Australia
Dwunastu Apostołów Wielkiej Drogi
Żeby zobaczyć najpiękniejszą drogę świata trzeba polecieć tam, gdzie ludzie chodzą do góry nogami — do Australii.
Great Ocean Road (Wielka Droga Oceaniczna) zobaczyłam pewnego listopadowego wieczoru, kiedy ostre słońce oświetliło Ocean Indyjski, a porywisty wiatr przegonił ciemne chmury odkrywając błękit nieba. Do tej niebieskiej scenerii dołączyły żółte, niczym ucięte nożem Natury, klify i wystające z morza skały porośnięte zieloną trawą. Bajka.
Jechaliśmy z Halls Gap w Grampianach (Grampians Mountains), po noclegu na odludnej farmie Sama. Przy drewnianym domu ocienionym eukaliptusami, obok wielkiego jeepa parkowała awionetka, którą gospodarz lata na zakupy do odległego o jakieś 350 km Melbourne.
Na kolację Sam (wysoki, ciemnowłosy i uśmiechniętych czterdziestolatek) zaserwował steki z kangura, ale nie wiem jak smakują, bo wybrałam kotlet wegetariański. Perspektywa zjedzenia kawałka jednego z setek skaczących wokół farmy torbaczy nie wzbudziła mojego entuzjazmu. W naszej ośmioosobowej grupce, złożonej z kilku głośnych Japonek, pary milczących Brytyjczyków, wesołego Francuza i pogodnych Holendrów, byłam jedyną jaroszką.
Pomnik ofiar wojny
Każda wyprawa do australijskiego lasu, to dla Europejczyka jakby spacer po obcej planecie. Grampiany to góry przypominające nasze Sudety, położone na północny-zachód od Melbourne. Pełno tam bystrych strumieni, wodospadów, wielkich głazów, skalnych labiryntów podobnych do Błędnych Skał czy masywu Strzelińca.
Wszystko porasta jednak nie świerkowo-bukowy las dający wytchnienie w gorące dni, ale gąszcz eterycznych eukaliptusów, drzewiastych paproci i szorstkich wysokich traw. Wszystko to intensywnie pachnie w rozgrzanym listopadowym powietrzu (to taki australijski maj, tylko bardziej gorący). Wśród traw spokojnie pasą się rude kangury, na konarach przysiadają białe kukabury przypominające wielkie zimorodki.
Wielką Drogę Oceaniczną czyli drogę stanową B100 zbudowali po I wojnie światowej żołnierze, którzy powrócili z frontów Europy. Położenie 243 km szlaku wijącego się nad przepastnymi morskimi klifami zajęło 3000 weteranów 16 lat.
Miejscami droga była tak wąska, że wyposażono ją w zatoczki, w których jedne auta czekały na przejazd jadących z naprzeciwka. Dziś Geat Ocean Road to największy na świecie pomnik ofiar globalnej wojny.
Zanim droga powstała, do leżących na wybrzeżu miasteczkach i osad można było dotrzeć jedynie z morza lub po ciężkim wielodniowym przebijaniu się przez otaczający busz i dochodzące do oceanu lasy deszczowe.
Budowniczowie pracowali bardzo ciężko. Kładli 3 km drogi miesięcznie. Pracowali sześć dni w tygodniu używając kilofów, łopat i wysadzając nadoceaniczne skały. Spali w namiotach, jedli to co udało się przetransportować przez góry na koniach.
Oddana w 1932 r. droga zmieniła życie mieszkańców tej części Australii. Osiedla stały się dostępne, a oferowane przez drogę niezwykłe widoki i atrakcyjne formacje skalne przyciągały coraz więcej turystów. Dziś to oni stanowią większość podróżujących B100.
Cmentarz nad oceanem
Zanim dojedziemy na nocleg do pierwszego przy wielkiej drodze kurortu, którym po 1932 r. stał się Port Campbell, zatrzymujemy się nad oceanem. Droga dotyka tu skał z wapienia i piaskowca, które przez miliony lat woda i wiatr formowały w niezwykłe kształty.
15 stycznia 1990 r. dwoje turystów przeszło z drogi przez wąski pas lądu na wystającą w wody żółtą piaskową skałę zwaną z racji kształtu London Arch (londyński łuk).
W kilka minut po tym, gdy znaleźli się na końcu porośniętej trawą skały, rozległ się ogłuszający huk i najwęższa część formacji zapadła się w morze. Przez kilkanaście godzin byli odcięci na skale otoczonej przez wzburzony ocean. Szczęśliwie ewakuowani helikopterem nazwali nową formację Londyn Bridge (londyński most).
W kilkanaście lat po tym głośnym wydarzeniu oglądałam skalę z bezpiecznego punktu widokowego na wybrzeżu. Świadomość, że historia może się powtórzyć powstrzymuje dziś turystów przed wchodzeniem na zanurzone w oceanie formacje skalne.
Przed Fort Cambell można zejść na małą plażę otoczoną półkolistą ścianą. To część tzw. wybrzeża zatopionych statków rozciągającego się między Warrnambool a Port Campbell. Mnogość występujących tu podwodnych skał i raf była przyczyną wielu katastrof.















