Zabić księdza
Brutalne bicie i puzzle donosów
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wspomina represje, jakie spotkały go ze strony SB
RZ: Pamięta ksiądz pierwszy kontakt z funkcjonariuszami SB?
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: To było w 1982 roku, ale z wiedzy, jaką o mnie mieli, wynika, że interesowali się mną dużo wcześniej.
Od czasów kleryckich angażował się przecież ksiądz w działalność podziemną, a od wstąpienia do seminarium jak każdemu klerykowi SB założyła księdzu teczkę personalną.
To było jeszcze wcześniej. W liceum byłem związany z ruchem oazowym ks. Franciszka Blachnickiego. SB penetrowała to środowisko, chciała np. wiedzieć, kto z oazowiczów wybiera się do seminarium. Ale o tym dowiedziałem się dopiero niedawno, trzy lata temu, gdy dostałem akta na swój temat z IPN.
Co się stało w 1982 roku?
Zrobili mi dwie rewizje. Pierwszą w marcu. Byłem wówczas na szóstym roku w seminarium i miałem roczną praktykę w Chrzanowie. Wpadli do mnie do domu i dokładnie wszystko przeszukali. Wiedzieli, że mam bibułę, i jej szukali. Zabrali wydawnictwa podziemne, ale mnie nie zatrzymali. Władze liczyły się jeszcze z Kościołem, niemniej kard. Macharski przeniósł mnie na inną parafię. W sierpniu byłem na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. W mojej grupie szli ze sztandarami działacze „Solidarności”. Gdy tylko wróciłem do domu, miałem drugą rewizję. Przekopali cały dom. Zabrali bibułę. Zawieźli mnie na komendę wojewódzką milicji, ale odmówiłem składania zeznań. W tym czasie interweniowała już kuria i po kilku godzinach mnie wypuszczono.
Rok później spotkała księdza kolejna szykana – odmowa paszportu.
Tak, w 1983 roku, od razu po skończeniu seminarium, zostałem skierowany na studia do Rzymu. Ale nie wyjechałem, bo nie dostałem paszportu. Na decyzji odmownej podano tylko numer paragrafu, nic więcej. Sprawdziłem. Paragraf brzmiał: „z powodu niepłacenia alimentów i innych ważnych powodów społecznych”.
...?
Byłem tym „ważnym powodem społecznym”. Kardynał Macharski kazał składać odwołania, licząc, że wcześniej czy później dadzą, ale nie skutkowało. Przez cztery lata odpowiadano mi tak samo: „podtrzymujemy poprzednią odpowiedź”. Aż do 1989 roku nie mogłem wyjechać za granicę.
A nie miał ksiądz propozycji: damy paszport, ale za współpracę?
Nie, nie proponowano mi tego. Oni mieli moją charakterystykę sporządzoną przez TW i w jednostce kleryckiej, gdzie służyłem dwa lata, i w seminarium – o czym dowiedziałem się niedawno – i wiedzieli, że na to bym się nie zgodził. W 1984 roku moja koleżanka z liceum, która, jak się później dowiedziałem, pracowała w SB (jak dwaj inni koledzy licealni), ostrzegła mnie, że jestem inwigilowany przez SB. Zrobiła to, narażając się na poważne konsekwencje, gdyby wyszło to na jaw. Ona była też jedyną osobą, która w 1990 roku złożyła w prokuraturze zeznania, gdy prowadzono sprawę mojego pobicia.
Jej ostrzeżenie nie podziałało jednak na księdza. Coraz mocniej wiązał się ksiądz z podziemną „Solidarnością”, z ks. Kazimierzem Jancarzem, słynnym duszpasterzem ludzi pracy z Krakowa-Mistrzejowic.
Byłem młodym człowiekiem, myślałem o milicjantach jak o tych z licznych dowcipów. Ja ich, przyznaję, trochę lekceważyłem. Nieraz rozmawialiśmy z Jancarzem, że jesteśmy inwigilowani, że mamy podsłuchy, może ktoś filmuje, lecz nic więcej.
Ale w 1984 roku, kiedy dostał ksiądz ostrzeżenie, zamordowano ks. Popiełuszkę.
Ostrzeżenie dostałem jeszcze przed porwaniem Popiełuszki. Z powodu podsłuchów czasem z Jancarzem pisaliśmy coś na kartkach, chodziliśmy rozmawiać do lasu. Jancarz bardzo się pilnował – nigdzie nie wyjeżdżał, a jeżeli już, to zawsze z obstawą, z plebanii szedł do kościoła łącznikiem. Ja dalej chodziłem swobodnie, przyjeżdżałem do Mistrzejowic z drugiego końca miasta, bo gdzie indziej byłem na parafii. Mnie się wydawało, że mną się specjalnie nikt nie interesuje.
Aż do 1985 roku i dwóch pobić.
Tak, Jancarz miał wyrzuty sumienia, że to z jego powodu zostałem pobity. Do niego nie mogli się dobrać, to zaatakowali mnie. Jest w tym trochę prawdy. Napastnicy wypalili mi papierosami na skórze „V” – to był czytelny znak. Jancarz przyjął to jako ostrzeżenie.















