Publicystyka
Polska chorobliwa dwupartyjność
Na scenie politycznej trwa wojna o ustrój. PO, mając za sobą większość Polaków, go broni, a PiS, mając za sobą mniejszość Polaków, go atakuje – pisze polityk i publicysta
Od chwili kiedy w Polsce pojawiło się Prawo i Sprawiedliwość i zdobyło duże poparcie wyborców, scena polityczna zmieniła się zasadniczo. Zyskała cechę niezwykłą i zarazem patologiczną. Pierwszy raz od 20 lat istnieje w Polsce silna, wpływowa partia dążąca do usunięcia obecnego ustroju i zastąpienia go innym, bardzo od obecnego odmiennym.
Pojawiła się partia (w tym, jak wyżej podany, sensie) wywrotowa, antyustrojowa. Jej obecność głęboko zmieniła oblicze polityki i debaty publicznej.
Nabrały one cech wojny zamiast normalnego sporu w ramach sił akceptujących porządek konstytucyjny. Nic się nie zmieni, dopóki PiS się nie rozpadnie na konserwatywną prawicę uznającą podstawy obecnego porządku i antyustrojowy, radykalny nacjonalizm. Bądź też, co mało prawdopodobne, jeśli partia bardzo się zmieni, doznawszy np. porażek w wyborach samorządowych i prezydenckich.
Wielokrotnie o tej patologicznej osobliwości naszej sceny politycznej pisałem, zwracając uwagę, że jeśli się jej nie widzi, to nie rozumie się toczących od kilku lat wydarzeń. W tym artykule zajmę się analizą dziwnej, nienormalnej, chorobliwej dwupartyjności, którą wytwarza istnienie "partii wywrotowej" oraz tym, co może jej przeciwdziałać.
PiS przestraszyło Polaków
System polityczny, w którym są dwie partie, ma liczne zalety. Na pewno góruje nad partyjnym rozdrobnieniem. Ale tak jest wtedy, kiedy obie partie akceptują ramy ustrojowe i – traktując je jako niezmienny składnik rzeczywistości – proponują odmienną politykę, w której mogą być też pewne korekty porządku publicznego. To jest dwupartyjność politycznego sporu na gruncie ustrojowej zgody.
Partią takiej dwupartyjności jest Platforma Obywatelska, która nie bez krytycyzmu uznaje i szanuje to, co zrobiono w ciągu 20 lat, i nie ma projektów, które by zmieniały typ ustroju. Taką partią nie jest natomiast Prawo i Sprawiedliwość w obecnym kształcie. Do tej drogi, którą obrano w roku 1989, do tego kształtu Rzeczypospolitej, jaki powstał, i do tej konstytucji, która go wyraża, ma ona stosunek zajadle nienawistny. Deklaruje otwarcie wolę wejścia na nową drogę polegającą na stworzeniu odmiennego porządku politycznego.
PiS z takim programem najpierw zdobyło poparcie dużej części wyborców o dosyć wysokiej jednorodności, którym się nie podoba III Rzeczpospolita, a bardzo im przypadła do gustu IV. Opierając się głównie na tej części Polski, przejęło niemal pełne rządy w kraju. W ciągu dwu lat rządzenia tak przestraszyło większość Polaków, że wywołało tuż przed wyborami 2007 roku istny "bieg do urn", zjawisko niezwykłe, bezprecedensowe nawet na tle wyborów roku 1989. Wyborcy pognali do lokali wyborczych, by oddać głos na PO, niekoniecznie uważając ją za pierwszą partię swego wyboru, lecz dlatego, że to ona miała szansę pokonać partię Kaczyńskich i nie budziła tego co tamta lęku.
W ten sposób powstała silna tendencja do wojennej mobilizacji po obu stronach i do przekształcania się zróżnicowanej sceny politycznego sporu w dwupartyjną scenę wojny o ustrój. Naprzeciw partii wrogów III Rzeczypospolitej wyrosła jeszcze potężniejsza partia zwolenników III RP i wygrała. Właśnie dlatego, że jest to dwupartyjność bez ustrojowej zgody, lecz na gruncie wojny o ustrój nie może być uznana za normalną i nie działa jak normalna.
Najważniejsze jest to, że wypycha z życia politycznego merytoryczną stronę rządzenia krajem, to znaczy poszukiwanie w ramach debaty i sporu najlepszych rozwiązań problemów. Zastępuje je przez atak, zwykle populistyczny, mający powalić wroga, albo też nasiąkniętą populizmem obronę, by się nie dać. To bardzo obniża jakość rządzenia krajem.
Wojenna, patologiczna dwupartyjność wywołuje też na pozór przedziwne, a przecież zrozumiałe zjawiska w sferze świadomości społecznej. Takimi zjawiskami były: owa niezwykła mobilizacja wyborców, by odsunąć partię Kaczyńskich od władzy, utrzymujące się do tej pory wyższe poparcie dla PO od tego, które zyskała w parlamentarnych wyborach mimo dwu lat rządzenia i to w trudnych warunkach, co przecież zużywa. Wreszcie fenomen najnowszy, wzrost notowań Platformy i jednocześnie spadek popularności rządu i premiera.















