REKLAMA

Prawo prasowe

Prowokacja przeżyła Starowieyskiego

Marek Domagalski 20-09-2009, ostatnia aktualizacja 21-09-2009 06:52
autor: Dorota Awiorko
źródło: Fotorzepa

Fałszywki z udziałem tak wybitnego malarza jeszcze nie było. Dla jednych to usprawiedliwia błąd eksperta, który dopuścił obraz do sprzedaży, dla innych to dowód, że na rynku sztuki jest źle

Pół roku minęło od śmierci Franciszka Starowieyskiego, a proces będący pokłosiem dziennikarskiej prowokacji – sprzedaży fałszywego obrazu rzekomo autorstwa tego wybitnego malarza – nabiera wręcz na ostrości. Apele sędzi o ugodę nie przyniosły skutku. Prawnicy zaangażowali ekspertów, a nawet prokuraturę.

Prowokacja z pastelą

Prowokację zorganizowali dziennikarze „Rz” i TVN. Poprosili Bogdana Achimescu, młodego utalentowanego malarza, by stworzył – za zgodą Franciszka Starowieyskiego – fałszywkę jego pastelu. Wstawili go do znanego warszawskiego domu aukcyjnego, a nabył ją podstawiony przez dziennikarzy kupiec (nie chcieli narażać postronnych amatorów sztuki).

Sprawa trafiła do sądu z powodu felietonu Janusza Miliszkiewicza w miesięczniku „Art & Business”. Zarzucił on niekompetencję dr. Łukaszowi Kossowskiemu, znanemu ekspertowi sztuki i znawcy Starowieyskiego, który inkryminowany obraz dopuścił do sprzedaży jako oryginalny.

O to jest proces. Od początku jednak wykracza poza ramy owego felietonu, a dotyka kwestii granic prowokacji dziennikarskiej oraz co jest fałszerstwem w sztuce.

Dziennikarze, Miliszkiewcz, który od udziału w samej prowokacji się odcina, twierdzą, że chcieli zwrócić uwagę, że na polskim rynku sztuki brakuje zawodu profesjonalnego eksperta.

Profesojanalizm i smak

W piątek (19 września) zeznawała Irena Bal, historyk sztuki, biegła sądowa. Powiedziała, że pastel nie zawierał oczywistych błędów i wykorzystano w nim kilka technik typowych dla Starowieyskiego z lat 90., ale dla eksperta obraz był wyraźnie nieautentyczny. Wskazała kilka elementów anatomicznych „Zjawy” (pierwotna nazwa „Piersi teściowej”), których Starowieyski nigdy by tak nie namalował. Nie wykluczyła jednak, że sam podpis mógł być jego autorstwa, gdyż wygląda jak oryginał.

Ale oprócz tych formalnych wad obraz był komiksowy, niepasujący do twórczości rzekomego autora i choć to kwestia smaku, biegły powinien był to zauważyć i po prostu zatelefonować do Starowieyskiego i zapytać, czy to jego obraz. Gdyby potwierdził, nie byłoby tematu.

Ale dr Kossowski i jego pełnomocnik adwokat Roman Nowosielski przypominają, że czasem artyści nie przyznają się do niektórych swoich (zwykle nieudanych) dzieł. Ich zdaniem udział Starowieyskiego mógł być zresztą dużo większy – mógł wręcz sam nanieść na obraz pewne elementy.

Ile prowokacji, ile błędu

Wsparli się też orzeczeniem prokuratury, która odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie wprowadzenia „Zjawy” (jako fałszywki) na rynek, oraz opinią prof. Marcina Berdyszaka, rektora Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Napisał on, że mamy w tym wypadku do czynienia ze szczególnym rodzajem twórczości, gdyż motyw nie był artystyczny i nie można mówić o normalnym dziele, ale o szczególnej hybrydzie.

Zdaniem mec. Nowosielskiego nie doszło też do prowokacji dziennikarskiej (która służy wydobyciu na światło dzienne jakiejś nieprawidłowości). Dziennikarze sami wykreowali zdarzenie, zatem na prawo prowokacji nie mogą się powoływać.

Według adwokata Jerzego Naumanna, pełnomocnika Miliszkiewicza, dotychczasowy przebieg procesu pokazuje, że dr Kossowski popełnił „szkolne błędy”, co usprawiedliwia ostry felieton pozwanego.

Co do jednego wszyscy uczestnicy procesu są zgodni: że była to wyjątkowa fałszywka i prowokacja, a próbując znaleźć precedensy, sięgano do czasów Kossaków i jeszcze dawniejszych.

Tak czy inaczej pojedynek

Ciekawe co myśli Starowieyski, niektórzy posądzają go, że to wszystko przewidział, a może nawet sprowokował. W każdym razie gdy zeznawał sam malarz to powiedział. — Takie spory powinno się rozstrzygać w Lasku Bielańskim. A ktoś dorzucił: z pojedynków przynajmniej cało wychodziliby eksperci z lepszymi oczami.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Agnieszka nie "podłożyła się" Uli

3 lata temu "Polska Gazeta Opolska" zasugerowała, że Radwańska "podłożyła się" swej siostrze Urszuli w turnieju w Dubaju - dziś Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał Polskapresse przeprosiny tenisistki >>