Boliwia
Karnawał poświęcony Matce Boskiej
Karnawał w Oruro jest drugim po Rio de Janeiro karnawałem w Ameryce Południowej. W tym czasie centrum Boliwii na kilka dni staje się górnicze miasto Oruro, na którego ulicach trwa wielka fiesta w rytm tańca El Diablada.
Historia karnawału w Oruro sięga czasów przedkolonialnych. W festiwalu Ito obchodzonym przez plemiona Uru poświęconemu hołdzie inkaskiej Matce Ziemi - Pachamamie oraz władcy podziemi - Tio Supay. W czasie, kiedy Hiszpanie opanowali ziemię południowo- wschodniej Boliwii i założyli pierwsze kopalnie srebra, festiwal został zakazany, a następnie wznowiony i oficjalnie przetransformowany w wersję chrześcijańską. Symboliczna postać Pachamamy została przemieniona w postać Matki Boskiej, a Tio Supay w postać Diabła. Na zróżnicowanie karnawału wpłynęła dodatkowo kultura niewolników sprowadzanych z Afryki do pracy w kopalniach.
Dzisiaj oficjalnie karnawał poświęcony jest Matce Boskiej z Socavon, opiekunce górników, która jest również patronką miasta Oruro. To właśnie kaplica Matki Boskiej Socavon jest celem paradujących procesji, które w niedzielę składają jej hołd i obwieszczają, że Dobro zwyciężyło Zło. Oprócz tej chrześcijańskiej wersji dni karnawału są dniami szaleństwa i pretekstem do niczym nieskrępowanej, dzikiej zabawy, podczas której wciąż dominują wpływy przedkolonialne i pogańskie wierzenia górników.
La Diablada i inne tańce
Główne uroczystości zaczynają się w sobotę przed środą popielcową i trwają przez trzy dni i noce. Każda z grup tanecznych ma do przejścia ulicami miasta ponad 4 kilometry. Paradujące zespoły reprezentują różne kultury i przedstawiają różne historie. Najbardziej znane to La Diablada i La Morenada. Pierwsza to taniec Diabła druga - Taniec Czarnych Niewolników. Oba tańce pochodzą z czasów kolonialnych, kiedy to górnicy przebierali się w fantazyjne kostiumy i paradowali ulicami miasta.
La Diablada poświęcona jest El Tio, władcy podziemi, który czuwa nad dobrym losem górników. Co ciekawe, niektóre kroki są parodią sposobu poruszania się hiszpańskich prześladowców. Inne tradycyjne tańce to Caporales, Kantus, Kullawada, Llamerada, Potolo, Pujllay, Suri Sikuris, Tinku, Tobas and Waca Waca, każdy z nich reprezentuje inną grupę społeczną i opowiada inną historię. Na te kilka dni do Oruro zjeżdża się blisko 30 tysięcy tancerzy, ponad 10 tysięcy muzyków i 400 tysięcy gości z Boliwii i z zagranicy.
Wielka bitwa wodna
Centrum karnawału to 4 kilometry ulic, po których paraduje procesja. Wzdłuż ulic ustawione są trybuny dla publiczności. W tym czasie do Oruro przyjeżdża prawie pół miliona ludzi i to co się dzieje na ulicach, trudne jest do opisania. Karnawał to czas szaleństwa i oprócz strony oficjalnej, a więc pięknie przystrojonych tańczących procesji jest również druga strona: wielka fiesta podczas, której wszyscy tańczą i spożywają mnóstwo alkoholu.
Nieodłącznym elementem karnawału w Oruro jest wielka bitwa wodna. Przypomina ona obchodzony w Polsce lany poniedziałek, jednak tutaj zaczyna się już kilka tygodni wcześniej. Podróżując w tym czasie po Boliwii nie sposób przejść przez ulicę nie będąc oblanym wodą, ku uciesze dzieci i dopingujących im rodziców. Główne narzędzie walki to karabiny wodne, zasięg: do 30 metrów, baloniki napełniane wodą, zasięg: ograniczony siłą wyrzutu oraz najbardziej dające popalić puszki z pryskającą pianą, zasięg: kilka metrów. Na czas karnawału przypada kulminacja tej zabawy. Podczas przejścia procesji walka na chwile ustaje.
Karnawałowe stroje przygotowywane są miesiącami i niekiedy kosztują tysiące dolarów. Przyjęta jest żelazna zasada, że tancerzy pod żadnym pozorem się nie oblewa. Jednak już kilka metrów za procesją, niekiedy jeszcze w trakcie jej przejścia, ponad głowami tancerzy przelatują setki baloników wypełnionych wodą. Trybuna walczy z trybuną, ci z prawej biją na tych z lewej, ci z góry na tych z dołu, ci z dołu na tych co obok, dziewczyny na chłopaków, chłopaki na dziewczyny, dzieci, dorośli, staruszkowie. Jedna wielka zabawa, śmiech i krzyki, a czasem jakaś strapiona mina doszczętnie przemoczonej ofiary. Gringos, turyści z zachodu są traktowani z szczególną troską i żaden nie powinien przejść bez co najmniej jednego trafienia.















