Kraj

Co łączy FOZZ z BGK?

Na ławie oskarżonych w aferze FOZZ w 2002 r. nie było Janusza Sawickiego, bo zarzuty wobec niego się przedawniły. Na zdjęciu (od lewej) Grzegorz Żemek, Janina Chim, Krzysztof Komornicki, Irena Ebbinghaus, Dariusz Przywieczerski podczas rozprawy
Rzeczpospolita, PK Piotr Kowalczyk
Ludzie związani z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego pracują w banku zajmującym się m.in. długami Polski
Warszawa. Skrzyżowanie Nowego Światu z Al. Jerozolimskimi. Tu, w dużym, ciemnym gmachu mieści się centrala Banku Gospodarstwa Krajowego, jedynego dziś państwowego banku. Jednym z jego zadań od 2002 r. jest obsługa polskiego zadłużenia zagranicznego. Jak wynika z ustaleń „Rz”, w BGK są zatrudnieni ludzie związani z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ), który na początku lat 90. miał wykupywać po niższych cenach część długu zagranicznego Polski. Jego działalność skończyła się aferą uznawaną za największy skandal III RP. Według prokuratorów badających sprawę Skarb Państwa stracił na nielegalnych transakcjach FOZZ przynajmniej 350 mln zł. Do dziś nie wyjaśniono wielu wątków sprawy. Nie wiadomo np., co faktycznie się stało ze zdefraudowanymi pieniędzmi. W całej aferze FOZZ skazano tylko kilka osób, m.in. Grzegorza Żemka, dyrektora funduszu, współpracownika wojskowych służb specjalnych, oraz jego zastępczynię Janinę Chim.
[srodtytul]Przedawnione zarzuty [/srodtytul] Jedynym urzędnikiem państwowym, któremu prokuratura postawiła zarzuty w aferze FOZZ, był Janusz Sawicki, który – jak wynika z ustaleń „Rz” – od 24 lutego tego roku jest doradcą prezesa BGK Ireneusza Fąfary. Sawicki był przewodniczącym rady nadzorczej funduszu (1989 – 1990) i wiceministrem finansów (1988 – 1991), któremu FOZZ podlegał. Prokuratura postawiła mu zarzuty braku nadzoru, a w 1998 r. wysłała do sądu akt oskarżenia, który go obejmował. Sawicki miał według śledczych m.in. dopuścić do dokonywania przez Żemka niekorzystnych operacji finansowych. Sprawa została jednak prawomocnie umorzona w 2001 r. ze względu na przedawnienie się zarzutów. O ważnej roli Janusza Sawickiego w tworzeniu i działaniu funduszu mówił podczas procesu sam Żemek. Zeznał, że to właśnie ówczesny wiceminister finansów w 1988 r. zaproponował mu objęcie funkcji dyrektora FOZZ. Miał mu również powiedzieć, że został wytypowany na to stanowisko przez kierownictwo PZPR po konsultacjach z SB i wojskowymi służbami. Żemek przyznał, że potajemnym zadaniem FOZZ było finansowanie służb specjalnych PRL. Według niego Sawicki o tym wiedział. W 1998 r., gdy akt oskarżenia w sprawie FOZZ, w którym znalazło się nazwisko Sawickiego, trafił do sądu, obecny doradca prezesa BGK w rozmowie z „Rz” przekonywał o swojej niewinności. Wskazywał m.in. na zbyt małe kompetencje, jakie miał w stosunku do kierownictwa FOZZ. – Jako wiceminister i przewodniczący RN nie mogłem nawet odwołać dyrektora – tłumaczył. Zaprzeczył też, aby to on zaproponował Żemkowi kierowanie FOZZ. [srodtytul]Doradca na pół etatu [/srodtytul] Kierownictwo BGK nie widzi w zatrudnieniu Sawickiego nic złego. „Sprawa jego odpowiedzialności w aferze FOZZ została prawomocnie umorzona przez Sąd Najwyższy w Warszawie w 2001 r.” – czytamy w piśmie z BGK. Powodami zatrudnienia go, jak tłumaczy bank, są „jego wiedza, kompetencje i doświadczenie zawodowe”. Czym Sawicki zajmuje się w banku? „W Instytucie Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, gdzie jest adiunktem, zajmuje się sprawami znaczenia światowego kryzysu dla gospodarki, w tym polskiego systemu finansowego i bankowego oraz handlu zagranicznego. W związku z tym w powyższym zakresie jest doradcą prezesa BGK” – twierdzi bank. Dodaje, że Sawicki jest zatrudniony na pół etatu i nie ma oficjalnego, „bankowego” adresu e-mailowego. [srodtytul]Likwidator ekspertem [/srodtytul] Z ustaleń „Rz” wynika, że kolejną osobą związaną z FOZZ, a zatrudnioną niedawno w BGK, jest Jerzy Dzierżyński. 8 czerwca został ekspertem w Departamencie Wspierania Handlu Zagranicznego. Wcześniej z przerwami pracował już w BGK ponad cztery lata, ale w styczniu 2007 r. odszedł z pracy. Czym się zajął po powrocie? „Współpracuje z KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych – red.) oraz bankami zagranicznymi w zakresie finansowania kontraktów handlu zagranicznego” – czytamy w piśmie z BGK. Co łączy Dzierżyńskiego z FOZZ? W styczniu 1991 r. na podstawie przyjętej przez Sejm ustawy o postawieniu FOZZ w stan likwidacji został mianowany pierwszym likwidatorem funduszu. Bezpośrednio jego pracę nadzorował z ramienia Ministerstwa Finansów Janusz Sawicki, dziś kolega z BGK. W lipcu 1991 r. Dzierżyński przestał być likwidatorem FOZZ i niedługo później trafił do Banku Handlowego. W jego luksemburskiej filii (Bank Handlowy International) FOZZ zaciągał kredyty. Ich rozliczenia były jednym ze sposobów wyprowadzania państwowych pieniędzy z funduszu, które jako likwidator badał właśnie Dzierżyński. Jeszcze przed powstaniem FOZZ kredytami w Banku Handlowym International zajmował się Grzegorz Żemek. Dzierżyński nie chciał rozmawiać z „Rz” o sprawie FOZZ. [srodtytul]Zasada ograniczonego zaufania[/srodtytul] – Współtwórca jednej z największych afer nie powinien pracować w państwowym banku. Wobec ludzi, którzy mają taką przeszłość, w takiej sytuacji powinna być stosowania zasada ograniczonego zaufana – podkreśla Antoni Dudek, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej. Zaskoczenia sprawą nie kryje Marek Biernacki, były szef MSWiA, poseł PO. – Uważam, że ludzie FOZZ nie powinni pracować w sektorze publicznym. Nie dają rękojmi dobrego funkcjonowania instytucji państwowych – uważa. Ministerstwo Finansów, które nadzoruje obsługę zagranicznego długu Polski, nie widzi jednak w sprawie żadnych kontrowersji. „Nie wystąpiły zdarzenia, które mogłyby rodzić podejrzenia o nieprawidłową realizację zadań BGK w zakresie obsługi długu zagranicznego” – stwierdziła w piśmie do „Rz” Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu. Poseł PiS Maks Kraczkowski, wiceszef Sejmowej Komisji Gospodarki, zwraca uwagę, że BGK oprócz obsługi długu ma również wspierać akcję kredytowania polskich przedsiębiorstw. – W tym celu został niedawno dokapitalizowany kilkoma miliardami złotych – mówi. – Fakt pracy w banku ludzi z FOZZ napawa mnie bardzo dużą obawą co do tego, gdzie rzeczywiście trafią te pieniądze. Sprawa ich zatrudnienia musi być więc wyjaśniona. [ramka][srodtytul]Największa afera III RP[/srodtytul] Ustawę powołującą Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego uchwalono w 1989 r. w okresie obrad Okrągłego Stołu. Jego dyrektorem został Grzegorz Żemek, współpracownik WSI o pseudonimie Dik. Do zadań FOZZ należało gromadzenie środków finansowych przeznaczonych na obsługę zadłużenia zagranicznego Polski oraz pokrywanie kosztów zadłużenia wobec rządów innych państw i banków komercyjnych. W grudniu 1990 r. w atmosferze skandalu Sejm zdecydował o likwidacji FOZZ, a Najwyższa Izba Kontroli, która w 1991 r. kontrolowała działalność funduszu, wykryła gigantyczne nieprawidłowości. Podczas swojej działalności fundusz otrzymał 10 bln starych złotych (ok. 1 mld dolarów). Podczas procesu sądowego okazało się, że FOZZ praktycznie w ogóle nie zajmował się sprawami statutowymi. Udzielał kredytów i inwestował w spółki zajmujące się m.in. hodowlą ryb i eksportem sprzętu wojskowego. Duże sumy były też transferowane przez FOZZ za granicę za pośrednictwem Banku Handlowego. Skarb Państwa stracił setki milionów złotych. Prokuratura badająca aferę FOZZ szacowała, że było to przynajmniej 350 mln zł. Do dziś nie wiadomo, co się stało z częścią pieniędzy. Proces w aferze ruszał kilkakrotnie, ale sprawę udało się zakończyć dopiero w 2005 r. sędziemu Andrzejowi Kryżemu. W 2009 r. wyroki podtrzymał Sąd Apelacyjny. Żemek został skazany na dziewięć lat więzienia, jego zastępczyni Janina Chim na sześć. Dariusza Przywieczerskiego, biznesmena współpracującego z FOZZ, skazano na dwa i pół roku więzienia. Polska stara się o ekstradycję Przywieczerskiego z USA. [i]pn[/i][/ramka] [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:[mail=p.nisztor@rp.pl]p.nisztor@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL