Psy
Mordercy spuszczeni ze smyczy
Psy w lasach. Właściciele tatrzańskich dolin Chochołowskiej i Lejowej chcą zakazać im wstępu. Na problem narzekają też leśnicy
Masz uwagi? Skomentuj na blogu lub napisz list na zwierzetailudzie@rp.pl
Do Tatrzańskiego Parku Narodowego psów wprowadzać nie wolno. Do tej pory można było jednak wybrać się na spacer z czworonogiem do Doliny Chochołowskiej czy Doliny Lejowej. Obie bowiem, choć znajdują się w TPN, należą do prywatnej Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi z siedzibą w Witowie. Teraz i właściciele tej wspólnoty zamierzają wprowadzić zakaz wprowadzania psów. Podjęli już uchwałę, która zakłada, że restrykcje zaczną obowiązywać od przyszłego sezonu wakacyjnego.
Bo nie mają kagańców
Dlaczego górale nie chcą już psów w dolinach? – Nie ma jakichś dramatycznych sytuacji, by pies płoszył zwierzynę, bo do doliny są wprowadzane na smyczach, ale obserwujemy, że właściciele czasem mocno popuszczają smycz, czym utrudniają spacer innym turystom. Nie zakładają też psom kagańców – wylicza powody Jan Piczura ze wspólnoty. Na razie zakaz ma obowiązywać na gruntach wspólnoty znajdujących się w obrębie TPN (ponad 2,2 tys. hektarów).
Piczura nie wyklucza, że jeśli właściciele psów będą lekceważyć nakaz prowadzenia swojego czworonoga na uwięzi, zakaz zostanie rozszerzony o pozostałe 900 h bezpośrednio przylegających do parku.
Las budzi bestie
Na problem z pupilami turystów narzekają też strażnicy z TPN. Zdarza się, że mimo zakazu ludzie wchodzą z psami na teren parku. Przez dwa miesiące wakacji Straż Leśna TPN wystawiła osiem mandatów.
– Psy w lesie to klęska – mówi Stanisław Czubernat, wicedyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Płoszą zwierzynę i wtedy dorosłe osobniki np. nie wracają już na miejsce, gdzie porzuciły swoje młode. A najgorsze jest to, że właściciel takiego psa, który zagryzł małe zające, najbardziej zmartwiony wydaje się być tym, iż jego pies zmoczył sobie łapki.
– Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi i nie zrozumieją, jak poważny jest to problem, nie rozwiążemy tej sprawy – mówi Edward Wlazło, komendant Straży Leśnej TPN.
Dlatego leśniczy i strażnicy zapowiadają surowe egzekwowanie kar. – Coraz częściej przekonuje się, że dopóki ktoś nie zapłaci kary, nic sobie nie robi z nakazów i zakazów. Dopiero uderzenie po kieszeni skutkuje zmianą nastawienia – ubolewa leśniczy Witold Ciechanowicz z Nadleśnictwa Gdańsk.
Trójmiejscy leśniczy uruchomili kilka tygodni temu specjalny blog (www.pieswlesie.blogspot.com). Prezentują w nim, jak okrutnie dla leśnych zwierząt kończy się kontakt nawet z najmniejszym kundelkiem. Jedno ze wstrząsających zdjęć przedstawia sarnę z brzuchem rozprutym zębami psa. Zwierzę zdychało w męczarniach przez kilkadziesiąt minut.
Według Ciechanowicza co miesiąc ofiarą psów w okolicach Gdańska pada kilka saren. – Zimą, gdy zwierzętom trudniej uciekać, psy zabijają nawet 50 saren miesięcznie – mówi leśniczy.
– W każdym kanapowcu drzemie drapieżnik, a najlepsza tresura może zawieść w konfrontacji z nagle ujawnionym instynktem łowieckim – tłumaczy Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych. – W lesie nawet w małym kundelku budzi się bestia, która jest groźna dla leśnych zwierząt.
Zabilimipsa.pl
Wałęsające się po lesie psy, które zagrażają zwierzętom, myśliwi mają prawo zastrzelić.
Przepis stał się jednak także przyczyną wielu kontrowersyjnych sytuacji, o których często informują media.
Na forum www.zabilimipsa.pl swoje historie opisali właściciele psów, którym łowcy zastrzelili pupila, gdy tylko na chwilę stracili go z oczu w trakcie spaceru po przylegających do lasu łąkach.
Dlatego na swojej stronie internetowej domagają się m.in. wyraźnego oznaczenia tablicami ostrzegawczymi terenów łowieckich, na których używa się broni palnej. Żądają również ograniczenia prawa do odstrzału zdziczałych kotów i psów lub robienia tego w sposób zorganizowany pod nadzorem władz.















