Rozmowa "Rz"
Łukaszenko: Nie dzielcie moich Polaków
Po raz pierwszy od dziesięciu lat białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko udzielił wywiadu polskim dziennikarzom. Trwał on ponad trzy i pół godziny
Rz: Powiedział pan niedawno ministrom spraw zagranicznych Polski i Niemiec, że rozpisane na 19 grudnia wybory prezydenckie będą „bardziej demokratyczne” niż poprzednie. Co to oznacza?
Aleksander Łukaszenko: Ja tak nie mówiłem. Zapewniałem ministrów, że wybory będą absolutnie uczciwe i przejrzyste. Podkreślam: u nas wybory prezydenckie zawsze były całkowicie demokratyczne! Dlaczego? Bo procenty wynikające z głosowania zawsze odpowiadały rozkładowi sił. Zadam pytanie i to wcale nieretoryczne. Skoro wiem, że według ostatnich danych mam poparcie rzędu 68 procent, a pozostali badani mówią, że nie wiedzą, na kogo zagłosować, to po co miałbym fałszować wybory?
Nie niepokoi pana to, że musiał pan zapewniać szefów dyplomacji innych państw, iż wybory na Białorusi będą demokratyczne?
Nie. Ja się przed nimi nie płaszczyłem, nie mówiłem: „Panowie, obiecuję, przysięgam, tylko bądźcie otwarci i uczciwi i uznajcie nasze wybory”. Nie, ja tylko półżartem powiedziałem, że ich zapewniam.
W Polsce zawsze są organizowane debaty kandydatów na prezydenta. Na Białorusi takich debat nie przewidziano. Dlaczego?
Nie ma ich nie tylko u nas, ale także w wielu innych państwach. W swoim czasie, gdy byłem opozycyjnym kandydatem na prezydenta (w 1994 roku – red.), nalegałem, by takie debaty się odbyły. Ludzie będący wówczas przy władzy ich nie chcieli. Ale teraz nie będziemy zabraniać debatowania kandydatom na prezydenta, choćby w państwowej telewizji. Proszę bardzo, damy na to czas na antenie.
Weźmie pan udział w takich debatach?
Nie widzę takiej potrzeby i to z różnych przyczyn. Możliwe jednak, że wezmę w nich udział. Przywykłem do takich dyskusji. Ale doskonale wiem, czym dziś zajmują się tak zwani opozycyjni kandydaci, skąd docierają do nich pieniądze, jakie zajmują stanowisko. Jeden z nich, nazywają go prorosyjskim – ale to po prostu żulik, przepraszam, że nie podam nazwiska – oświadczył: „Gdy zostanę prezydentem, sprzedam Rosji zakłady przetwórstwa ropy i systemy rurociągów”. To mnie zbulwersowało. Myślę, że sam postawił na sobie krzyżyk. A to tylko jeden przykład. Mogę przytoczyć masę takich przykładów, dotyczących innych kandydatów. Jest u nas takie powiedzonko: Darmowy ser bywa tylko w pułapkach na myszy. Jeśli biorą od kogoś pieniądze, to nie za darmo.
Dlaczego w komisjach wyborczych jest tak znikoma liczba przedstawicieli opozycji?
Jedna trzecia składu komisji wyborczych to przedstawiciele partii i organizacji społecznych. Czy chce pan powiedzieć, że znaleźli się w nich nie ci, których by pan tam chciał widzieć?Ja nie prowadzę kampanii wyborczej. Pracuję dalej, tak jak pracowałem przez pięć lat. A opozycja w tym czasie nic nie robiła. Przysięgam, teraz zastanawiają się tylko, jak zrezygnować z kandydowania. Bo wiedzą, ile głosów dostaną. Poparcie dla Andreja Sannikaua jest w granicach błędu statystycznego, a poparcie dla Uładzimira Nieklajeua wynosi 0,3 procent. I niedawno usiłowano skłonić Jarosława Romańczuka, Polaka – to młody człowiek, występuje ze swoim programem gospodarczym, który ja uważam za śmieszny, ale on w niego szczerze wierzy – by zrezygnował na korzyść Sannikaua czy Nieklajeua.
Opozycyjni kandydaci zebrali jednak ponad milion podpisów.
W kołchozie tak liczy się kartofle czy marchew. Prezydent Białorusi zebrał milion sto pięćdziesiąt tysięcy podpisów. Tak? A oni mają ponad milion, prawda?Zebrałem mniej podpisów niż przed poprzednimi wyborami. O czym to świadczy? Że Łukaszenko nie zdołał ich zebrać? A może Łukaszenko nie chciał? Zbieraliśmy podpisy równo pięć dni. Oni miesiąc. Poprosiłem grupę inicjatywną, by nie zbierali więcej: „Jeśli oni będą mieli po 100 – 120 tysięcy, a ja 3 miliony, to wszyscy powiedzą, że wykorzystałem urzędników do ich zbierania”. A teraz, jeśli chodzi o nich. Prosiłem Centralną Komisję Wyborczą, by nie robiła im zbytnich kłopotów. Jeden z nich zebrał 115 tysięcy w miejscowościach, w których mieszka 139 tysięcy ludzi, łącznie z dziećmi. To jasne, że przepisał książki telefoniczne.















