Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Raporty » Wysiedlenia

Publicystyka

Rozdzielenie wojny i wypędzeń

red. 13-03-2010, ostatnia aktualizacja 13-03-2010 21:03
Berlińska wystawa poświęcona wypędzeniom
Berlińska wystawa poświęcona wypędzeniom
źródło: Fotorzepa
autor: Witold Chojnacki

Szef Widomego Znaku Manfred Kittel w swoich publikacjach na temat wypędzeń zawarł wiele półprawd i opinii, które nie sposób pozostawić bez komentarza - wskazuje niemiecki publicysta Kurt Nelhiebel

Żadna niemiecka grupa ludności nie doświadczyła po Drugiej Wojnie Światowej tak wiele politycznej uwagi jak Wypędzeni – ani osoby poszkodowane w wyniku bombardowań, ani wdowy wojenne, nie wspominając już całkiem o politycznych ofiarach władzy narodowosocjalistycznej. Mimo to Wypędzeni zawsze czuli się skrzywdzeni. Ponad 60 lat po wypędzeniach ich cierpienie w opinii Związku Wypędzonych wciąż jeszcze nie jest w wystarczającym stopniu przyjmowane do wiadomości. Zaradzenia temu rzekomemu złu podjął się urodzony w 1962 r. historyk Manfred Kittel. W studium o sytuacji wypędzonych po zakończeniu wojny[1] przejmuje on ich skargi i po 185 stronach tekstu z pomocą 242 cytatów z „Deutscher Ostdienst” (DOD), organu Związku Wypędzonych, dochodzi do wniosku, jakoby od początku strukturalnie trudna sytuacja ”kultury pamięci o historycznym niemieckim Wschodzie” w latach siedemdziesiątych za czasów koalicji socjalliberalnej rozwinęła się tak niekorzystnie, że przyjęła „cechy drugiego, duchowego wypędzenia Wypędzonych” (str. 183). Kittel podchwytuje tym samym stworzone przez Ralpha Giordano pojęcie „drugiej winy”, wedle którego Niemcy po pierwszej winie z czasów Hitlera poprzez jej późniejsze wyparcie ściągnęli na siebie drugą winę.[2]. Tezę tę uważa za legendę. Jego własna legenda o „wypędzeniu Wypędzonych” kończy się przyznaniem, że u socjaldemokratów Wypędzeni zawsze mogli czuć się dobrze. Według niego pod względem polityki wschodniej Willy Brandt dokonał tylko tego, czego czołowi politycy CDU już po nim oczekiwali, ale tylko nie wypowiadali głośno. Brzmi to tak: „Zadziwiająco duża gotowość ludności Republiki Federalnej nie tylko do politycznego uznania granicy na Odrze i Nysie, ale też niejako do duchowego skreślenia starego Wschodu, zdaje się nie być w żadnym razie wyłącznie rezultatem pozapolitycznego zmysłu rzeczywistości w erze odprężenia lub tendencji do wypierania motywowanych polityką odprężenia. O wiele bardziej była ona zakorzeniona w tendencjach, które miały swój początek już w latach pięćdziesiątych” (str. 175). Tak samo jak Brandt, również Adenauer miał być przekonany o tym, „że tereny wschodnie nigdy więcej nie będą już należały do Niemiec” (str. 77). Pomiędzy partiami Unii a Socjaldemokratami już w czasach Wielkiej Koalicji Kurta Georga Kiesingera miał istnieć wyższy stopień konsensusu w sprawach polityki wschodniej, niż powszechnie przypuszczano. Decyzję o negocjacjach ze Związkiem Radzieckim miała podjąć już Wielka Koalicja, a nie dopiero koalicja socjalliberalna (str. 102).

Mimo to Kittel surowo osądza socjaldemokratów, nierzadko stosując przy tym „przeraźliwą wymowę swoich źródeł”.[3] Jego krytyka rzekomo niedostatecznego uwzględnienia historycznego niemieckiego Wschodu w kulturze pamięci Republiki Federalnej pokrywa się z zasadniczą postawą Związku Wypędzonych, który konsekwentnie powitał powołanie Kittela na dyrektora federalnej fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” stwierdzeniem, że tym samym „zostały wyznaczone właściwe kierunki”.[4] Aplauz otrzymał Kittel także z szeregów partii Unii. Przewodniczącemu Grupy Wypędzonych, Uciekinierów i Wysiedleńców z frakcji CDU/CSU w Bundestagu, Jochanowi-Konradowi Fromme przydarzył się przy tym wstydliwy lapsus; użył on w odniesieniu do Republiki Czeskiej określenia z żargonu nazistowskiego „Tschechei”.

...
Poprzednia
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

KOMENTARZ DNIA

Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Bundestag chce upamiętnienia wypędzonych przez ONZ

Koalicja rządowa przeforsowała w Bundestagu uchwałę wzywającą rząd Angeli Merkel do podjęcia na forum ONZ działań w celu upamiętnienia ofiar wypędzeń >>
common