Rozmowa Mazurka
Rosjanie, arcymistrzowie kłamstwa
Zrobią wszystko, by to nie na nich spadła wina za katastrofę - mówi o Rosjanach Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, wdowa po Jerzym Szmajdzińskim, posłanka SLD
Co jeszcze w najnowszym numerze Plusa Minusa?
Państwo zdało egzamin?
Nigdy bym tego nie powiedziała! Wręcz przeciwnie, polskie państwo zawiodło mnie, ale przede wszystkim zawiodło swoich najwybitniejszych obywateli.
Prezydent Komorowski uważa inaczej.
Z całym szacunkiem i osobistą sympatią, ale się z nim zupełnie nie zgodzę!
W jaki sposób państwo zawiodło?
Przede wszystkim do tego lotu w ogóle nie powinno dojść, bo był nieprzygotowany. Czy my wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja na lądowisku w Smoleńsku?
Lądowisku?
Byłam tam pół roku później i widziałam te budy, ruiny dookoła czegoś, co na pewno nie jest lotniskiem, a co najwyżej awaryjnym lądowiskiem, gdzie nie ma ani nowoczesnych systemów naprowadzania, ani nawet sensownej prognozy pogody! Ten samolot nigdy nie powinien wystartować z Warszawy, ale skoro już wystartował, to nie powinien tam lądować.
Może państwo zdało egzamin chociaż po katastrofie?
Widać to właśnie po dwóch latach śledztwa, po których ciągle więcej nie wiemy, niż wiemy, a czasem mam wrażenie, że nie posunęliśmy się ani o krok! Coraz więcej ludzi łapie się za głowę, jak do tego wszystkiego dopuściliśmy.
Właśnie, jak?
Bardzo źle to rozegraliśmy. Nie wierzę, że Rosjanie pozwoliliby nam na samodzielne śledztwo, to w końcu na ich terytorium doszło do katastrofy, ale nawet jeśli byliśmy petentami, to mogliśmy wskórać więcej.
Jak to pani sobie wyobraża?
Śledztwo powinno być prowadzone wspólnie. Nie równolegle – Polacy sobie i Rosjanie sobie – tylko razem. Ale tak się nie stało i trudno mieć o to pretensje do Rosjan, którzy, otwarcie mówiąc, starają się oczyścić. Działają w zgodzie z własnym interesem.
Więc to nasza wina?
Od początku jestem przekonana, że to myśmy zawalili! Nie zapadły decyzje polityczne na najwyższym szczeblu, choć mówił o nich na początku prezydent Miedwiediew i trzeba było z jego kurtuazyjnych słów wyciągnąć wnioski. A my co? Wysłaliśmy jakiegoś delegata do MAK-u?! Gigantycznej katastrofy, w której ginie prezydent i prawie sto najważniejszych osób w państwie, nie załatwia się na takim poziomie.















