Projekty, technologie
Kawałek nieba w domu
Alfred Stiller mieszka w starym młynie w Chróścicach, wiosce zagubionej pomiędzy Wrocławiem a Opolem.
– Ja się tu urodziłem. Nie wyobrażam sobie życia bez młyna. W pobliskiej wiosce mam bardzo ładny dom. Mieszka w nim żona z córką. Ja w 2000 r. przeprowadziłem się tutaj, by realizować swoje życiowe marzenia. Chciałem mieć staw i polować na kaczki. To wszystko mam. Co rano wstaję i jestem na wczasach. Zresztą, kto inny by mi stawu pilnował? – zastanawia się Alfred Stiller.
Urokliwy zakątek powinien być wkrótce dostępny także dla innych. Pan Alfred kończy urządzać pobliski dom, którego część przeznaczy na agroturystykę. Na razie odwiedzają go jedynie zbieracze jagód i nowożeńcy, którzy w romantycznej scenerii robią sobie zdjęcia.
Kamil Zaremba, wrocławski przedsiębiorca, miał inny pomysł. Kończy budowę domu na wodzie. Nie było łatwo. Główną przeszkodą okazali się... urzędnicy.
– Rozpoczął się piąty rok moich starań o budowę tego domu. Pierwsze 3,5 roku bezsensownie spędziłem na rozmowach z urzędami, z których niewiele dobrego wyniknęło. Potem zastosowałem metodę polityki faktów dokonanych Lecha Wałęsy. Efekt? Prowadzimy prace wykończeniowe we wnętrzu. Po cichu myślę, że wprowadzę się do domu jesienią tego roku – mówi Kamil Zaremba.
Wrocławski przedsiębiorca poszedł za ciosem, gdy okazało się, że chętnych na takie ekstrawaganckie lokum jest więcej.
– Już 7900 osób zapisało się na wodowanie. Większość jest zainteresowana podobną formą zamieszkania – deklaruje Kamil Zaremba.
Jeśli ktoś chciałby mieszkać w niekonwencjonalnym miejscu, ale lubi bardziej industrialne klimaty, może zdecydować się na lokum w byłej fabryce czy... kopalni. Taki pomysł na życie miał Przemo Łukasik, architekt, założyciel pracowni Medusa Group. Zamienił budynek lampiarni dawnych Zakładów Górniczo-Hutniczych Orzeł Biały w Bytomiu w Bolko Loft. Mieszka tam z rodziną. Betonowa bryła wsparta na ośmiu słupach była jedną z 20 budowli wyróżnionych na wystawie „Polska. Ikony architektury”.
– Mieszkanie w lofcie jest pewnego rodzaju filozofią. Jest to wzięcie na swoje barki pewnej estetyki i problemów, które się z tym wiążą. Przestrzeń powinna być otwarta, co niesie ze sobą wysokie koszty ogrzewania. By wyjść z dziećmi do przedszkola, muszę zejść trzy kondygnacje po schodach zewnętrznych, latem i zimą. Loft to forma określenia mojej osobowości i najtańsza forma na mieszkanie w moim przekonaniu, ale nie każdy jest w stanie znieść widok szybu z okna łazienki – mówi Przemo Łukasik.
Loft to mieszkanie urządzone w dawnej fabryce czy magazynie. Niekonwencjonalne, łamiące schematy, na przekór mieszczaństwu. Ma ściany z cegły lub betonu, widoczne stropy, instalacje, stalowe elementy, wysokie sufity i duże okna. Jest chłodny, surowy, przestronny i daje pole do popisu dekoratorowi wnętrz.
Jako pierwsi wprowadzili się do opuszczonych budynków pofabrycznych nowojorscy artyści. Nie mieli pieniędzy, potrzebowali dużych przestrzeni, więc zaczęli zajmować lub wynajmować zabytkowe magazyny i stare zakłady produkujące tkaniny, porcelanę czy szkło.
Było to w latach 60. ubiegłego wieku, na terenie nowojorskiego SoHo. Jednym z pierwszych, którzy wprowadzili się do takiego obskurnego pofabrycznego budynku, był Andy Warhol. Obszerna hala, ochrzczona Factory, była cała wytapetowana srebrną folią. Warhol zazwyczaj tkwił na ogromnej kanapie, najważniejszym meblu Fabryki, dyrygując pracownikami wykonującymi jego prace. Przez pracownię przewinął się korowód sław, od Rolling Stonesów, poprzez Jima Morrisona, po Grace Kelly. Obok artystów pojawiali się pseudoartyści, ładne dziewczyny, pełno było narkotyków i dziwnych zdarzeń. Tak rodziła się legenda loftów.
Bohema działa jak magnes. Deweloperzy zwietrzyli interes i na Manhattanie pojawiało się coraz więcej yuppies, wypierających artystów poszukujących tańszych mieszkań.
– Yuppies z przełomu XX i XXI wieku zaczęli gremialnie poszukiwać w centrach miast przestrzeni mieszkalnej z charakterem. Niebanalnej, wykorzystującej możliwości współczesnej technologii, a zarazem zakorzenionej w tradycji. Zaczęły być poszukiwane przestrzenie o nietypowych gabarytach, dające możliwość nieskrępowanej aranżacji i poczucie wolności w przestrzeni. Takie możliwości dawały dawne obiekty industrialne. To właśnie dążenie zrodziło i ugruntowało modę na lofty – mówi Rafał Szczepański, prezes firmy Juvenes, budującej razem z BBI Development lofty w dawnej fabryce wódek Koneser w Warszawie.















