Publicystyka
Ks. Chrostowskiego trudny dialog z Żydami
Z dnia na dzień z wybitnego biblisty, znawcy judaizmu i zwolennika dialogu chrześcijan i Żydów ks. Waldemar Chrostowski stał się największą przeszkodą w dziele tegoż dialogu – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
Księdza Waldemara Chrostowskiego poznałem kilka lat temu na warszawskich targach książki. Ogromny szum medialny poprzedzał właśnie pojawienie się w kinach ekranizacji bestsellera "Kod da Vinci". Z tej okazji zorganizowano dyskusję, w której – między innymi – obaj wzięliśmy udział.
Grono dyskutantów, włącznie ze mną, było mocno rozemocjonowane. Na tym tle tym bardziej widoczny był spokój, z jakim ksiądz profesor przewidywał ewentualne skutki filmu wymierzonego – przypomnę – w Kościół katolicki. Mocno akcentował za to pozytywne przyjęcie przez polską publiczność innego głośnego filmu tamtego czasu – "Pasji" Mela Gibsona. Jego zdaniem przeważyć miało ono szkodliwość "Kodu". Nie ukrywam, że stanowisko księdza wydało mi się wtedy nadto optymistyczne, choć również uważałem, że wytwarzanie psychozy przed obrazem, który okazać się miał sztampową, płaską produkcją, jest niepotrzebne.
Przypomniała mi się tamta dyskusja po przeczytaniu wydanej ostatnio przez Frondę rozmowy rzeki Grzegorza Górnego i Rafała Tichego z ks. Waldemarem Chrostowskim. Nie tylko dlatego, że w jej trakcie ksiądz opowiada o manipulacjach wokół "Pasji", takich jak m.in. wymuszenie na twórcach filmu usunięcia sekwencji ze słowami: "Jego krew na nas i na dzieci nasze". W efekcie wycięty został arcykapłan wznoszący ten okrzyk, natomiast tłum – po aramejsku – powtarza jego słowa.
Ksiądz Chrostowski zwraca też uwagę na podobne zdarzenie, w Jerozolimie, po remoncie kościoła św. Piotra o Pianiu Koguta (w tym miejscu prawdopodobnie odbył się sąd nad Jezusem). Otóż w ikonografii świątyni wyróżnia się scena tego właśnie sądu Sanhedrynu. Wisiał nad nią napis z cytatem z Ewangelii według św. Mateusza: "Oni odpowiedzieli "Winien jest śmierci"". Po remoncie malowidło wprawdzie zostało, ale napis zniknął. Tak to się dzieje w naszym pod każdym względem poprawnym świecie. W myśl znanej piosenki: "Po cichu, po wielkiemu cichu...".
Bohaterska napaść
Ale bywa inaczej. Z wrzaskiem, przez który z trudnością dochodzi sens sprawy, z hałasem, z wszechogarniającą hucpą. Jak wtedy, gdy latem 1989 roku przybyły z Nowego Jorku rabin Avi Weiss chciał osobiście usunąć karmelitanki ze znajdującego się na zewnątrz oświęcimskiego obozu budynku starego teatru. Z Karmelu, który utworzono na życzenie Jana Pawła II, który, sprawując mszę świętą na terenie byłego obozu Auschwitz -Birkenau w czerwcu 1979 r., podczas swej pierwszej papieskiej pielgrzymki do ojczyzny, wyraził pragnienie, by w bliskości tego miejsca masowej zbrodni mogła płynąć do Boga chrześcijańska modlitwa.
Po napaści na klasztor prymas Józef Glemp mówił: "...wprawdzie nie doszło do zabójstwa sióstr, bo zostali powstrzymani, ale nie nazywajcie napastników bohaterami". To po tych słowach premier Izraela orzekł, że "polski antysemityzm wyssany jest z mlekiem matki", natomiast rabin Weiss stał się na pewien czas symbolem współczesnego judaizmu.
"Gdyby chrześcijanin – zauważa ks. Chrostowski – posunął się do czegoś podobnego wobec Żydów, na przykład wtargnął na teren jakiejś synagogi w Stanach Zjednoczonych, zostałby natychmiast zakuty w kajdanki i aresztowany, a przy braku szczęścia po prostu zastrzelony. Rabin Weiss wybrał sobie na protest dobry kraj, w którym własność prywatna ciągle nie jest należycie szanowana, a bezczelność i obrażanie innych pozostają całkowicie bezkarne".
Co do tego możemy być pewni, ale cała ta gorsząca sprawa ma znacznie szerszy wymiar. Było to bowiem wydarzenie bez precedensu. "Nie zdarzyło się – mówi ks. Waldemar Chrostowski – że przeniesiono klasztor oddający się modlitwie kontemplacyjnej w inne miejsce na żądanie innej wspólnoty religijnej".
W kontekście tematu określonego tytułem tego wywiadu rzeki "Kościół, Żydzi, Polska", starcie o Karmel, starcie – trzeba to powiedzieć wyraźnie – przegrane przez stronę polską, a raczej chrześcijańską, było w ostatnich latach kluczowe. Nie tylko dla bohatera książki, który w konsekwencji zdarzenia z dnia na dzień z wybitnego biblisty, znawcy judaizmu i zwolennika dialogu chrześcijan i Żydów stał się największą przeszkodą w dziele tegoż dialogu, wstecznikiem, wreszcie – co tu się rozwodzić – antysemitą, jak nazwał go Paweł Śpiewak.














