Wietnam
Świeża kobra po wietnamsku
Bijące serce węża, surowe macki ośmiornicy, sfermentowana potrawka z kapusty i krewetek – podróżując po Azji, próbowałem egzotycznych potraw, których istnienia nie podejrzewałem
Zaczęło się już ściemniać, gdy kierowca wysłużonego samochodu wysadził nas w Le Mat przed dość obskurnym budynkiem wyglądającym na magazyn i coś obwieścił, chyba że poczeka, aż będziemy wracać.
Weszliśmy do środka, rozglądając się niepewnie, bo wnętrze nijak nie przypominało restauracji. Śliskie kafelki, które wiele już widziały, jakieś kable, kraty i worki, kilka glinianych dzbanów i przywiązany sznurem pies, któremu nie chciało się nawet wstać.
Uciekająca kobra
Stanęliśmy na środku. Po chwili wyszedł do nas młody chłopak, wycierając ręce w niegdyś biały fartuch. Po wietnamsku znaliśmy tylko kilka słów, które musiały wystarczyć w związku z brakiem zdolności językowych gospodarza. Po dłuższej chwili udało nam się wyjaśnić na migi, że przyszliśmy zobaczyć węże. Mężczyzna – nazwijmy go Nam, z braku porozumienia – poprowadził nas do worów ułożonych luzem na ziemi. Z bliska mogliśmy zobaczyć, że w workach leżą węże, w paskudnych kłębowiskach, wijące się jednostajnie powolnym ruchem.
Nam złapał jeden z worków, a uwięziony wąż rzucił się kilka razy wściekle. Chłopak rozwiązał sznurek i z kamienną twarzą wsadził do środka rękę. Chwilę później na podłogę wypadła z sykiem wężowa głowa, a za nią cała reszta czarnego cielska.
– Stary, to jest kobra – szepnąłem do mojego towarzysza Adama, gdy tylko zobaczyłem kształt łba.
Kobra wściekle rzuciła się w rękach Nama, rozkładając kaptur. Nam trzymał kobrę lewą ręką za ogon, a prawą w połowie długości ciała, czyli tak, jak nie powinien. W tej pozycji wąż mógł go łatwo ukąsić. Nam stosował jednak starą sztuczkę łapaczy kobr – potrząsał gadem.
Gdy potrząsa się kobrą, jej zmysł równowagi szwankuje i wąż nie wie, co się dzieje. Zamiast gryźć, opada na ziemię, potrzebuje chwili na dojście do siebie. Nam potrząsał kobrą, gdy tylko podnosiła głowę, szykując się do ataku.
Do czasu, gdy wąż wypadł mu z rąk i swobodnie pomknął pod ścianę. Nie muszę dodawać, że gdy tylko zobaczyliśmy, jak wąż opuszcza ręce łapacza, odruchowo cofnęliśmy się o dwa metry. Dokładnie tak, jak nie powinniśmy w tej sytuacji. Większość węży, w tym wszystkie kobry, reaguje na ruch. Bardzo słabo widzą i nie potrafią ocenić poprawnie odległości, jeśli obiekt się nie porusza. Dlatego próba ucieczki dostarcza im informacji potrzebnych do zaatakowania przeciwnika. Jeśli stoi się nieruchomo w miejscu, ma się większe szanse pozostania przy życiu.
Nam, niezrażony, po prostu ponownie złapał kobrę i trzymając ją kurczowo przy głowie, zaproponował:
– Siedemdziesiąt dolarów?
– Nic tańszego? – odparłem. Zresztą kobry są już na liście do objęcia ochroną, więc zjedzenie jednej z nich nie wchodziło w grę.
– Pięćdziesiąt. Ten mniejszy.
Nam wrzucił wciąż syczącą kobrę do worka i zawiązał go powrozem, po czym z dużym respektem z innej siatki wyciągnął półtorametrowego węża o jasnej, połyskującej skórze.
– Jadowity? – spytałem.
Nam wskazał znacząco swoją dłoń okrytą sporym opatrunkiem. Popatrzyliśmy po sobie, ważąc w myślach, czy cena jest warta przygody zjadania jadowitego węża.
– Chłopie, tu się nie ma nad czym zastanawiać – wiedziałem, że Adam długo czekał na ten moment.
– Za czterdzieści możemy spróbować – powiedziałem do Nama.
Jego matka, która pojawiła się w czasie rozmowy w kuchennych drzwiach, powiedziała coś po wietnamsku i Nam kiwnął głową, zgadzając się na naszą cenę.
Mało zachęcający parter w stylu magazynu nie zapowiadał tego, co zobaczyliśmy na piętrze. Na wyższym poziomie urządzona była restauracja. Trzy sale, całe wyłożone rzeźbionym, ciemnym drewnem, z masywnymi stołami, przy których mogło zasiąść pięćdziesiąt osób. Przestrzeń raczej się marnowała, ponieważ byliśmy jedynymi gośćmi.
Smażona skóra, gotowane flaki
Usiedliśmy przy stole. Po minucie po schodach wszedł Nam z pomagierem, który przyniósł stalową tacę, komplet noży, szklany dzbanek i dwa kieliszki. Pomagier układał wszystko na podłodze, podczas gdy Nam trzymał mocno wijącego się węża. A potem jednym z noży rozpłatał go od głowy po ogon i wypruł z niego wnętrzności. Węże mają dwa serca, których zjedzenie, według mitologii wietnamskiej, poprawia sprawność seksualną. Każde z nich po chwili znalazło się w oddzielnym kieliszku i zostało zalane krwią węża zmieszaną z wódką ryżową. Serca biły jeszcze kilka dobrych minut, przepompowując trunek.















