USA
To niezwykłe wydarzenie
– Skończyła się największa niesprawiedliwość Stanów Zjednoczonych: rasizm – mówi amerykański liberalny politolog i publicysta Peter Beinart
Rz: Co pan czuje w przeddzień tej historycznej inauguracji?
Peter Beinart: To najbardziej niezwykły moment polityczny w moim życiu. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Rasizm był w całej historii USA największym złem, największą niesprawiedliwością. W paru momentach naszej historii niemal rozbił on nasz kraj. Wielu ludzi przez lata sądziło, że jest to zło tak wielkie i tak głęboko zakorzenione, że nie da się go pokonać.
Żeby zrozumieć, jak wielkie znaczenie ma dla Ameryki wybór czarnego prezydenta, trzeba sobie uświadomić, że w Stanach Zjednoczonych prezydent to coś w rodzaju połączenia premiera z królem. Na przykład w wa- runkach brytyjskich wybór Obamy należałoby wyobrazić sobie jako wstąpienie na tron króla o pakistańskich korzeniach. To szokujące, nieprawdopodobne wydarzenie.
Mówi się, że Obama to czarny Kennedy...
Wielu ludzi tak mówi, ale tego nie da się porównać. Kennedy został wyniesiony na piedestały dopiero po swojej śmierci. Nigdy nie było w naszej historii prezydenta, który wywierałby taki moralny i kulturowy wpływ jak Obama jeszcze przed objęciem urzędu. To bez precedensu.
Czy jednak Obama da sobie radę z gigantycznymi oczekiwaniami? Czy nie ma obawy, że zwyczajnie nie ma szans im sprostać?
Nie, ponieważ większość Amerykanów kojarzy tę gospodarczą zapaść z admi- nistracją Busha. Obama niejako dziedziczy po niej te problemy. Nie wydaje mi się, by ludzie się spodziewali, że uda mu się z dnia na dzień wyprowadzić kraj z kryzysu. Podobnie było z Rooseveltem – USA wyszły z depresji dopiero podczas drugiej wojny światowej. Roosevelt nie uczynił cudu, ale zmienił ton, nastawienie. Przekonał ludzi do podjęcia wspólnego wysiłku. Jeśli Obamie uda się coś podobnego, jeśli zachowa dobry kontakt ze społe- czeństwem, jeśli będzie potrafił się komunikować z ludźmi, to będą mu ufać. Gospodarka nie musi wcale od razu pójść w górę, wystarczy, że zacznie się odradzać do czasu kolejnych wyborów, by mógł być pewny ponownego wyboru.
Jakie według pana są największe wyzwania, przed którymi stoi nowy prezydent?
Najpoważniejsze z nich to możliwość, że obecna recesja czy depresja okaże się głębsza, niż nam się wydawało, że będzie trwać dłużej i będzie boleśniejsza, niż się obawialiśmy. Na razie nikt nie potrafi tego przewidzieć.
Inne zagrożenie tkwi w skali wyborczego sukcesu demokratów – w sytuacji gdy kontroluje się całą władzę, zawsze istnieje pewne ryzyko, że się przesadzi, że straci się kontrolę nad własną partią i nad korupcją.
Nie było prezydenta, który wywarłby taki wpływ jeszcze przed inauguracją - Peter Beinart, politolog i publicysta
Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, opinia pub- liczna nie do końca lub wręcz w niewielkim stopniu zdaje sobie jeszcze sprawę z tego, jak bardzo zmniejszyła się w ostatnich latach amerykańska potęga w porównaniu z resztą świata. George W. Bush sprawił, że wielu Amerykanom wydaje się, że jest wciąż rok 1999, że era jednobiegunowa nadal trwa. Ale to nieprawda. Ameryka nie ma już dziś takiej siły gospodarczej, militarnej i ideologicznej, jak jeszcze niedawno. Obama będzie musiał się z tym pogodzić i uznać to za fakt, co będzie nie tylko bolesne, ale potencjalnie groźne politycznie. Na przykład, jeśli okaże się prezydentem, za którego rządów Iran wejdzie w posia- danie broni nuklearnej, politycznie będzie to dla niego niezwykle niebezpieczne. Inny taki groźny moment to ewentualny kolejny zamach terrorystyczny w Ameryce. Obama znalazłby się pod ogromną presją, by jakoś na to odpowiedzieć.
Wspomniał pan Iran. Ale to przecież niejedyne wyzwanie w polityce zagranicznej. Palestyna, Irak, Pakistan, Afganistan, Rosja... Lista jest długa.
Musimy zacząć od miejsc, w których Ameryka prowadzi wojny. Czy uda mu się wyprowadzić wojska z Iraku, unikając anarchii w tym kraju? Jeśli Irak ześlizgnie się z powrotem w chaos, będzie to dla Obamy potężny cios. W Afganistanie jest inny problem: demokraci, którzy uważają tę wojnę za sprawiedliwą, są bardzo w nią zaangażowani, ale tego samego nie da się powiedzieć o wszystkich naszych sojusznikach europejskich.















