REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Rozmaitości

Rozmaitości

Patriotka na zakupach

Anita Błaszczak 20-02-2009, ostatnia aktualizacja 20-02-2009 15:13
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
autor: Tomasz Wawer
źródło: Rzeczpospolita

Dobre, bo polskie? Patriotyzm konsumencki to nośne hasło w chudych latach. Przez pięć dni sprawdzałam, czy da się zastosować w praktyce

Amerykanie do swego planu antykryzysowego włączyli program „Buy American”, a u nas za kilka tygodni wystartuje kampania „Bądźmy dumni z polskich produktów”. Ma ona „zbudować wśród Polaków postawę patriotyzmu konsumenckiego, która przyczyni się do osłabienia skutków światowego kryzysu finansowego na rynku polskim”, wyjaśniają organizatorzy akcji – firma Demo Effective Launching i Fundacja Dajesz Pracę PL, która od czterech lat przekonuje Polaków do zalet rodzimych produktów.

W czasach recesji takie akcje mają większe szanse na poparcie wśród konsumentów drżących o swoje miejsca pracy. A jak to wygląda w praktyce?

Zaczynam od dylematu

Co to jest polski produkt? Jak wynika z badań rynkowych, dla większości z nas to taki z krajową marką. Ale przecież nie będę dyskryminować zachodnich inwestorów, o których tak zabiega nasz rząd.

Na końcu długaśnych metek wszytych w cekinowe sukienki napisy w kilku językach informują, że kreacje uszyto w Chinach

Postanawiam więc, że zgodnie z opinią Adama Figla, eksperta ds. etnocentryzmu zakupowego, kupuję zarówno polskie, jak i zagraniczne marki, byle wyprodukowane w Polsce. Przez pięć dni wspieram nasze.

Dzień pierwszy

Przygodę z patriotyzmem zakupowym zaczynam od osiedlowego sklepu. Bułki, chleb, masło, maślanka, trochę sera, batonik – wszystko krajowe, ba, nawet lokalne, bo z okolic albo z samej Warszawy. Pierwsza przeszkoda przy stoisku z warzywami: mandarynki i cytryny (Hiszpania i Izrael) odpadają, podobnie jak ekwadorskie banany. Rezygnuję bez bólu.

Na szczęście w ubiegłym roku był urodzaj jabłek, więc patriotycznie mogę wybierać między glosterami, jonagoredami i ligolami. Nazwy obce, ale jabłka z polskich, a nawet mazowieckich sadów. Zastrzyk witaminy C zapewni sałatka z kiszonej kapusty (którą przed laty towarzysz Gomułka radził zastąpić deficytowe cytryny).

Wychodzę ze sklepu z przekonaniem, że etnocentryzm zakupowy to bułka z masłem. Moje przekonanie wzmacnia pobliski sklep mięsny. Kurczak? – Ależ oczywiście, że polski – odpowiada wyraźnie zaskoczony moim pytaniem sprzedawca. Polskością wieje też z chłodniczej lady, w której leżą rodzime kiełbasy i szynki o swojskich nazwach, a niektóre jeszcze z biało-czerwoną naklejką podkreślającą ich krajowe pochodzenie.

Jako zakupowa patriotka zwracam teraz uwagę, że polskością swych produktów chwali się bardzo wiele spożywczych firm. „Polskie masło” sprzedaje Mlekovita, a prawie każdy serek i butelka z mlekiem albo odwołuje się do mazurskich (lub innych, ale równie polskich) łąk i polskich krasul, albo choćby przypomina o swej polskości znakiem w naszych narodowych barwach. I nic dziwnego. Jak wynika z badań rynkowych, Polacy wysoko cenią krajową żywność.

Dzień drugi

I drugi dylemat. Psuje mi się spinka do włosów, na stoisku w pobliskim centrum handlowym próbuję kupić nową. Do wyboru jest kilkadziesiąt różnobarwnych ozdób. Jedne mniej, inne bardziej ozdobne, ale wszystkie made in Taiwan. Polskie? – Nie ma polskich spinek – wyjaśnia sprzedawczyni. W zamian proponuje gumkę. Made in China. A opaska? Tak samo.

Import z Azji (no, może via Niemcy) oglądam też na półkach sieciowej drogerii opodal, tyle że wybór nieco mniejszy. Wracam do pani ze stoiska i wybieram Tajwan. Obiecuję sobie, że przez kolejne dni nie będzie już żadnych wyjątków.

Dzień trzeci

Sklepy kuszą wyprzedażami nawet do 70 proc. Wracając z pracy, zaglądam do jednego z centrów handlowych. Z premedytacją omijam sklepy znanych globalnych marek. Szukam polskich. Zaglądam do Reserved, gdzie dwie młode Angielki grzebią wśród przecenionych sylwestrowych kreacji. Trochę dla formalności badam metki, bo i tak wiem, że właściciel sieci, giełdowa LPP, od początku zleca szycie zaprojektowanych w kraju ubrań tam, gdzie taniej. A to zwykle oznacza produkcję w Chinach, skąd pochodzi dziś większość sprzedawanych na świecie tekstyliów.

Na końcu długaśnych metek wszytych w cekinowe sukienki i bluzki napisy w kilku językach informują, że kreacje uszyto w Chinach. Rosyjski napis „Sdiełano w Kitaje” jest też na przecenionych kolorowych botkach. Nie chce mi się już zaglądać do Tatuum, Trolla czy House. Pomijając fakt, że nie jestem ich grupą docelową, wiem, że i tam trudno byłoby znaleźć na metce napis „made in Poland”.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Dzień z piłką kopaną

Piłka nożna to tani, ciekawy i budujący relacje sport zespołowy. Ogólnopolska akcja społeczna "Grajmy w piłkę" ogłosiła środę dniem z piłką kopaną >>