Hobby
Wojna na kulki
Zamiast autentycznej broni – wierne repliki pistoletów i karabinów, zamiast amunicji – plastikowe lub kauczukowe kulki. Podstawowy cel – trafić przeciwnika i wyeliminować go z gry. Air Soft, zabawa dla miłośników militariów i mocnych wrażeń, zyskuje w Polsce coraz większą popularność.
Zdecydowana większość pasjonatów tej zabawy to mężczyźni. I nie ma się czemu dziwić. Pistolety, karabiny, do tego wojskowe umundurowanie – to zabawki, które wielu panów fascynują od wczesnego dzieciństwa. Który z nich w młodości nie chciał być Johnem Rambo czy Jankiem z „Czterech pancernych”? Dla części z nich Air Soft (ASG) to rodzaj sportu, dzięki któremu zachowują kondycję i tężyznę fizyczną. Wielu nie kryje jednak, że udział w grze to realizacja dziecięcych marzeń o walce w okopach. Poza tym militaria wciągają.
– Spróbujesz raz, a potem nie możesz przestać – mówi Andrzej, warszawiak, który gra w Air Soft od roku. – Zawsze uprawiałem jakiś sport, ale niczego nie da się z tym porównać. Nic nie wyzwala takiej dawki adrenaliny i nie daje takiej satysfakcji. Do tego poprawia kondycję.
Liczba fanów ASG rośnie z roku na rok. W weekendy przebierają się za żołnierzy i wraz z kolegami ruszają w lasy, na poligony czy do pustych budynków pofabrycznych. Tworzą grupy airsoftowe, skrzykują się na forach internetowych, organizują zjazdy. Jednak nie na wszystkie imprezy ogólnopolskie można się dostać z ulicy. Bez kontaktów wśród prawdziwych weteranów gry nie ma co liczyć na udział w takim wydarzeniu.
Dla niewtajemniczonych – Air Soft to nic innego jak bardziej zmilitaryzowana odmiana paintballa. Bo czym się różni grupa zapaleńców strzelających do siebie nabojami napełnionymi farbą od grupy facetów (z rzadka zdarzają się wśród nich kobiety) przebranych w mundury, atakujących się plastikowymi kulkami? Miłośnicy militariów nie lubią jednak tego porównania. Głównie dlatego, że – jak podkreślają – obie gry różni przede wszystkim poziom realizmu zabawy. O ile w paintballu chodzi głównie o strzelanie, o tyle w ASG uczestnicy stawiają na klimat prawdziwej walki. Jak mówią, do tematu podchodzą profesjonalnie. Bo jak inaczej nazwać grę, do której przygotowywany jest scenariusz oparty na autentycznych wydarzeniach. Poza tym gracze używają replik oryginalnych pistoletów i karabinów (dla laików nie do odróżnienia od oryginałów), nie zapominają o rekwizytach, które pozwolą możliwie najwierniej naśladować historyczne działania wojenne, policyjne czy potyczki oddziałów paramilitarnych. Przywiązują wagę nawet do ubioru. Najwięksi zapaleńcy stawiają na oryginalne umundurowanie, wojskowe buty, kamizelki, a nawet hełmy kewlarowe. Wielu nie zapomina też o kamuflażu twarzy.
– Do tego dochodzą noktowizory, saperki, latarki, profesjonalnie wyposażona apteczka, manierki z wodą, racje żywnościowe. Porządnie wyposażony gracz nierzadko dźwiga na sobie nawet kilkanaście kilogramów – mówi miłośnik tej gry Krzysztof Wroński ze Skierniewic.
W Air Soft może się bawić od kilku (nawet dwóch) do kilkuset osób. Najmłodsi gracze muszą mieć skończone 16 lat, choć ze względów bezpieczeństwa preferuje się, by uczestnicy byli pełnoletni. Najstarszym nie stawia się ograniczeń. Liczy się chęć do zabawy, przydaje się kondycja. Bardzo popularne, bo wymagają najmniejszych przygotowań, są tzw. strzelanki. Chodzi o to, by uczestnicy zabawy, podzieleni na dwie lub więcej drużyn, zrealizowali określony cel, np. przejęli kontrolę nad budynkiem czy odbili zakładnika. Taką grę można zakończyć po dwóch lub czterech godzinach.
O wiele bardziej pracochłonne w przygotowaniu są tzw. LARP-y, w których strzelanina to tylko jeden z elementów rozgrywek. Tu liczy się przede wszystkim klimat i kreatywność graczy. A ci bawią się według przygotowanego wcześniej scenariusza fikcyjnej bitwy. Są jeszcze tzw. milsimi (skrót od ang. military simulation), czyli gry mające możliwie wiernie odzwierciedlać warunki prawdziwej walki. Najbardziej wytrwali uczestnicy mogą wówczas spędzić w okopach nawet 36 godzin.
Znawcy doradzają, by początkujący gracz nie inwestował w ekwipunek z najwyższej półki. Na początek wystarczą tańsze repliki broni, które można dostać już za 200 zł. Do tego worek z kulkami (2000 sztuk) plus specjalne okulary chroniące oczy, rękawiczki oraz chustka chroniąca twarz. Stare, wygodne spodnie, buty i bluza też na początku wystarczą. Pamiętać trzeba tylko, by wszystko to wytrzymało bieganie po lesie i tarzanie się po ziemi.















