Kartka z kalendarza
Rybim okiem, w żółwim tempie
Archipelag Sangalaki leży u brzegów wschodniego Borneo. Niespieszne rybackie życie, rajskie plaże i niezliczone gniazda żółwi – a wszystko to na wyspach, z których każdą można obejść dookoła w godzinę
23 maja to Światowy Dzień Żółwia
Archipelag Sangalaki – co wyspa, to cud natury. Na Derawanie setkami gniazdują olbrzymie żółwie zielone. Tuż obok manty o kilkumetrowej rozpiętości płetw pławią się na płyciznach. A w jeziorze na sąsiedniej wyspie pływają tysiącami występujące tylko tutaj meduzy.
Zew natury
Na Sangalaki i Kakaban przyjeżdżają ekipy telewizyjne BBC i National Geographic, by pokazywać światu cuda natury. Derawan leży w samym sercu Koralowego Trójkąta, najbardziej różnorodnego obszaru morskiego na świecie. To morska wylęgarnia, gdzie siedliska ma sześć z siedmiu żyjących na świecie gatunków żółwi morskich oraz wiele gatunków delfinów, wielorybów i rekinów. Na terenie 6 km kw., od Papui Nowej Gwinei po Sumatrę i Filipiny, żyje ponad 3 tys. gatunków ryb oraz morskich ssaków.
To właśnie na Derawanie oraz na pobliskiej wyspie Sangalaki znajdują się jedne z największych skupisk gniazdowania żółwi zielonych.
Morski wypas
Te morskie olbrzymy osiągają nawet 2 metry długości i zawsze bezbłędnie wracają na plażę, na której przyszły na świat. Wracają, mimo że w ciągu całego, nawet ponadstuletniego, życia przemierzają dziesiątki tysięcy kilometrów od Azji po Ameryki.
Tutejszą atrakcją są również okoliczne rafy i nurkowiska. Manty olbrzymie przypływają na pobliskie płytkie wody jak do myjni, by dać się czyścić miejscowym rybom z morskich pasożytów.
Przybysza, który ląduje na wyspie, miejsce to nie zachwyca od pierwszego wejrzenia. Nie ma tu rajskich domków przy plaży i w ogóle – jak się początkowo wydaje – jakiejkolwiek plaży, a jedynie pomosty wychodzące w morze, łodzie rybackie i śmieci na dnie niewielkiej przystani. To tu mają przypłynąć żółwie?
Ale już pierwszego dnia wszystkie te wrażenia rozpływają się jak ryż kokosowy w ustach. Otóż żółwie lawirują między pomostami i łodziami jak najlepsi nawigatorzy, a pół wyspy to jedna wielka niezagospodarowana plaża, skądinąd przeznaczona głównie dla żółwi właśnie, które w nocy składają na niej jaja. Można popływać w ich towarzystwie. To niezwykłe przeżycie. Ogromne, majestatyczne gady są jednocześnie bardzo zwinne. Potrafią tak przyspieszyć, że w pół sekundy znikają z oczu.
Na Derawanie najwięcej żółwi ściąga nie na rafy, jak na innych wyspach, ale na płytkie wody, w których wypasają się na podmorskich łąkach. Początkowo nieśmiałe, płochliwe, nie dają ludziom zbytnio się zbliżyć. Jednak uparcie towarzyszymy im w wodzie i po kilkudziesięciu minutach żółwie niemal przestają zwracać na nas uwagę, a nawet podpływają i zaczynają zaglądać nam w oczy.
Człowiek gadowi wilkiem
Ufność żółwi zielonych bywa dla nich zabójcza. Chociaż temu gatunkowi grozi wymarcie, nie brakuje chętnych na żółwiowe pamiątki. Na straganach na Borneo sprzedawane są bransoletki z karapaksu, czyli skorupy żółwia, a na Derawanie gdzieniegdzie spod lady można dostać spreparowane i wypchane żółwie. Mimo że handel nimi jest nielegalny, często stają się ozdobą domowych kolekcji, zwłaszcza u szybko bogacących się Chińczyków.
Z gadzich gniazd znikały też do niedawna jajka – kłusownicy sprzedawali je na eksport albo miejscowym smakoszom. Dziś plaże co noc przemierzają tu patrole strażników, którzy pilnują, by żółwice składające jaja miały spokój. Gdy zwierzęta wrócą do morza, strażnicy zbierają jaja – zazwyczaj jest ich od 80 do 200 w jednym gnieździe – i zakopują po kilka, kilkanaście sztuk w różnych miejscach plaży, aby trudniej je było znaleźć.
To zmniejsza także szanse myśliwych na odławianie młodych żółwi, które po kilku tygodniach wykluwają się spod ziemi i podążają w stronę morza. Małe, 10-centymetrowe żółwiki szukają światła księżyca odbitego w oceanie i podążają w jego kierunku. Niestety, bywa, że myli je światło latarki albo latarni pobliskiego hotelu i zamiast do morza trafiają między domki przy plaży.















