Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Fakty wypaczone przez Erikę Steinbach

Bogdan Musiał
Rzeczpospolita
Erika Steinbach, a wraz z niš większoœć niemieckich polityków, nie zdaje sobie sprawy z tego, co działo się w Polsce po „wyzwoleniu”. Niemieccy uciekinierzy i wysiedleni mieli szczęœcie w nieszczęœciu, że znaleŸli się w Niemczech Zachodnich – pisze historyk
Dobrze się stało, że “Gazeta Wyborcza” opublikowała (20 czerwca 2009) wywiad z Erikš Steinbach, przewodniczšcš Zwišzku Wypędzonych w Niemczech. Polski czytelnik bezpoœrednio mógł się przekonać, jak postrzega ona historię stosunków polsko-niemieckich oraz wysiedleń swych rodaków po zakończeniu II wojny œwiatowej. Szkoda tylko, że prowadzšce wywiad przyjęły jej wywody za dobrš monetę, nie zachowujšc wobec nich krytycznego dystansu. A sš one w wielu punktach – tych decydujšcych – albo całkowicie fałszywe, albo wypaczone, a w najlepszym wypadku wyrwane z historycznego kontekstu. [srodtytul]Granice Stalina[/srodtytul]
Erika Steinbach odrzuca odpowiedzialnoœć zbiorowš Niemców za rzšdy Hitlera i NSDAP, której członkami było ponad 10 milionów obywateli III Rzeszy. Szkopuł w tym, że analogicznš odpowiedzialnoœć zbiorowš niemieccy okupanci stosowali w Polsce na skalę masowš. Wystarczy wspomnieć zniszczenie Warszawy, wymordowanie częœci jej mieszkańców i wypędzenie pozostałych w odwecie za powstanie warszawskie. Co więcej, sama Erika Steinbach zakłada najwidoczniej istnienie odpowiedzialnoœci zbiorowej Polaków – w wymiarze moralnym oraz materialnym (poprzez roszczenia materialne) – za decyzje i działania Stalina oraz jego rodzimych wasali. To oni przecież wysiedlili pozostałych Niemców z terenów Polski powojennej, której granice Stalin osobiœcie wyznaczył. Z tym że poparcie dla Stalina i jego kolaborantów było w Polsce minimalne, natomiast opór, zarówno ten aktywny, jak i pasywny, doœć powszechny. Dokładnie odwrotnie niż w Niemczech w stosunku do “reżimu Hitlera”. Prawdš jest, że na NSDAP i Hitlera oddano w 1933 roku 44 procent głosów, co jest œwietnym wynikiem wyborczym w wolnych wyborach. Ponadto wkrótce Hitler uzyskał ogromne poparcie pozostałej większoœci Niemców i stał się najbardziej popularnym politykiem w historii państwa niemieckiego. Nie przypadkiem mówi się o jego panowaniu jako o “dyktaturze konsensu” (Konsensdiktatur). [wyimek]Pani Steinbach dziękuje Bogu, że jej ojciec był w Luftwaffe, a nie strażnikiem obozu koncentracyjnego. A przecież to samoloty Luftwaffe bombardowały Warszawę i inne polskie miasta we wrzeœniu 1939 r. To Luftwaffe ostrzeliwała polskich uciekinierów[/wyimek] Natomiast szeroki antynazistowski/antyhitlerowski opór w samych Niemczech jest tworem stosunkowo œwieżej daty, a właœciwie jest produktem oraz elementem dzisiejszej niemieckiej polityki historycznej. Nie bez kozery mówi się, że niemiecki opór wobec nazizmu roœnie z upływem czasu. Wywody Eriki Steinbach w “GW” to potwierdzajš. Pani Steinbach dziękuje Bogu, że jej ojciec był w Luftwaffe, a nie strażnikiem obozu koncentracyjnego – jak gdyby Luftwaffe nie miała nic wspólnego ze zbrodniami niemieckimi podczas II wojny, z niemieckš okupacjš w Polsce czy też z samym prowadzeniem wojny. A przecież to samoloty Luftwaffe bombardowały Warszawę i inne polskie miasta we wrzeœniu 1939 r. To samoloty Luftwaffe ostrzeliwały polskich uciekinierów. To Luftwaffe bombardowała Warszawę w lecie 1944 roku podczas powstania i walnie przyczyniła się do jej zniszczenia. Podobnie jak setek innych miast w Europie. [srodtytul]Kim jest Czaja[/srodtytul] Pani Steinbach twierdzi, że jej ojciec nie przyczynił się do stworzenia reżimu nazistowskiego, wręcz przeciwnie, musiał “przecierpieć reżim Hitlera”. O jego przeżyciach z tym zwišzanych nic bliższego jednak nie wiadomo. Nie mogšc podać przykładu na cierpienia ojca w czasie “reżimu Hitlera” czy też jego sprzeciwu wobec niego, pani Steinbach nie omieszkała uczynić tego w przypadku Herberta Czai, jej poprzednika na stanowisku przewodniczšcego Zwišzku Wypędzonych. Steinbach twierdzi: “Kiedy Hitler zaatakował Polskę, wymagano od Herberta Czai, żeby wstšpił do NSDAP, jednak on się sprzeciwił”. Redakcja “Gazety Wyborczej” dodała od siebie (być może za wpisem w niemieckim wydaniu Wikipedii): “W 1939 r. przez dwa tygodnie [Czaja] był asystentem [na Uniwersytecie Jagiellońskim], został jednak wyrzucony, bo nie wstšpił do NSDAP”. Czyli mamy do czynienia nie tylko z przeciwnikiem nazizmu, lecz i jego ofiarš! Jak się to ma do faktów? Herbert Czaja urodził się 5 listopada 1914 r. w Skoczowie na Górnym Œlšsku. W latach 1925 – 1933 uczęszczał do niemieckiego gimnazjum w Bielsku. W latach 1933 – 1937 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a od marca 1937 do czerwca 1938 r. w Wiedniu. Od wrzeœnia 1938 do czerwca 1939 roku był nauczycielem w państwowym gimnazjum w Mielcu. W maju 1939 r. obronił doktorat na UJ, a w lipcu został tam asystentem, którym był do wrzeœnia 1939 roku, czyli do napaœci Niemiec na Polskę oraz do zamknięcia UJ przez niemieckich (“nazistowskich”) okupantów. Rzekoma odmowa wstšpienia do NSDAP nie mogła być w żadnym przypadku przyczynš utraty stanowiska asystenta na UJ, ponieważ w tym okresie NSDAP nie istniała na terenie Krakowa. Struktury NSDAP na terenie Generalnego Gubernatorstwa (GG) zaczęły powstawać dopiero na przełomie lat 1939/1940. Czaja przestał być asystentem, ponieważ “nazistowscy okupanci” zamknęli UJ, podobnie jak i wszystkie inne polskie uniwersytety i szkoły œrednie. Był to element niemieckiej polityki okupacyjnej wobec Polaków. Słowiańscy podludzie mieli uczyć się czytać proste teksty i liczyć do 100, a uniwersytety i szkoły œrednie nie były dla nich przewidziane, dlatego zostały zlikwidowane, zresztš wraz ze znacznš częœciš ich personelu dydaktycznego. Było to niewštpliwie przestępstwo wojenne zarówno w œwietle ówczesnego, jak i dzisiejszego prawa międzynarodowego. Herbert Czaja brał w nim czynny udział, co wynika z niemieckich dokumentów z tamtego okresu. Otóż według danych z 15 czerwca 1944 r. Czaja był od stycznia do czerwca 1940 roku zatrudniony w zarzšdzie powierniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego (prace kontraktowe), w oryginale: “Treuhandverwaltung der Universität Krakau (Kontraktarbeiten)”. Czyli ni mniej, ni więcej pomagał “nazistowskim okupantom” w likwidacji UJ. Miał przecież rozległš wiedzę o UJ i jego kadrze nauczajšcej, którš nabył jako student i póŸniej asystent tej uczelni. I tš wiedzš przysłużył się “nazistowskim okupantom”. [srodtytul]Sprawca, a nie ofiara[/srodtytul] Steinbach i “GW” twierdzš, że Czaja odmówił wstšpienia w szeregi NSDAP. W rzeczywistoœci takiej odmowy być nie mogło i jest ona zapewne wymysłem samego Czai. Był on wtedy tzw. volksdeutschem i z przyczyn formalnych nie mógł zostać członkiem NSDAP, ponieważ na terenie ówczesnego Generalnego Gubernatorstwa mogli nimi zostać tylko obywatele Rzeszy (Reichsdeutsche). Dla chętnych do wstšpienia w szeregi niemieckiej “siły przewodniej” stworzono w GG dużo póŸniej, w maju 1941 roku, przybudówkę NSDAP pod nazwš Deutsche Gemeinschaft (Wspólnota Niemiecka) i Czaja niezwłocznie został jej członkiem już w maju 1941 r. Wspólnota Niemiecka nie miała własnych struktur kierowniczych i administracyjnych, była częœciš składowš NSDAP. Przebieg dalszej kariery zawodowej Czai w GG także zaprzecza twierdzeniom o jego rzekomym oporze wobec “reżimu Hitlera”. Od paŸdziernika 1940 do marca 1941 roku był nauczycielem niemieckiego liceum (Oberschule) w Zakopanem, specjalnie założonego dla dzieci “nazistowskich okupantów” oraz dzieci volksdeutschów w GG. A od marca 1941 do maja 1942 r. był nauczycielem w niemieckim liceum w Przemyœlu, którego kierownikiem (komisarycznym) został w sierpniu 1941 roku. Przebieg kariery Czai w GG nie jest œwiadectwem żadnego oporu wobec “reżimu Hitlera”, a czegoœ wręcz przeciwnego. Tylko zaufani i ideologicznie pewni mogli nauczać i robić karierę w niemieckim liceum w GG. Członkostwo Czai w Deutsche Gemeinschaft to potwierdza. 15 maja 1942 r. Czaja został powołany do Wehrmachtu. W tym okresie w GG działała tak zwana komisja generała Unruh. Wyszukiwała ona dekowników na tyłach frontu i powoływała ich w szeregi Wehrmachtu, siejšc postrach wœród „nazistowskich okupantów” na terenie GG. Czaja walczy na froncie, zostaje ranny i odznaczony Krzyżem Żelaznym. We wrzeœniu 1943 r. zostaje powtórnie ranny, tym razem ciężko, i przebywa kilka miesięcy w szpitalu. Fakty te sš znane od lat. Pomimo to Erika Steinbach wspólnie z „GW” powiela legendę o Herbercie Czai – przeciwniku i ofierze Hitlera. Przypadek Czai to modelowy przykład, jak ze sprawcy czyni się przeciwnika, a nawet ofiarę „reżimu Hitlera”. Pani Steinbach trudno się dziwić. Jest ona politykiem i przewodniczšcš Zwišzku Wypędzonych, a do tego muzykiem z wykształcenia. Fakty historyczne instrumentalizuje i nagina do własnych potrzeb politycznych. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Dziwi jednak postawa „Gazety Wyborczej”, która takie działania popiera, zamiast zachować przynajmniej krytyczny dystans. [srodtytul]Pod sowieckš okupacjš[/srodtytul] Zdumienie budzi groteskowe twierdzenie pani Steinbach, jakoby w Polsce istniało przed wojnš takie zjawisko jak „parcie” (Drang) na Zachód. Jako dowód podaje kartkę pocztowš, na której granice Polski sięgały aż do Berlina. Pani Steinbach traktuje to całkiem poważnie. Jeżeli takie pomysły w Polsce faktycznie istniały, to były to przypadki marginalne i z całš pewnoœciš nie należały do polityki ówczesnego rzšdu polskiego czy innych liczšcych się partii. Bardziej rozpowszechnione były żšdania oddania Niemcom terenów Górnego Œlšska, Gdańska i tzw. korytarza, ale stanowiły one taktyczne elementy programu politycznego Komunistycznej Partii Polski, sterowanej z Moskwy. Dziwne, że akurat o nich pani Steinbach jakoœ nie wspomina – były one przecież zbieżne z ówczesnš politykš Niemiec. Notabene w Niemczech istniejš dziœ partie i organizacje polityczne, które żšdajš granic z roku 1938, a nawet 1914. Ale nikt w Polsce, i miejmy nadzieję w Niemczech, nie traktuje tego poważnie. Kolejnš deformacjš jest porównanie przez Steinbach sytuacji Polski w 1945 roku do sytuacji krajów zachodnich. Jest ona najwidoczniej przekonana, że w roku 1945 Polska została wyzwolona spod dyktatury nazistowskiej/hitlerowskiej, podobnie jak Francja i Belgia. Jest tylko jeden problem: Francja i Belgia zostały wyzwolone przez wojska amerykańskie i brytyjskie, a Polska przez Armię Czerwonš. Nie na darmo przeklinało się w Polsce po 1945 roku: „Aby cię Niemcy okupowali, a Sowieci wyzwolili”. „Nazistowska polityka zniewolenia i wyniszczenia wobec narodu polskiego została zamieniona na komunistyczny terror i ucisk” – napisałem przed pięcioma laty w referacie, który notabene został opublikowany w wydawnictwie Zwišzku Wypędzonych. Podkreœliłem również, że głównym wrogiem ówczesnego „polskiego” rzšdu, którego sowieckie oddziały wraz z rodzimymi kolaborantami – komunistami – w Polsce zwalczały, nie byli Niemcy, lecz polski ruch oporu wobec komunistycznego reżimu. Najwidoczniej fakty te nie pasujš do koncepcji pamięci historycznej lansowanej przez Erikę Steinbach, według której niemieccy wypędzeni byli głównymi ofiarami okresu powojennego, więc je przemilcza. [srodtytul]Wolnoœć zamiast małej ojczyzny[/srodtytul] Ale i w Polsce sš kręgi, które propagujš podobnš wersję najnowszej historii Polski. Sš historycy, którzy piszš o wojnie domowej rozpętanej przez siły prawicowe, a wygranej przez lewicowe, czyli PPR. Rolę Stalina, ojca założyciela PRL, pomijajš z przyczyn zapewne osobistych, ponieważ oni sami byli nosicielami i beneficjentami systemu komunistycznego. Nic więc dziwnego, że Erika Steinbach czy Rudi Pawelka do takich głosów się odwołujš. W wywiadzie Steinbach wspomina ponadto ciężki los swej matki – rzekomo wypędzonej – już w Niemczech. Jeden z chłopów miał do niej powiedzieć: „Jesteœcie gorsi od karaluchów”. Tylko że podobne i dużo gorsze epitety wielu Polaków – również ja – musiało wysłuchiwać przez dziesištki lat panowania komunistów w Polsce. A były to bezpoœrednie następstwa wojny rozpętanej przez „reżim Hitlera”, przy czym bylibyœmy niezmiernie szczęœliwi, gdyby tylko na epitetach się kończyło. Erika Steinbach, a wraz z niš większoœć niemieckich polityków, nie zdaje sobie sprawy z tego, co wydarzyło się w Polsce po „wyzwoleniu”. Niemieccy uciekinierzy oraz wypędzeni mieli szczęœcie w nieszczęœciu znaleŸć się w Niemczech Zachodnich, w kraju, któremu narzucono system demokracji zachodniej. Nie zaznawszy na własnej skórze komunistycznego zniewolenia, nadajš decydujšcy ton tej debacie, kształtujš niemieckš politykę historycznš z godnš podziwu konsekwencjš. Ale jeœli nie potrafiš zrozumieć tego, czego byli sprawcami w Polsce, to nie powinni pozostać niepomni doœwiadczeń swych rodaków z NRD, którzy ryzykujšc życie i tracšc je podczas rozpaczliwych ucieczek na Zachód, pokazywali, że nie mała ojczyzna, ale zwyczajna ludzka wolnoœć jest wartoœciš nadrzędnš. Natomiast wolna Polska nie może zaakceptować takiego stawiania sprawy; nie jest bowiem możliwe budowanie przyjaznych relacji na gruncie przekonań nieodpowiadajšcych faktom. [i]Autor jest pracownikiem naukowym Biura Edukacji Publicznej IPN[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL