REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Komiks dla niedoinformowanych

Eryk Mistewicz 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 15:22
Wielkość tekstu: A A A
Eryk Mistewicz
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
Eryk Mistewicz

Wydawcy programów telewizyjnych wiedzą już, że nigdy nie szkoda anteny dla kogoś takiego jak Nelli Rokita. Jest gwiazdą współczesnej polityki mogącą spokojnie rywalizować z Januszem Palikotem – pisze specjalista ds. marketingu politycznego

Skomentuj na blogu

Jak można doprowadzić do zwiększenia frekwencji, która przecież bardziej niż cokolwiek innego, zdecyduje o wynikach wyborów do Parlamentu Europejskiego? Debatami o Traktacie Lizbońskim, z którego zrozumieniem nawet u liderów politycznych nie jest najlepiej (nie mówiąc o przeczytaniu tekstu)? Trwającymi godzinami dyskusjami polityków i dziennikarzy o kwotach netto? Reklamami „Silna Polska w silnej Europie”? Długimi wywiadami o integracji z liderami PO i PIS? Spotkaniami w szkołach i domach kultury, na które wychowawcy spędzą młodzież? Ciągnięciem wielkiej flagi przez ulice Łodzi, z dostojnym politykiem w pierwszym szeregu w przyciasnym garniturze, z mordęgą rysującą się na jego twarzy?

Duża frekwencja to przede wszystkim zmobilizowanie livsów (pojęcie „Low Information Voters” wprowadził w 2008 r. Jonathan Alter w amerykańskim „Newsweeku”), osób niedoinformowanych, nie czytających gazet, nie oglądających programów informacyjnych, nie sięgających do Internetu. Osób, których świat ogranicza się do własnego podwórka, własnych przeżyć i doświadczeń, uzupełnionych przeżyciami gwiazd seriali, popkultury, sportu, kuchni, członków rodzin panujących, premiera i prezydenta. To o nich, i do nich krzyczy – i pozostawię te słowa bez tłumaczenia - Thomas Dutronc na swym ostatnim albumie: „Ni Dieu, ni maitre, mais des frites, bordel!”.

To, że livsy nie czytają ani gazet ani książek, jest konstatacją istotną. Słowo drukowane porządkuje bowiem świat linearnie: mamy wstęp, rozwinięcie, zakończenie; z przedstawionych faktów wynikają logiczne wnioski; ścierają się argumenty, do których można wrócić, przeczytać raz jeszcze, przeanalizować, wybrać. Świat słowa pisanego jest światem racjonalnej analizy poddanej ocenie czytelnika, wymagającej od niego jednakże pewnego poziomu dyscypliny i koncentracji uwagi, a więc wysiłku. Treść ważniejsza jest tu od osoby nadawcy, nieistotny jest uśmiech czy tembr głosu. Nie przez przypadek to w prasie i na łamach książek pojawiały się niegdyś idee, toczyły najważniejsze debaty.

Livsy nie czytają. Politycy nie mają szans na najmniejszy wysiłek z ich strony. Są za to namiętnymi odbiorcami emisji TV przynależących do odmiennego od słowa pisanego sposobu przedstawiania świata. Nie ma w nim miejsca na logikę analizy. Dynamiczny dźwięk i szybko montowane obrazy dostarczają emocji i poczucia uczestnictwa, złudnego bycia na bieżąco z wydarzeniami i ważnymi ludźmi. Polityka i poszczególni politycy są w telewizji nadal, ale o tyle, o ile za ich obecnością przemawiają wskaźniki oglądalności. Zasada ta nie ogranicza się – co ważne - li tylko do stacji komercyjnych. Szefowie stacji publicznych także rezerwują „prime time” dla programów o dużym udziale w rynku. Takimi zaś są – po latach eksperymentów w stacjach telewizyjnych na całym świecie – programy „news as entertainment” łączące w jednej emisji szefa parlamentu i połykacza ognia, lidera opozycji i gwiazdę High School Musical, pisarza o zacięciu filozoficznym i top modela wyleczonego z alkoholizmu, i jedno, zresztą to samo pytanie: co zrobić, by żyło się lepiej?

O wyniku wyborów coraz częściej decydują obywatele słabo poinformowani. Nieczytający gazet, wiedzę o świecie czerpiący z własnych przeżyć uzupełnionych przeżyciami gwiazd popkultury

W wieczornym „prime time” jeszcze do niedawna czołową pozycję zajmowały dzienniki telewizyjne. Nadal wybiera je według najnowszych badań trzy czwarte publiki z krajów OECD. Ale dzięki postępowi telemetrii wiadomo też, w której minucie programu widzowie odpływają do konkurencji, co wymusza decyzję wydawców: „zamiast o wyborach na Białorusi, mówmy o polowaniu na wielkiego kota”. Przekazywane informacje przybierają formę kalejdoskopu – ciągu obrazów, uproszczonych zdań, schematycznej argumentacji, podporządkowanych jednemu celowi: utrzymaniu odbiorcy przed telewizorem. Z coraz bardziej przycinanymi wypowiedziami polityków. Daniel C.Hallin w „Journal of Communication” wyliczył, że przeciętne „sound bite” (tzw. „setka”, wypowiedź do kamery) polityka w telewizyjnych wiadomościach w 1968 r. trwała 43 sekundy, w 1988 r. spadła do 9 sekund. I zawsze, jak żartowali konsultanci podczas ostatniego spotkania branży w Paryżu, może zostać zredukowane przez media do dwóch sekund i przekazu: „Zagłosowaliście i macie”.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Petru: Poszły konie po betonie

Dziś Polska wymaga sensownego i zaplanowanego wysiłku reformatorskiego – w duchu zapowiedzi premiera z exposé – po to, aby wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu >>