznie i delikatnie traktuje – najbardziej godną zaufania siłą roboczą w Europie. I to szczególnie do stałej, prostej roboty". Powiedział to dr Hans Frank, były gubernator generalny okupowanych ziem polskich.

Przykład prostej roboty medialnej to kupowanie i adaptacja gotowych formatów. Natomiast telenowele po 1500 odcinków każda to robota stała. Gubernator Frank byłby z nas zadowolony. Jednak czy my możemy być zadowoleni z siebie? Warto wiedzieć, że w epoce nowożytnej Niemcy miały około 550 wybitnych twórców, a Polska 25, jak wyliczył Charles Murray; szerzej o tym za chwilę. To nie tylko wstyd. To także niebezpieczne.

Znowu pod kierunkiem Niemiec następuje podział pracy między krajami Unii Europejskiej. Powinniśmy zabiegać, aby nadawać się nie tylko do stałej, prostej roboty, ale też ryzykownej, nadawać się do pracy dla ludzi twórczych. Pobudzanie kreatywności, wyobraźni, pożądania doskonałości, podziwu dla wiedzy i inteligencji jako władzy umysłu, a także obrona polskiej racji stanu – to jest rola dla telewizji publicznej – teraz i w przyszłości.

W tym zakresie najbardziej kulturotwórcza stacja prywatna TVN również ma osiągnięcia dzięki talentowi telewizyjnemu Mariusza Waltera. Wylansowała Jakuba Wojewódzkiego i Szymona Majewskiego na wychowawców młodzieży polskiej, w przedziale wieku od 13 do 24 lat. Zajmują oni drugie i trzecie miejsce w rankingu (pierwsze ma Jerzy Owsiak wylansowany przez TVP).

Pod prąd panującym nastrojom

W roku 2030, na horyzoncie rządowej prognozy rozwoju kraju, wychowankowie Wojewódzkiego i Majewskiego zaczną wchodzić do elity władzy. I dopiero nas urządzą! Nie można obu komediantom z TVN odmówić inteligencji czy dobrego warsztatu. Natomiast mają problematyczne wyczucie polskiej racji stanu. Może to dobrze. Skoro Polska przestaje być ważna dla młodych Polaków, ktoś powinien to wyrazić. Jednak na wszelki wypadek, gdyby Polska poważna Jana Pospieszalskiego, rotmistrza Witolda Pileckiego i Jerzego Giedroycia miała jeszcze się przydać – niech telewizja publiczna szerzy anachroniczne dzisiaj wzory obywatelskie. Nawet idąc pod prąd panującym nastrojom.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>