REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Zbliżenie

Zbliżenie

W nikczemniku szukam człowieka

Jan Bończa-Szabłowski 08-12-2011, ostatnia aktualizacja 08-12-2011 14:47
autor: Robert Gardziński
źródło: Rzeczpospolita

Z Henrykiem Talarem rozmawia Jan Bończa-Szabłowski

Czym jest dla pana Wielki Splendor, który w ostatni poniedziałek odebrał pan za kreacje w Teatrze Polskiego Radia?

Henryk Talar: Nagrodą za kawał życia spędzonego przed mikrofonem PR. Czymś więcej niż Złota Maska, którą otrzymałem za jeden spektakl, czy Złoty Ekran za jeden film. Bo bycie w radiu trzeba udowodnić codzienną w nim przydatnością. To chyba jedyne miejsce, w którym aktor, otrzymując propozycję, nie pyta, za ile ma wystąpić, tylko z kim. To też niecodzienna okazja obcowania z literaturą najwyższej próby. Zbliżenie - czytaj więcej

Wysokiej klasy literatura to na szczęście nie tylko domena Polskiego Radia. Pan miał okazję co najmniej kilkakrotnie się z nią zetknąć w teatrze. „Zbrodnia i kara" Dostojewskiego, w której grał pan Porfirego, wydaje się dzisiaj szczególnie na czasie...

Genialność Dostojewskiego widać w każdej epoce. Od lat jestem zafascynowany jego twórczością. Skończyłem własną adaptację „Zbrodni i kary", w której Raskolnikow nie sprawia wrażenia psychopaty. Wręcz przeciwnie, wszyscy widzieliby w nim dobrze ułożonego, przystojnego młodzieńca, który wśród sąsiadów wzbudzałby sympatię. I właśnie taki człowiek dopiero przy bliższym poznaniu okazałby się groźny. Drzemałyby w nim demony, o które nikt by go nie posądzał. Rozmawiałem o tej inscenizacji z Piotrem Adamczykiem. Może zagramy ją wspólnie. Raskolnikow Adamczyka miałby wiele cech wspólnych z Breivikiem z Norwegii, choć wymowa spektaklu z pewnością nie ograniczałaby się tylko do tamtego zdarzenia.

W dzisiejszych czasach przeraża obojętność ludzi na zło. Sam pan tego doświadczył, gdy niedawno w pociągu próbował schwytać jednego z bandziorów przy zupełnej obojętności pozostałych pasażerów.

Telewizje rozdmuchały ten temat, ale moja reakcja była spontaniczna. Nie było czasu na kalkulację ani chęci wykazania się odwagą. Gdy wróciłem do domu, nie przyznałem się żonie, bo z racjonalnego punktu widzenia mogłem nie żyć. Wiem, że gdyby przydarzyło się nieszczęście ofierze schwytanego przeze mnie oprawcy, pomyślałbym: tchórzu, dlaczego nie zareagowałeś? Jeśli widząc coś niepokojącego, zawsze będziemy przywoływać w pamięci zamordowanego na przystanku tramwajowym policjanta, wkrótce będziemy się bali wyjść na ulicę.

Na jaką sztukę ze swoim udziałem zaprosiłby pan widzów do Teatru Narodowego?

Przyznam szczerze, że mam z tym pewien problem. Czuję, że już po raz drugi w swej drodze artystycznej przeżywam w macierzystym teatrze syndrom ławki rezerwowych. Na początku było tak w Ateneum, do którego zaangażowany zostałem po sukcesach w Kaliszu za dyrekcji Izabelli Cywińskiej. Tamten okres przeszedł do historii teatru, a ja miałem w dorobku główne role w najlepszych spektaklach Cywińskiej i Prusa. W Ateneum, zanim doszlusowałem do czołówki zespołu i grania w duecie z Wilhelmim, Śląską, Świderskim czy Sewerynem, musiałem swoje odczekać. Teraz w Narodowym sytuacja się powtarza, znowu mam wrażenie, że coś muszę udowodnić, przekonać reżyserów, że warto, by zaproponowali mi coś poza mniejszym czy większym epizodem. Wyjątkiem była postać w „Wędrowcu", która przyniosła mi nagrodę. Nie należę do aktorów, którzy manifestują swą niechęć, upominają się o swoje. Bardzo cenię ten zespół i dyrektora, który mnie zaangażował. Ale chętnie bym udowodnił, że stać mnie na więcej.

Teatr Narodowy w dość zgodnej opinii krytyków i widzów jest jedną z najlepszych obecnie scen. Ostatnio głośno jest nie tylko o sukcesach artystycznych, lecz także o sporze Englert – Szapołowska. Jak pan patrzy na ten konflikt?

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Święta sprzedają się jak seks

Maciej Stuhr: Moją córkę Mikołaj odwiedził akurat wtedy, kiedy dziadek musiał wyjść po drzewo do kominka. Dziecko wpadło w taką histerię i spazmy, że więcej się już nie pokazywał >>