Młode Kino
Królik nie wziął się znikąd
- To już był dla mnie tydzień cudów. Niezależnie od tego, czy dostaniemy statuetkę – mówi przed oscarową uroczystością Bartek Konopka.
Jego „Królik po berlińsku” – opowieść o zburzeniu muru opowiedziana z perspektywy długouchych zwierzaków zamieszkujących tzw. strefę śmierci, znalazł się w kategorii: średniometrażowy dokument.
Z szabelką na czołgi - Z Bartoszem Konopką rozmawia Barbara Hollender
Tuż przed wyjazdem do Los Angeles, gdzie zaprezentował swoje ekranowe „dziecko” Konopka został ojcem. – Już dostałem Oscara – zapewniał szczęśliwy tata córki.
Przemówienie oscarowe Bartek Konopka na wszelki wypadek sobie napisał. Nie w Polsce, a już w Los Angeles. Postanowił przypomnieć w nim, że „Królik po berlińsku” nie wziął się z niczego. Za filmem czwórki przyjaciół: Bartka Konopki, Piotra Rosołowskiego (współscenarzysta, autor zdjęć), Mateusza Romaszkana (montaż) i Anny Wydry (producentka) stoi tradycja polskiej szkoły dokumentu.
– Kiedy jeździliśmy z „Królikiem…” po festiwalach widzieliśmy, że to marka wciąż ceniona i rozpoznawalna. Z nurtem tym kojarzone są świetne zdjęcia, zaskakujące pomysły, wprowadzające metaforę i precyzja filmowego języka. To takie nazwiska jak Łoziński, Bławut, Wiszniewski, Kieślowski , Drygas – nazwiska wyznaczające dawny poziom. Są też kontynuatorzy: Koszałka, Sauter… – mówi Konopka.















