REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Polityczne kasyno Izrael

Szewach Weiss 23-02-2009, ostatnia aktualizacja 23-02-2009 21:21
Szewach Weiss
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Szewach Weiss

Wynik izraelskich wyborów to zły sygnał dla świata. Izrael będzie postrzegany jako kraj mniej stabilny, a przez niektórych także jako mniej przewidywalny – pisze były ambasador Izraela w Polsce

Ostatnie wybory parlamentarne w Izraelu przebiegły w warunkach – jakże charakterystycznego dla tego kraju – napięcia. Państwo żydowskie wciąż zmaga się bowiem z podstawowymi problemami egzystencjalnymi: zapewnieniem przetrwania narodu i bezpieczeństwa swoich obywateli. Powoduje to, że wyniki wyborów do Knesetu muszą być odczytywane inaczej niż rezultaty wyborów do polskiego Sejmu i Senatu czy amerykańskiego Kongresu.

Erozja zaufania

Przede wszystkim zwraca uwagę niska frekwencja. Bo oddanie głosów przez 63 proc. uprawnionych to w warunkach izraelskich wynik bardzo słaby. Przypomnę, że w pierwszych 40 latach istnienia Izraela frekwencja oscylowała między 78 i 84 proc. i była najwyższa w świecie. Jej spadek nie jest zjawiskiem nowym. Jednak utrzymywanie się tej tendencji nie świadczy – jak na Zachodzie – o zobojętnieniu, lecz o tym, że istotna część żydowskiego społeczeństwa przestała ufać swoim politykom.

Szeregi niegłosujących zasilają głównie klasa średnia i inteligencja, dawniej najbardziej zaangażowane w budowanie izraelskiej demokracji. Dowodzi to, że wyborcza absencja nie jest przejawem zobojętnienia, lecz aktem protestu.

A obywatele mają powody do niezadowolenia. Po wielu latach starań, rozbudzania nadziei i składania obietnic perspektywa pokoju jest równie odległa jak w punkcie wyjścia. To dlatego Awoda (izraelska Partia Pracy), ugrupowanie, które budowało Izrael, uzyskało tak dramatyczny wynik, zdobywając niecałe 12 proc. poparcia.

Postępująca fragmentacja

Pejzaż polityczny Izraela zmieniają kolejne fale imigrantów z różnych stron świata. Obecnie przebudowuje go 200-tysięczna rzesza Żydów z byłego Związku Sowieckiego. To oni zagłosowali na prawicowy i narodowy Nasz Dom Izrael Awigdora Liebermana, umożliwiając jego historyczny sukces. W efekcie partia ta może być języczkiem u wagi w negocjacjach koalicyjnych.

Ostatnie wybory pokazują także, że pogłębia się tendencja powrotu do etniczności. Arabowie głosują na partie arabskie, a religijni Żydzi – na swoje stronnictwa. Teraz szkodzi to głównie Awodzie, ale długofalowo odbije się niekorzystnie także na notowaniach Likudu. To kolejny przejaw kryzysu izraelskiej sceny politycznej, skoro główni partyjni aktorzy nie budzą już społecznego zaufania. Postępująca fragmentacja Knesetu jest faktem. Przekształca się on stopniowo w polityczne kasyno, gdzie o zwycięstwie lub porażce poszczególnych, bardzo licznych graczy decyduje ślepy los. W dużej mierze odpowiada za to system wyborczy: skrajnie proporcjonalny, z bardzo niskimi 2-proc. progami wyborczymi. Utrzymywanie go w warunkach głębokich społecznych przemian, które potęgują fragmentację, wydaje się pozbawione sensu.

Nie wątpię, że Barack Obama będzie proizraelski, jednak z pewnością nie będzie aż tak przychylny Izraelowi jak George W. Bush

Rozrastanie się politycznego kasyna to zły sygnał dla świata. Izrael będzie przez to postrzegany jako kraj mniej stabilny, a przez niektórych – także mniej przewidywalny. To kolejny kłopot dla Żydów w tych trudnych dla nich czasach.

Globalne przeszkody

A przeszkód jest znacznie więcej. Najpoważniejszą jest problem Iranu, który za wszelką cenę chce mieć broń atomową, a dzięki wystrzeleniu na orbitę satelity znacznie się do tego celu przybliżył. Iran jest przy tym państwem, które jest zdolne do agresywnego użycia broni masowego rażenia. Dlatego pierwszym zadaniem każdego odpowiedzialnego przywódcy jest dzisiaj powstrzymanie go od dalszych zbrojeń.

Problemem jest też poniekąd nowa administracja amerykańska. Jakkolwiek nie wątpię, że Barack Obama będzie proizraelski, to z pewnością nie będzie aż tak przychylny Izraelowi jak George W. Bush. A nawet najmniejsza zmiana zaangażowania w pomoc państwu żydowskiemu ze strony jego najważniejszego sojusznika i zarazem najpotężniejszego mocarstwa komplikuje jego międzynarodową sytuację.

Dochodzi do tego wciąż niezakończona wojna w Strefie Gazy i leżący u jej podłoża ekstremizm muzułmański. Jego źródła zostały nieco zasypane, ale przecież nie wyschły. Nie przestaje bowiem pracować kroplówka, która łączy Hezbollah i Hamas z ich sponsorem i promotorem – Iranem.

Poprzednia
1 2
"Rz" Online
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>