Druga strona
Wilcze apetyty Platformy
Platforma Obywatelska zaczyna się spieszyć. Wybory prezydenckie za tydzień, ale Bronisław Komorowski, Donald Tusk i ich koledzy nie chcą czekać.
W błyskawicznym tempie – choć nie było ku temu ważnego powodu (chyba że uznamy za taki chęć pozyskania wyborców lewicy) – posłowie PO forsowali w ostatnich dniach Marka Belkę na szefa NBP. W czwartek Sejm powołał także kandydatkę PO Irenę Lipowicz na funkcję rzecznika praw obywatelskich. Platforma przejmuje również Krajową Radę Radiofonii i Telewizji – p.o. prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział, że po odrzuceniu jej sprawozdania przez Sejm i Senat nie będzie czekał z podobną decyzją na wyborczy werdykt.
O Instytucie Pamięci Narodowej nawet już nie warto wspominać – nowelizację ustawy pozwalającą przejąć kontrolę nad IPN środowiskom bliskim obecnej partii rządzącej marszałek Sejmu podpisał bez mrugnięcia okiem. Tuż po tragedii wydawało się, że Platforma będzie potrafiła okazać klasę. Że przez pamięć ofiar katastrofy nie wykorzysta bezdusznie smoleńskiej katastrofy, aby przejąć kontrolę nad całym już teraz państwem. Kompromis przy obsadzie miejsc w Senacie – gdy PO i PiS zgłosiły kandydatów tylko tam, gdzie miały przed wypadkiem swoich senatorów – dawał nadzieję, że platformersi ograniczą swoje wilcze apetyty. Przynajmniej do wyborów prezydenckich, które i tak – jak się przez dłuższy czas wydawało – bez problemu wygra kandydat PO.
Żeby nie było wątpliwości – formalnie politycy PO mają pełne prawo wykorzystać tragiczną śmierć w samolotowej katastrofie wielu wysokich urzędników wywodzących się z obecnej opozycji. Czy jednak po tej operacji Donald Tusk, gdyby zechciał powoływać się na dobre obyczaje i wysokie standardy w polityce, będzie nadal wiarygodny?
Skomentuj















