E-społeczności na zakręcie

Tomasz Boguszewicz 29-07-2009, ostatnia aktualizacja 29-07-2009 05:26

W sieci wciąż przedkładamy to, co polskie, nad serwisy zagraniczne. Ale lokalna popularność nie pozwala wyjść na swoje większości największych serwisów społecznościowych w Polsce

Nasza-Klasa w Polsce miażdży światowych gigantów. Z Facebooka korzysta ok. 1 proc. polskich internautów. Ze słynnego serwisu mikroblogowego Twitter – jeszcze mniej. Większą popularnością cieszą się Fotka.pl, Grono.pl czy serwis randkowy portalu Onet.
źródło: Rzeczpospolita
Nasza-Klasa w Polsce miażdży światowych gigantów. Z Facebooka korzysta ok. 1 proc. polskich internautów. Ze słynnego serwisu mikroblogowego Twitter – jeszcze mniej. Większą popularnością cieszą się Fotka.pl, Grono.pl czy serwis randkowy portalu Onet.

Najpopularniejszą e-społecznością w Polsce wciąż pozostaje Nasza-Klasa.pl – wynika z badania D-Link Technology Trend, przeprowadzonego przez firmę Millward Brown SMG/KRC. Do korzystania z niej przyznaje się 36 proc. dorosłych Polaków. Pokrywa się to z liczbą użytkowników portalu. Zarejestrowanych osób jest nawet ok. 15 mln, ale regularni użytkownicy to ok. 10 mln.

Polskie odpowiedniki

Okazuje się też, że podobnie jak wcześniej w handlu internetowym (Allegro) czy komunikatorach (Gadu-Gadu), także w przypadku serwisów społecznościowych Polacy chętniej odwiedzają portale krajowe niż zagraniczne. I tak np. z serwisu Facebook, który na świecie zdobył już ponad 250 mln użytkowników, korzysta zaledwie 1 proc. dorosłych Polaków (ok. 500 tys.).

Podobnie w przypadku MySpace, z którego na świecie korzysta ok. 210 mln ludzi, a w Polsce – zaledwie ok. 800 tys. Facebook, który ostatnio przekroczył barierę 250 mln użytkowników, ma ich w Polsce tylko 500 tys. Popularności nie zdobył też Twitter, słynny serwis mikroblogowy. W Polsce korzysta z niego mniej niż 1 proc. osób. Polskie odpowiedniki Twittera nie cieszą się na razie popularnością. Prym wśród nich wiodą np. Flaker.pl czy Blip.pl, należący do firmy GG Network. Jak wynika z informacji „Rz”, z tego ostatniego korzysta ok. 600 tys. osób.

W oczekiwaniu na zyski

Podobnie jak w przypadku amerykańskich odpowiedników duża popularność i rozpoznawalność wśród internautów nie przekładają się jednak na konkretne finansowe korzyści. Jak np. przyznaje Marcin Jagodziński, odpowiedzialny w GG Network za Blipa, serwis na razie nie generuje ani przychodów, ani tym bardziej zysków.

– Mamy nadzieję, że pierwszy przychód pojawi się przed końcem roku – mówi. Kiedy będą zyski – nie wiadomo. Danymi na temat rentowności, zysków i przychodów nie chce się dzielić lider polskich społeczności Nasza-Klasa.pl.

47 procent Polaków deklarowało w maju 2009 r., że korzysta z Internetu

– Portal jest rentowny, przychód pochodzi przede wszystkim z reklam i płatnych funkcjonalności portalu. Nie ujawniamy danych finansowych ani prognoz, ale spodziewamy się utrzymania trendu wzrostowego – mówi Maciej Popowicz, współwłaściciel i twórca Naszej-Klasy. Według informacji „Rz” zyskowny jest także GoldenLine.pl, odpowiednik amerykańskiego LinkedIn.com, który skupia osoby zainteresowane rozwojem kariery.

Najciekawsze treści

Według rozmówców „Rz” przekucie w zyski nawet ogromnych rzesz użytkowników serwisów społecznościowych będzie trudne. – Ich przyszłość zależy od znalezienia sposobu na sukces, jednocześnie nie zrażając do siebie bardzo wyczulonych na nachalną reklamę użytkowników – mówi Mariusz Piaseczny z D-Link Polska. – Model biznesowy oparty na reklamie w sieci nie ma przyszłości, internauci jej unikają – podsumowuje Adam Guz, inwestor i prezes firmy doradczej Go Advisers.

Z badania D-Link Technology Trend wynika, że materiały tworzone przez internautów są najciekawsze dla 46 proc. badanych. Z drugiej strony spada zainteresowanie treściami tworzonymi przez profesjonalnych dziennikarzy. W maju 2009 r., gdy robiono badanie, były one najciekawsze dla 17 proc. użytkowników. Rok wcześniej dla 19 proc.

Opinia

Adam Guz, prezes firmy doradczej Go Advisers

Internetowe serwisy społecznościowe nie mają jasnego sposobu generowania przychodów. Ich modele biznesowe są nieprzejrzyste. W zbyt dużym stopniu opierają się na optymistycznych założeniach. Sytuacja przypomina bańkę dot-comów w USA z początku wieku, kiedy inwestorzy kupowali wszystko, co miało com w nazwie. Opieranie się na przychodach z reklam jest krótkowzroczne, bo internauci coraz skuteczniej unikają przekazu marketingowego. Sam zarejestrowałem się w jednym z serwisów i dostaję teraz codziennie kilkanaście reklamowych e-maili. Z kolei nie widzę innego niż reklamy sposobu na przychód i zysk, w sytuacji gdy korzystanie z większości serwisów jest bezpłatne.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.boguszewicz@rp.pl

Rzeczpospolita