Eurowybory 2009
Brudziński przeprasza esemesami
Niemcy są ostatnim narodem, który ma prawo podkreślać swoje cierpienia – mówi Sławomir Nitras, kandydat Platformy do PE
Rz: Niemieccy chadecy, należący do Europejskiej Partii Ludowej, chcą potępienia wypędzeń. Jako przyszyły europoseł PO widzi pan problem w obecności swej partii w tym towarzystwie?
Widzę. Stanowisko CDU/CSU w sprawie wypędzeń jest skandaliczne. Nie wiem, z czego ono wynika. Zapewne z problemów wewnętrznych. Ale żeby było jasne — to niczego nie usprawiedliwia. Niemcy są teraz nie tylko przed wyborami do europarlamentu, ale też do Bundestagu. CDU/CSU walczy o samodzielne rządy. Widać, że zaczęła się jakaś rozgrywka. I wszyscy, którzy grają resentymentami, zarówno w Niemczech, jak i w Polsce, poniosą klęskę.
Na czym polega ta gra resentymentami?
Jestem ze Szczecina i widzę, że paradoksalnie ci, którzy mieszkają dalej od granicy polsko-niemieckiej, w większym stopniu ulegają resentymentom, niż ci, którzy są blisko. Podobnie jest chyba w Niemczech. Gdy przyjeżdża do nas Erika Steinbach bądź — z zupełnie drugiego bieguna — Jarosław Kaczyński, my w Szczecinie nie rozumiemy tego języka.
Czego konkretnie nie rozumiecie?
Jak ktoś nam mówi o podważaniu polskości Szczecina, albo o tym, że wisząca biało-czerwona flaga nad Szczecinem może komuś przeszkadzać. Większego idiotyzmu w tej kampanii naprawdę nie słyszałem. Takie problemy u nas nie istnieją. W żaden sposób nie mamy kompleksu wobec Niemiec. Mało tego: polska polityka przygraniczna jest dużo bardziej dynamiczna od niemieckiej. I to raczej my ich zawojujemy.
Niby czym ich zawojujemy?
Zobaczy pani po 7 czerwca, że będą polscy radni w przygranicznych niemieckich gminach. Dziennikarze będą musieli o tym pisać. To Polacy zakładają firmy po niemieckiej stronie granicy, to Polacy są pracodawcami.
O jakich polskich radnych w niemieckich gminach chodzi?
7 czerwca są wybory komunalne w Niemczech. Startują w nich także Polacy, mogą to robić jako obywatele Unii. Wiem, jak wielu Niemców pracuje u polskich przedsiębiorców, znam skalę zakładanych tam przez Polaków firm. Są oczywiście takie skrajne, faszystowskie partie, jak Narodowa Partia Niemiec, które próbują odgrywać jakąś rolę, choć dawno powinny być zdelegalizowane. Ale one spotykają się wyłącznie z odzewem wśród bezrobotnych, słabych.
Problem w tym, że bezrobotnych w Niemczech jest coraz więcej.
To prawda. Dlatego mówię, że jest to pewien problem. Ale nikt nie powinien bać się Polaków, tak jak nikt w Polsce nie powinien bać się Niemców. Bo oni nie są w stanie nam niczym zagrozić. Są dużo bardziej przyzwyczajeni do wygodnego życia, niezdolni do takich poświęceń jak Polacy.
Wszystko to brzmi sympatycznie, ale wracając do meritum: czy pana zdaniem PO w tej sytuacji ma wystąpić z frakcji EPL, tak jak wzywa Jarosław Kaczyński?
To jest absurdalne, stanowisko CDU/CSU nie jest stanowiskiem Europejskiej Partii Ludowej, tylko stanowiskiem niemieckich partii...
...które tworzą największą grupę w EPL.
To będzie wiadomo po wyborach. Na razie wiele na to wskazuje, że rola polskich eurodeputowanych będzie większa niż wcześniej. Że podwoimy liczbę posłów. I wtedy zrobimy wszystko, by EPL takiego stanowiska nie zajęła. Niemcy jako naród są ostatnim narodem, który ma prawo podkreślać swoje cierpienia spowodowane przez II wojnę światową.
Nadal nie wiem, co ma w tej sytuacji pana zdaniem zrobić rząd Tuska, tworzony przez pana partię.
Jestem głęboko przekonany, że stanowisko rządu polskiego w tej sprawie będzie bardzo twarde. Na pewno premier Tusk zażąda wyjaśnień od Angeli Merkel. Bo to jest polityka szaleńcza. Historia nie może być zakłamywana.
Niedawno szykowano pana na rzecznika rządu Donalda Tuska. Wcześniej miał pan być ministrem, a przynajmniej wiceministrem w resorcie gospodarczym. I co, skończył pan na zesłaniu?
O tym rzeczniku, to czytałem w gazetach.
To koledzy z PO najpierw powiedzieli o tym dziennikarzom, pana nie informując?
Najpierw usłyszałem to od dziennikarzy, a potem gdzieś tam.
Czyli gdzie?















