Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Po co przyszli do Polski sowieccy żołnierze

Marek Magierowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Miejsce pamięci poœwięcone rosyjskim ofiarom wojny polsko-bolszewickiej byłoby niebezpiecznš aberracjš - pisze publicysta
Polsko-rosyjskie pojednanie, według publicysty "GW" Pawła Wrońskiego, powinno wyglšdać tak: "Ważne, by rzeczywiœcie powstały instytuty badajšce historię Polski i Rosji. W uczciwej dyskusji łatwiej będzie marginalizować radykałów z obu stron grajšcych na historycznych emocjach. Ważne […], by np. w Tucholi, gdzie zmarło najwięcej jeńców wojny polsko-bolszewickiej, powstało miejsce pamięci. To prawda, ci jeńcy – w odróżnieniu od oficerów z Katynia – nie zostali zamordowani, lecz zmarli, ale w 1920 r. byli pod opiekš państwa polskiego. Powinno się tak stać nie dlatego, że wypomniał to Putin, czy oczekujemy rewanżu, ale dlatego, że takie sš nasze wartoœci" ("Dlaczego powinniœmy podziękować Putinowi", "GW", 3.09.2009 r.). Czyje to "nasze wartoœci", chciałoby się zapytać? Polaków, Pawła Wrońskiego czy redakcji "Gazety Wyborczej"? Jakież to wartoœci każš stawiać pomniki najeŸdŸcom? [srodtytul]Ofiary rewolucji[/srodtytul]
Zanim zostanę zmarginalizowany jako nieuleczalny polonofil i radykał, pozwolę sobie raz jeszcze zagrać na historycznych emocjach. W czasie wojny polsko-bolszewickiej ok. 20 tysięcy rosyjskich żołnierzy zmarło w obozach jenieckich, najczęœciej w wyniku ciężkich chorób zakaŸnych. Ci sami żołnierze mogli zginšć na przedpolach Lwowa, nad Prypeciš, w Radzyminie. Zapewne natychmiastowa œmierć od kuli przyniosłaby im ulgę, umieranie na tyfus było dodatkowš, straszliwš karš. Gdyby jednak ponieœli œmierć na polu bitwy, tak jak dzieje się to zazwyczaj w trakcie wojen, zapewne żaden publicysta "GW" nie odważyłby się mówić o "miejscu pamięci" w Tucholi. W istocie, jeńcy ci byli wówczas, jak pisze Wroński, "pod opiekš państwa polskiego". Prawdopodobnie państwo polskie (istniejšce od niespełna dwóch lat) nie zrobiło wszystkiego, co w jego mocy, by sowieckich żołnierzy w stosowny sposób opatrzyć i nakarmić. Nie wolno jednak zapominać, że epidemie szalały wówczas w całej Europie, a leczenie jeńców nie było priorytetem władz. Były bowiem zajęte czym innym: walczyły o to, by Polska przetrwała i by nie została zmasakrowana po raz enty przez hordy nadcišgajšce ze Wschodu. Nie wolno także przemilczać faktu, iż ci nieszczęœnicy, młodzi i często zupełnie nierozumiejšcy demonicznych zamiarów swoich mocodawców, nie znaleŸli się na polskiej ziemi znikšd. Lenin poprowadził ich nad Wisłę po to, by ujarzmili Polskę, a następnie cały kontynent. Atak na nasz kraj był jedynie częœciš scenariusza ogólnoeuropejskiej rewolucji. Gdyby ten plan się powiódł, œmierć 20 tysięcy rosyjskich żołnierzy w obozach jenieckich byłaby mało znaczšcym epizodem, zapomnianym zapewne nawet przez samego Władimira Iljicza i jego następców. Gdyby ten plan się powiódł, mówilibyœmy dzisiaj raczej o milionach Polaków, Niemców, Francuzów, Holendrów rozstrzelanych, wywiezionych do łagrów, zagłodzonych. Na szczycie wieży Eiffla łopotałby czerwony sztandar, a "Berliner Zeitung" ukazywałby się po rosyjsku. Czy ja naprawdę muszę wykładać takie oczywistoœci? [srodtytul]"Wyrwanie języka, obcięcie uszów" [/srodtytul] Propozycja Wrońskiego idzie naturalnie z duchem czasu. Dziœ szanujšcy się intelektualista powinien powtarzać, iż każda wojna to "zawierucha dziejowa", która przynosi nieszczęœcie zarówno podbijanym, jak i tym, którzy podbijajš. Że w imię historycznego pojednania, do dyskusji o tym czy tamtym konflikcie zbrojnym należy obowišzkowo wrzucać jak najwięcej "ale", "chociaż" i "aczkolwiek". Był zatem Katyń, ale były też obozy w 1920 roku. Było wprawdzie Coventry, ale było też Drezno; był Pawiak, ale byli też niemieccy "wypędzeni". Był Hans Frank, choć był też przecież wybitnie utalentowany dowódca Rommel i bohaterski pułkownik Stauffenberg. Były japońskie okrucieństwa w Nankinie, ale też torturowani i mordowani przez Chińczyków japońscy żołnierze. Kto zaœ ponosi winę za tę czy tamtš "zawieruchę"? Do wyboru: 1. uwarunkowania geopolityczne; 2. traktat wersalski; 3. totalitaryzmy. Czy naprawdę trudno zrozumieć, że w momencie, gdy w Tucholi zostanie odsłonięta tablica upamiętniajšca sowieckich jeńców, Kreml odtršbi na cały œwiat, że Polska okazuje skruchę? I że tym samym można uznać, że "sprawa Tucholi ORAZ Katynia" jest już załatwiona? Czy naprawdę trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób Władimir Putin wykorzysta takš uroczystoœć? Gdybym chciał przyjšć argumentację i styl Pawła Wrońskiego, powinienem stwierdzić: owszem, w 1920 roku istniały obozy, w których umierali rosyjscy żołnierze, ACZKOLWIEK ginęli wówczas także polscy jeńcy. Archiwalne dokumenty ukazujš ich potworny los i sš powszechnie dostępne. Oto ppor. Jan Smoleński, który pod koniec sierpnia 1920 r. uciekł Rosjanom, zeznaje, iż "dostał się do niewoli pod Œniadowem, otoczony przez kawalerię 17. Dywizji sowieckiej, ranny w prawe udo. Widział jak rannego komendanta 2. kompanii por. Pasternackiego kozacy zamordowali po uprzednim wyrwaniu mu języka i obcięciu uszów i nosa. Obdarto go doszczętnie z ubrania i odprowadzono na plac opatrunkowy, gdzie opatrzono mu prowizorycznie ranę. Do opatrunku używajš starych bandaży, których majš pod dostatkiem" (Centralne Archiwum Wojskowe 1. Armii, tom 21). W czerwcu tego samego roku szef Oddziału III Naczelnego Dowództwa WP płk Julian Stachiewicz pisze do szefa sanitarnego "w sprawie okrucieństw bolszewickich" w stosunku do jeńców: "Przesyła się do wiadomoœci i wszczęcia odpowiedniej akcji protestujšcej odpis meldunku dowództwa frontu gen. Szeptyckiego w sprawie okrucieństw bolszewickich. […] Przy odpieraniu ataków wroga w dn. 24.05 niżej wymienionych rannych szeregowych II 32. pp. […] nie zdołano wynieœć i pozostawiono na placu boju pod wsiami Zamosze – Zawidno. W dniu 25.05 po odbiciu wroga i przywróceniu starych pozycji znaleziono ich z rozprutymi brzuchami, powyrywanymi wnętrznoœciami, poršbanymi czaszkami, pokłutymi pachwinami […]. Sš to: 1) Szereg. Karasin ranny w ramię, dobity przez rozprucie brzucha i wyrwanie wnętrznoœci. 2) Szereg. Kuldacik Stanisław ranny w prawy bok – dobity przez poršbanie pokrywy czaszki szablš. Mózg poršbany leżał koło trupa. 3) Szereg. Abiedziński Teofil lekko ranny w klatkę piersiowš – dobity przez potłuczenie głowy kolbš. Ciało jego przedstawiało jednš masę zbitš. 4) Szereg. Łechmański Paweł ranny w głowę – dobity przez pokłucie pachwiny bagnetem. […]" (CAW, szef sanitarny NDWP, tom 120). I jeszcze fragment "Komunikatu Biura Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dotyczšcego obozów dla jeńców Polaków w Rosji" z końca sierpnia 1921 roku: "Obóz Rożdżestwieński w Moskwie. Lokal […] zanieczyszczony, wskutek przepełnienia. Kilkunastu jeńców œpi w wilgotnych suterenach na brudnej podłodze, bez żadnego podesłania. Sienniki posiada niespełna 1/8 częœci jeńców. Sienniki te sš o tyle brudne, stare i przepełnione robactwem, że nawet bardzo słabi i chorzy jeńcy w mojej obecnoœci odmówili używania takowych. […] Kšpiel bardzo rzadko. Odwszania nie przeprowadza się, zawszenie znaczne, ogromna iloœć pluskiew. […] Boso chodzi 60 proc. jeńców. […] Kupy kału w podwórzu, przepełnienie prymitywnych jam klozetowych. […] Cały oddział chorych na œwierzbę œpi na podłodze, bez żadnego posłania. […] Chory na gruŸlicę otwartš leży tuż obok uzdrowieńców po tyfusie; inwalida z ranš niezagojonš leży w okropnych brudnych łachmanach. Około 30 proc. jeńców cierpi na poczštkowe objawy szkorbutu, inni majš wyglšd wycieńczony, anemiczny" (Monitor Polski nr 194 z 27.08.1921 roku). Wielu polskich żołnierzy nie miało tyle szczęœcia – by wspomnieć tylko rzezie dokonywane przez Rosjan na jeńcach w Zadwórzu, Bystrykach czy spalenie żywcem 600 osób w szpitalu polowym w Berdyczowie. Taka była tamta wojna i kilka następnych. Naszym obowišzkiem jest pamięć o Polakach zabitych przez bolszewickie wojska, a także modlitwa za dusze sowieckich żołnierzy, także tych, szczególnie tych, którzy latem 1920 roku dokonywali czynów bestialskich. Jednak miejsce pamięci w Tucholi byłoby niebezpiecznš aberracjš. [srodtytul]Poczekajmy na przełomowy gest [/srodtytul] Władimira Putina wizyta na Westerplatte była niewštpliwie ciężkim przeżyciem. Nikt nie "kupił" bowiem jego wersji najnowszej historii Europy. Wystarczyło przeczytać komentarze w największych œwiatowych dziennikach, by dostrzec, że prawda o wrzeœniu 1939 r. wybrzmiała z niezwykłš siłš. Dobrze się stało, że polski rzšd nie reagował na wczeœniejsze zaczepki ze strony Kremla, i że Putin ostatecznie pojawił się w Gdańsku. Premier Donald Tusk wzišł na siebie ogromne ryzyko, ale ten gambit przyniósł mu sukces. Jednak przechadzka dwóch premierów po sopockim molo nie może oznaczać, że rzucimy się sobie teraz w objęcia i w imię epokowego pojednania zaczniemy składać kwiaty na obelisku ku czci sowieckich ofiar wojny polsko-bolszewickiej. Poczekajmy na prawdziwie przełomowy gest z drugiej strony. Piłka, od wielu lat, jest po tamtej stronie boiska. PS. W ostatnim tygodniu sierpnia w Moskwie otwarto ponownie, po długich zabiegach restauracyjnych, stację metra Kurskaja. Pod imponujšcš kopułš, ze szczególnš pieczołowitoœciš odnowiono wyryty w œcianie ogromny napis, będšcy fragmentem pierwszej wersji hymnu Zwišzku Sowieckiego: "Wychował nas Stalin w wiernoœci ludowi, do wielkich zapalał nas trudów i dzieł!".
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL