Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wiadomoœci

Zimny cynizm Platformy

Nie po to mój dziadek rezerwował tereny pod stocznię, bym milczał, gdy się jš niszczy. Nawet za cenę legitymacji partii cieszšcej się wielkim poparciem – mówi Krzysztof Zaremba. Na zdjęciu podczas pištkowej konferencji prasowej przed Stoczniš Szczecińskš, na której wyjaœniał powody odejœcia z PO
PAP, Jerzy Undro Jer Jerzy Undro
Moi partyjni koledzy przestraszyli się komisarz ds. konkurencji w UE Neelie Kroes i podali jej nasze stocznie na tacy – wytyka Krzysztof Zaremba, szczeciński senator, który w czwartek wystšpił z Platformy
[b]Rz: Odszedł pan, bo musiał?[/b] [b]Krzysztof Zaremba:[/b] Nie musiałem. Chciałem. Uznałem, że nie ma już innego wyjœcia. [b]W PO twierdzš, że pan zrezygnował, bo wiedział, że i tak pana usunš, gdyż napisał pan bardzo krytyczny wobec rzšdu list otwarty do premiera w sprawie stoczni. Chcš zbagatelizować pański gest?[/b]
Proszę ich pytać. Ja odszedłem w proteœcie przeciw polityce prowadzonej przez PO i rzšd wobec polskich stoczni. A właœciwie przeciw brakowi tej polityki. Byłem i jestem zwolennikiem Polski w strukturach UE, ale nie możemy zgadzać się na wszystko, co nam Unia dyktuje. Tym bardziej że w ramach UE państwa traktowane sš nierówno, co szczególnie widać w przypadku unijnej polityki wobec stoczni. [b]Powiedział pan publicznie, że Donald Tusk boi się Brukseli.[/b] Bo tak jest. Moi partyjni koledzy przestraszyli się komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes i podali jej nasze stocznie na tacy. I to w sytuacji, gdy rzšdy Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Niemiec czy Holandii dotujš swoje przemysły lub przynajmniej podajš im kroplówkę w postaci publicznych pieniędzy po to, by przetrwały. I tam nikt się nie przejmuje, co mówi Bruksela. Kiedy ktoœ zapytał prezydenta Francji o poważny państwowy wkład w stocznię Saint Nazaire, ten tylko fuknšł. A nam się każe nasze stocznie demontować i my potulnie tego słuchamy. Dodajmy, stocznie z portfelami zamówień, które produkowały wysokiej jakoœci konstrukcje cenione przez œwiatowych armatorów. Na dodatek przy dobrym kursie dolara. Proszę mi pokazać jakškolwiek stocznię w Europie likwidowanš w taki sposób jak nasze. [b]To kto jest winien? Unia czy rzšd Tuska?[/b] Winnego trzeba zawsze najpierw szukać u siebie. Wchodzšc do UE, rzšd Leszka Millera nie wynegocjował okresu przejœciowego na restrukturyzację polskich stoczni. To jest praprzyczyna. Ale podejmujšc ostatnie negocjacje z Brukselš, należało grać twardo. Lech Wałęsa, będšc niedawno w Szczecinie, powiedział, że już kilka miesięcy temu trzeba było walnšć pięœciš w stół w sprawie stoczni i powiedzieć: wy dotujecie takie i takie firmy, a my będziemy wspierać stocznie i sprzedamy je dopiero wtedy, gdy będzie koniunktura. Do tego czasu można przecież produkować nie tylko statki, ale też konstrukcje mostów czy elementy elektrowni wiatrowych. Stoczniom trzeba pomóc przeżyć. Ja już w ubiegłym roku usiłowałem przekonywać kolegów z partii, że trzeba coœ zrobić, bo będzie katastrofa. Tymczasem dostrzegałem tylko totalny defetyzm. We wrzeœniu zapytałem jednego z najbardziej wpływowych ministrów, co będzie z naszymi stoczniami. [b]Kogo?[/b] Sławomira Nowaka, szefa gabinetu premiera. [b]I co odpowiedział?[/b] Że „jak to, co będzie. Nic nie będzie. Będzie upadłoœć”. To było powiedziane bez refleksji, z zimnym cynizmem. [b]Z cynizmem?[/b] Nie widziałem żadnej woli walki. Tylko chęć szybkiego ucięcia problemu. Będšc do końca lojalnym członkiem PO, próbowałem zmienić te decyzje od wewnštrz, składajšc w Senacie szereg poprawek do tzw. specustawy, która teoretycznie miała zapewnić sprzedanie stoczni „w biegu”. To, co mnie uderzyło w toku tych prac, to paraliżujšcy strach przed komisarz Kroes. [b]Kto się jej tak strasznie bał?[/b] Najbardziej wystraszeni byli przedstawiciele Ministerstwa Skarbu. Okazało się też, że na nikim nie robiš wrażenia szokujšce wypowiedzi wysokiej rangi urzędników unijnych, np. że „Polska nie może produkować statków” albo kierowane do potencjalnych inwestorów zainteresowanych stoczniš szczecińskš: „A po co rozmawiacie z rzšdem, przecież będzie upadłoœć. Kupicie masę upadłoœciowš”. Okazało się, że to nieistotne, bo to były „wypowiedzi prywatne”. 15 maja ze stoczni w Szczecinie odchodzi ostatnia grupa spawaczy. A nie po to mój dziadek (pierwszy powojenny prezydent Szczecina – red.) rezerwował tereny pod przyszły rozwój stoczni, bym milczał, gdy się jš nieodwracalnie niszczy. Nawet za cenę legitymacji partii cieszšcej się wielkim poparciem. List otwarty do premiera był ostatniš próbš zwrócenia uwagi na problem stoczni. Miałem œwiadomoœć, że skoro go napisałem, pożegnam się z partiš. [b]Powiedział pan publicznie, że Platforma to już nie jest ta sama partia, jakš pan współzakładał. Ma pan na myœli coœ więcej niż tylko sprawę stoczni?[/b] Że niby to było wiadro, które przelało wannę, jak kiedyœ trafnie powiedział Ludwik Dorn? Zdecydowała sprawa stoczni, ale inne też miały znaczenie. Wystarczy się przyjrzeć temu, co się ostatnio dzieje w PO, także w Szczecinie: afera narkotykowa, afera z zamówieniami publicznymi, polityka kadrowa podporzšdkowana liderom, zachowania posłów Stanisława Gawłowskiego i Sławomira Nitrasa, którzy traktujš zachodniopomorskš PO jakby nadal prowadzili wspólnie prywatnš firmę. Obserwowałem jednak, co się stanie, szczególnie po głoœnej aferze narkotykowej z udziałem szefa sejmiku województwa Michała Łuczaka i członka zarzšdu powiatu polickiego Cezarego Atamańczuka. Nic się nie stało. Owszem, funkcje i legitymacje stracili, ale ich promotorzy nie ponieœli żadnej politycznej odpowiedzialnoœci. [b]Sławomir Nitras jest jedynkš w Szczecinie w eurowyborach, ale mówi się, że to banicja, a nie nagroda.[/b] Naprawdę? Ale to tak, jakby zamiast na Sybir zesłać kogoœ na Krym, w dodatku pullmanem. Niestety, kierownictwo PO poważnie traktuje promotora nieodpowiedzialnych działaczy, a senatora, który broni polskich stoczni – sekuje. [wyimek]Oczywiœcie polityka informacyjna musi istnieć, ale medialne triki to może być przyprawa, a nie główne danie[/wyimek] Może dlatego, że Grzegorz Schetyna bał się, że mu Nitras wyprowadzi posłów do Stowarzyszenia Polska XXI? Jeœli się wycišga konsekwencje – idiotyczne zupełnie – w stosunku do Zyty Gilowskiej, a w podobnej sytuacji wobec szefa klubu parlamentarnego nie (chodzi o zatrudnianie bliskich w biurze parlamentarnym Zbigniewa Chlebowskiego – red.), to znaczy, że PO ma naprawdę problem podwójnych standardów. [b]Ale to panu zarzucano prowadzenie własnej polityki. PO miała postawić na Nitrasa, bo pan nie był tak skuteczny jak on. Poza tym od dawna jest pan skonfliktowany z liderami PO w regionie.[/b] Trudno, żeby w sytuacji, jaka panuje w szczecińskiej PO, pokornie milczeć. A w polityce rzšdzi dziœ brutalna praktyka, bezideowoœć i fetysz skutecznoœci. Nie ma debaty, nie ma dyskusji. Sš tylko obrazki, narracja, propaganda, żołnierska dyscyplina, ubezwłasnowolnienie parlamentarzystów i esemesowe instrukcje. Ja już nawet sobie tak ustawiłem telefon, że jak przychodziły, to się automatycznie kasowały. To zresztš problem nie tylko PO. [b]Ale jeszcze kilka miesięcy temu, gdy wrzało wokół szczecińskich afer, pan powtarzał, że wierzy w standardy PO. A dziœ?[/b] Kiedy wstępowałem do PO, odpowiedziałem na apel Płażyńskiego, Olechowskiego, Tuska, że potrzebna jest nowa jakoœć. Właœnie dyskusja, otwartoœć, prawybory. Teraz mamy normalnš partię, ze wszystkimi wadami, jakie wytykaliœmy poprzednikom. [b]Płażyńskiego i Olechowskiego nie ma już dawno w PO. Nie ma Gilowskiej, Rokity. Odeszli również inni niepokorni. Teraz pan.[/b] Nie dałem się partii sformatować. Wiem, że występuję w słusznej sprawie. Zapraszam do Szczecina za pół roku, gdy miasto odczuje skutki decyzji rzšdu. W połowie powiatów mojego regionu już jest dwucyfrowe bezrobocie. Ludzie zacznš się w końcu domagać konkretnych rozwišzań. Oczywiœcie polityka informacyjna musi istnieć, ale medialne triki to może być przyprawa, a nie główne danie. Tymczasem zamiast kastrować pedofili, kastruje się Szczecin i Gdynię. Zamiast poważnych decyzji mamy grę zabawkami: in vitro, euro będzie czy nie będzie albo hasanie Palikota. Janusz zresztš nie pohasałby nawet tygodnia, gdyby Tusk miał coœ przeciwko temu. [b]Ostro krytykuje pan swojš byłš partię i jej szefa, bo czuje się pan rozczarowany?[/b] Jestem rozczarowany, ale nie odbiera mi to jasnoœci widzenia. Donald Tusk chce być prezydentem, wobec tego wszystkie działania partii sš temu podporzšdkowane. Tylko po co chce tę władzę zdobyć? Chciałbym, żeby chodziło o coœ więcej niż tylko teatr i rozgrywki wewnštrzpartyjne. Na marginesie – podejrzewam, że następny do wycięcia, z tych większych, będzie Chlebowski. Jako efekt rywalizacji ze Schetynš i Komorowskim o fotel premiera po Tusku. [b]Dlaczego więc jeszcze w ubiegłym tygodniu był pan w partii?[/b] Dopóki jest szansa, że uda się coœ zmienić, trzeba próbować. Przyszedł jednak moment, że trzeba było powiedzieć: tak albo nie. [b]Co dalej z pańskš karierš politycznš? PiS, Stronnictwo Demokratyczne Pawła Piskorskiego czy Polska XXI?[/b] Jako senator niezależny nadal mogę działać i budować poparcie wokół ważnych spraw. Oczywiœcie, były różne telefony, a teraz mam jeszcze większš chęć na politykę, bo rezygnujšc z członkostwa w PO, poczułem ulgę. Jakbym otworzył okno w zatęchłym pokoju. Chcę jednak podkreœlić, że mimo wielu słów krytycznych wobec swojej byłej partii nie stanšłem po przeciwnej stronie. Stanšłem po prostu po stronie stoczniowców. Po stronie obywateli – zgodnie z jednym z haseł PO, które wzišłem sobie do serca.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL