REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Raporty » Lustracja » Zabić księdza

Zabić księdza

Zemsta za sierżanta Karosa?

Zbigniew Branach 19-01-2009, ostatnia aktualizacja 19-01-2009 14:30

– Dajcie mi broń! – woła milicjantka na widok prowadzonego korytarzem ks. Sylwestra Zycha. – Dajcie mi pistolet! Zastrzelę klechę bez procesu!

Marzec 1982 r. Siedziba warszawskiej SB. Trwa śledztwo w sprawie zmarłego sierżanta Karosa.

– Po aresztowaniu Sylwka powiedziałem w kazaniu o absurdalności zarzutu, że namawiał młodzież do zbrojnej rewolty – mówi ks. Władysław Trojanowski, wtedy wikary w Podkowie Leśnej, dziś proboszcz w Tłuszczu. – Nazajutrz pojawiła się bezpieka.

Oni ci tego Karosa nie darują...

Zatrzymanemu grożono pozbawieniem życia już w czasie pierwszych przesłuchań w Pałacu Mostowskich. To samo po osadzeniu w areszcie na Rakowieckiej. Celę z księdzem dzielił Leszek Moczulski:

– Strażnicy wywołują go z celi. Powraca rozdygotany. Bezpieczniak zapowiedział mu „wykończenie” po odbyciu kary więzienia.

– Mój klient przekazał mi informację o groźbach przeciwko księdzu – mówił Edward Wende, obrońca Moczulskiego.

Sąd WOW skazuje Sylwestra Zycha na cztery lata pozbawienia wolności za rzekomą przynależność do organizacji zbrojnej, a Sąd Najwyższy podwyższa wyrok do sześciu lat (sic!). „Nigdy nie uważałam i nie uważam ks. Zycha za współodpowiedzialnego za śmierć mojego stryja i ojca chrzestnego” – pisze w liście otwartym bratanica milicjanta. Kiszczak, wbrew stanowi faktycznemu, pomawia kapłana o pomoc w zabójstwie milicjanta. Klawisze pokazują księdzu wywiad z ministrem w gazecie:

– Widzisz, oni tego Karosa ci nie darują. Jak wyjdziesz, załatwią cię, chłopie, jak amen w pacierzu.

Wychodzi na wolność po czterech latach i siedmiu miesiącach.

Nie pożyję długo...

– Skromny, odważny – wspomina Moczulski. – Występował jako kurier w poufnych sprawach KPN. Grożono mu śmiercią. Napadli go i pobili nieznani osobnicy, zdaje się kilka razy.

Relacje przyjaciół są podobne. Poczciwy. Wielkoduszny. Ubogi. Ma jeden garnitur i dwie pary sportowych spodni. Żyje pod presją śmierci. W osaczeniu i strachu, ale się nie skarży. Nie chce robić z siebie męczennika.

– Nie pożyję długo – napomykał. – Oni mnie wykończą.

W 1987 r. sporządza testament: „Czuję, że zbliża się mój dzień – czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem... Dziękuję wszystkim (…), a zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu. Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej...”.

Zwłoki na dworcu PKS

Noc z 10 na 11 lipca 1989 r. Dworzec PKS w Krynicy Morskiej. Młodzi ludzie wracają z dyskoteki. Widzą tracącego przytomność mężczyznę. Po godz. 2 przyjeżdża pogotowie. Reanimowany mężczyzna jest dziwnie ubrany jak na panujący upał.

– Przed zrobieniem zastrzyku wstrząsowego podwinęłam mu długi rękaw flanelowej koszuli – mówi sanitariuszka, a lekarka dodaje:

– Nie miał żadnych widocznych obrażeń, ale już nie żył.

Posterunkowy rutynowo sprawdza garderobę denata, ale nie znajduje dokumentów. Sierżant zauważa w zaroślach dowód osobisty. Sporządza notatkę i zawiadamia prokuratora. Miejscowi od rana przekazują sobie z ust do ust wieść o opartym o ścianę budynku dworca nieboszczyku „w pozycji siedzącej”, ale nikt go nie rozpoznaje.

Po przewiezieniu ciała do elbląskiego prosektorium odnajduje się właściciel dokumentu tożsamości. Żywy jeszcze… Skreślone w księdze przyjęć nazwisko zastępuje zapis: NN. W aktach nie ma zdjęcia z wizerunkiem znalezionego na dworcu mężczyzny, bo prokurator zapomniał wydać polecenie. To nie ostatni grzech dyletantyzmu w tej sprawie.

Nieboszczyk przebrał się sam?

Dwa dni później – sensacja. W prosektorium rozpoznano zaginionego w czasie urlopu księdza Zycha. Było to niełatwe, bo twarz zmasakrowana, ale go rozpoznano… Natychmiast jednak pojawia się dysonans. Przed zaginięciem ksiądz był ubrany całkiem inaczej niż znaleziony w Krynicy mężczyzna!

Zych w urlopowym ekwipunku mieszczącym się w jednym plecaku nie miał nie tylko flanelowej koszuli, ale też żadnej z długimi rękawami. Z plebanii w Braniewie, gdzie spędzał urlop, wyszedł dwa dni wcześniej ubrany w polo z krótkim rękawem, jak w prosektorium.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  karos, zych

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>