REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Raporty » Kryzys finansowy

Sylwetki

Najgorzej jest z tymi, którzy mówią, że wszystko jest w porządku

Marcin Zwierzchowski 13-02-2009, ostatnia aktualizacja 13-02-2009 06:05
Ludzie wyrzuceni z pracy muszą zmienić swoje życiowe priorytety. Na zdjęciu były pracownik Lehman Brothers
źródło: AP
Ludzie wyrzuceni z pracy muszą zmienić swoje życiowe priorytety. Na zdjęciu były pracownik Lehman Brothers

W kryzysie menedżerowie tracą pewność siebie. Im bardziej nie radzą sobie ze sobą, tym gorzej idzie im w pracy. A im gorsze mają wyniki, tym większy stres

Andrzej ma 37 lat, jest menedżerem w jednym z największych polskich banków. Dom pod Warszawą, dwa auta. Wszystko na kredyt. Żona od ukończenia studiów nigdy nie pracowała, wychowuje dwoje dzieci. Andrzej przez lata szedł jak burza przez kolejne szczeble kariery. Pół roku temu wszystko się zmieniło. Andrzej się zmienił. Zaczął panicznie bać się utraty pracy. Przestał radzić sobie z codziennymi zajęciami i czuje, że przełożeni to wykorzystują. Kazali mu np. przyjść do biura 1 listopada. Zamiast jechać z rodziną na groby, spędził dzień w firmie, robiąc coś, co mogło zaczekać.

Mimo wszystko Andrzej miał szczęście. Nie wypierał ze świadomości faktu, że ma problem. Poszukał pomocy u psychologa. Powiększył coraz liczniejszą grupę menedżerów średniego i wyższego szczebla, którzy nie potrafią sobie samodzielnie poradzić ze skutkami kryzysu.

– W ostatnich miesiącach liczba osób, które zgłaszają się do nas z problemami spowodowanymi skutkami kryzysu finansowego, wzrosła trzykrotnie – mówi Monika Dreger z Warszawskiej Grupy Psychologicznej. – Ponad połowa z nich to pracownicy banków. Sporą grupę stanowią ludzie z firm leasingowych. Ostatnio zaczęli się pojawiać prawnicy z międzynarodowych kancelarii – dodaje.

Według Moniki Dreger w większości przypadków historie są podobne. Obciążeni kredytami ludzie zaczynają się bać zwolnienia z pracy. Tracą pewność siebie. Coraz częściej pojawiają się też pacjenci, którzy nie radzą sobie ze stresem związanym z rosnącym tempem pracy. Dają z siebie dużo więcej, a mimo to mają słabsze wyniki, przełożeni są niezadowoleni itd. Oni też tracą pewność siebie.

Przez lata nauczyli się wygrywać, ale nadal nie wiedzą, jak poradzić sobie z porażką. Paraliżuje ich już sama świadomość, że otoczenie będzie świadkiem ich klęski

Rzadziej przychodzą ludzie, którzy stracili część majątku na giełdzie, w funduszach inwestycyjnych lub też ci, którzy mają problemy z działalnością własnej firmy – tracą klientów, nie mają pomysłu na trudne czasy. Często takie osoby boją się przyznać rodzinie. Zwykle nie szukają pomocy, bo decyzja o tym oznaczałaby przyznanie się, że problem faktycznie jest. – Większość tych osób łączy jedno – przez lata nauczyli się wygrywać, ale nie nauczyli się, jak poradzić sobie z porażką – wyjaśnia Monika Dreger. – Paraliżuje ich już sama świadomość, że otoczenie, sąsiedzi, rodzina będą świadkami ich klęski. A za taką uznają utratę pracy, obniżenie standardu życia. To samonakręcająca się spirala. Bo im bardziej nie radzą sobie ze sobą, tym gorzej idzie im w pracy. A im gorsze mają wyniki, tym większy stres.

Spotkanie w hotelu

42-letni Mirosław jest właścicielem sieci hurtowni na Mazowszu. Miał odwagę przyznać się, że nie radzi sobie z porażkami. A tych w ostatnich tygodniach ma na koncie sporo. Traci stałych klientów, inni przestali regulować faktury. Jeśli sytuacja szybko się nie zmieni, jego firma – budowana od lat – pewnie zbankrutuje. Dla rozwiedzionego i bezdzietnego Mirosława firma jest całym światem. Nie zna już innego życia.

Może dlatego zrozumiał, że musi szukać pomocy. Boi się jednak, że w poczekalni gabinetu psychologicznego spotka kogoś znajomego. Boi się do tego stopnia, że dwa razy w tygodniu wynajmuje pokój w hotelu i tam spotyka się z psychologiem.

Ela i Maciej, małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, prowadzą wspólnie firmę szkoleniową w dużym mieście na południu kraju. Ona prowadzi szkolenia, on dba o finanse. Od pewnego czasu interes nie idzie dobrze, ale Maciej ukrywa to przed żoną. Na razie skutecznie. Choć zaczynają tonąć w długach, w styczniu zabrał ją na narty do Austrii. Spotkał się z psychologiem, ale potem uznał, że poradzi sobie sam.

– Wielu biznesmenów skupia się jeszcze na szukaniu dobrych pomysłów na czas kryzysu. Na ratowaniu firm. Są zmobilizowani do działania i wierzą, że znajdą ratunek – mówi Benedykt Peczko, psycholog i dyrektor Polskiego Instytutu NLP. – To kosztuje ich jednak wiele stresów, napięć. Jeśli kryzys będzie się utrzymywał, po jakimś czasie przyjdzie okres odreagowania napięcia. Wtedy jeszcze więcej menedżerów może szukać pomocy specjalistycznej – uważa.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Grecja na razie uratowana przed bankructwem

Grecja zgodziła się na pakiet reform i oszczędności budżetowych wymuszony przez zagranicznych pożyczkodawców. >>