10 odsłon września '39
Kula w czaszkę, czyli złamane słowo Chruszczowa
Polacy poddali Lwów Sowietom, gdy dostali gwarancję, że oficerowie nie będą aresztowani. Niemal wszyscy trafili do Katynia
22 września 1939 r. Lwów broni się od dziesięciu dni. Z jednej strony Wehrmacht, z drugiej Armia Czerwona. Kierujący oddziałami polskich obrońców gen. Władysław Langner uznaje, że dalszy opór nie ma sensu, i podejmuje – jak się później okazało, tragiczną w skutkach – decyzję: „poddajemy miasto nie Niemcom, tylko Sowietom”.
Dochodzi do spotkania z sowiecką delegacją. Czerwoni parlamentariusze bez żadnych zastrzeżeń przyjmują polskie postulaty. Miasto ma zostać przekazane na warunkach honorowych. Polscy oficerowie mają mieć zagwarantowaną wolność osobistą i prawo do wyjazdu do Rumunii. Zapewnienia te składa osobiście komisarz polityczny Frontu Ukraińskiego Nikita Chruszczow.
– Rosja zawsze dotrzymuje swoich zobowiązań – mówi przyszły przywódca Związku Sowieckiego.
Być może właśnie słowo honoru dane przez znanego komunistycznego działacza przekonuje Langnera. Po podpisaniu kapitulacji polski generał mówi: – Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez dziesięć dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie...
Sowieci łamią dane słowo niemal natychmiast. Polskie wojska wychodzą z miasta w kolumnach eskortowanych przez sowieckich żołnierzy. W Winnikach wszyscy oficerowie – szli osobno – zostają aresztowani.
– Tylko nielicznym udało się uciec. Reszta trafiła do obozu w Starobielsku. Padli ofiarą zbrodni katyńskiej – mówi prof. Grzegorz Hryciuk, autor książki „Polacy we Lwowie 1939 – 1944: Życie codzienne”.
Tymczasem na ulicach Lwowa dochodzi do dantejskich scen. Sowieccy żołnierze grabią miasto, którego bogactwem są oszołomieni. Do pracy natychmiast przystępuje NKWD. W egzekucjach giną polscy policjanci. Zamordowany zostaje dyrektor miejskiej elektrowni Stanisław Kozłowski.
Niektórzy polscy żołnierze wbrew rozkazowi gen. Langnera podejmują desperacką próbę obrony przed łupieżcami. W kilku punktach miasta dochodzi do starć. Polacy strzelają z okien i dachów.
Prezydent Lwowa Stanisław Ostrowski składa sowieckiemu dowództwu oficjalny protest w sprawie gwałtów i grabieży. Nie odnosi on skutku, a sam Ostrowski – podobnie jak wielu wybitnych lwowiaków – zostaje aresztowany. Wywieziony do Moskwy, dwa lata spędza na Łubiance pod surowym śledztwem. Wiosną 1941 r. dostaje wyrok ośmiu lat łagru za „działalność antysowiecką” i trafia do Krasnojarska nad Jenisejem. Pracuje przy wyrębie lasu, życie ratuje mu pakt Sikorski – Majski.
Do Moskwy wywieziony zostaje również autor fatalnej decyzji o poddaniu Lwowa Sowietom gen. Władysław Langner. Nie trafia jednak do więzienia, tylko prowadzi rozmowy z czerwonymi generałami, domaga się uwolnienia aresztowanych oficerów. Odesłany do Lwowa, ucieka do Rumunii i przedostaje się do polskiej armii na Zachodzie. Do końca wojny nie otrzymuje jednak przydziału bojowego. Po wojnie osiada w Walii, gdzie prowadzi gospodarstwo rolne. Umiera w 1972 r.















