Opinie
Kanon poprawnie politycznych lektur
Z nowoczesnej polskiej szkoły wyjdzie pokolenie uczniów pozbawionych inteligenckiego szlifu – pisze Jan Filip Staniłko
Skomentuj na blogu
Za kilka miesięcy w gimnazjach rozpocznie się realizacja rozporządzenia minister edukacji Katarzyny Hall "w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół". W zamiarze pani minister ma ono na wiele lat stać się fundamentem nowoczesnej edukacji młodych Polek i Polaków. Jeśli tak ma się stać, należy gruntownie się zastanowić nad treściami tego dokumentu.
Co się podoba uczniom
W rozmowie z "Dziennikiem" pani minister stwierdziła, że nowoczesny kanon powinien dobór lektur w dużej mierze pozostawić "gustowi i upodobaniu" nauczyciela. Nowa podstawa rzeczywiście pozostawia nauczycielowi olbrzymie pole wyboru, bowiem za "serce literatury polskiej" uznaje jedynie 18 pozycji. Przy czym przez sześć lat nauki języka polskiego w gimnazjum i liceum młodzi Polacy mają przeczytać co najmniej 28 dużych pozycji. Jednak tylko owych 18 wspólnych dla wszystkich tytułów może być wymaganych na egzaminach kończących etapy edukacji.
Dla każdego, kto zna realia przeciętnej polskiej szkoły (zwłaszcza gimnazjum), oznacza to, że uczniowie przeczytają tych 28 książek i ani jednej więcej, a pozostałe lektury stanowić będą teksty możliwie krótkie i proste. Przeciętnego ucznia czytanie boli, dawne książki uważa on za niezrozumiałe, a ilekolwiek by ich było – będzie ich za dużo, będą za długie i za trudne.
Sytuacja ta nabiera głębszego znaczenia, jeśli zestawimy ją z drugim stwierdzeniem pani Hall. Otóż ubolewa ona, że trudno jest stworzyć kanon, który "wszyscy muszą poznać, a przede wszystkim lubić". Minister nie zaznacza, na jakim etapie życia mamy lubić ów kanon. Kontekst sugeruje jednak, że ma ona na myśli przyjemność, jaką z czytania wynosić będą dzieci w wieku szkolnym. Kanon musi się podobać uczniom.
Mam złą wiadomość dla pani minister – prawie nic nie będzie się uczniom podobać. Upadek kultury książki w młodym pokoleniu jest tak dojmujący, że przyjemność z czytania pozycji z kanonu wysokiej literatury polskiej i światowej czerpać mogą naprawdę tylko najbardziej wyrobieni. To wynika zresztą z badań czytelnictwa, na które powołują się twórcy nowej podstawy. I choć misją szkoły powinno być uczenie tego, co trudne i z czym uczeń nie zapozna się samodzielnie, reforma woli dostosować się do trendu.
Niepokoi też zawartość kanonu lektur. Na początku chciałbym przedstawić swoją filozofię budowania kanonu. Kanon powinien wprowadzać uczniów w polską tradycję w całej jej historycznej różnorodności i złożonych relacjach z kulturą zachodnioeuropejską. Musi prezentować wachlarz postaci literackich uosabiających właściwe naszej kulturze postawy, ale z zachowaniem świadomości możliwych konfliktów, w które mogą one wejść. Musi dawać estetyczne wyrobienie, kształtować smak i gust. Powinien wreszcie budować wyczucie polityczności przez prezentację różnych tradycji myślenia o Polsce i Europie.
Gorsze myślenie?
Nowa podstawa programowa języka polskiego tych warunków nie spełnia. Po pierwsze nowy kanon w swoich estetycznych i aksjologicznych wyborach płytko wpisuje się w europejskie, ponowoczesne trendy. Europejski program, który sponsorował powstanie podstawy programowej, stawia wymaganie przygotowania ucznia do uczestnictwa w gospodarce opartej na wiedzy. W rozumieniu twórców oznacza to wyraźne osłabienie myślenia historycznego na rzecz paradygmatu komunikacyjnego. Podstawa posługuje się językiem konkretnych wymagań: uczeń ma słuchać, wyrażać, wartościować itp. Trzeba jednak postawić pytanie, dlaczego twórcy kanonu nie zdecydowali się wpisać istotnych wymagań komunikacyjnych w ramy paradygmatu historycznego? Czy historia w czymś przeszkadza? Dlaczego uznali myślenie historyczne za gorsze?
Co więcej, historyczno-literackie "wypełnienie" owego schematu komunikacyjnego (zwanego w nauce o języku schematem Jakobsona) nasuwa wniosek, że twórcy kanonu uważają, iż kulminacją rozwoju historii literatury jest powieść postmodernistyczna. W polskiej literaturze jednak – w przeciwieństwie do zachodniej – jest to gatunek słabo reprezentowany, przede wszystkim przez niezbyt wybitnych pisarzy współczesnych. Polskiemu myśleniu właściwe są raczej wiersz i esej.















