Turcja
Prawdziwy mężczyzna nosi czyste buty
Ty Polak, wy najlepsi w siatkówce - zagaduje starszy Turek, który siedzi obok mnie w samolocie ze Stambułu do Izmiru. To właśnie w tym mieście nasi zostali mistrzami Europy. Malowniczo położona metropolia ma w sobie wiele uroku.
Uliczka 1296
Lata, kiedy tłumy rodaków jeździły do Turcji w interesach nie poszły na marne. Turcy rozpoznają naszą mowę, uśmiechają się, machają ręką, pozwalają sobie zrobić zdjęcie. Przekonałem się o tym już na lotnisku w Izmirze. Z miejsca otoczyła mnie grupa lokalnych taksówkarzy. Poklepywali, proponowali, że Polaka zawiozą do centrum za pół darmo.
Wiedząc z doświadczenia, choćby z warszawskiego Okęcia, że taksówki nie bierze się z lotniska, postanowiłem złapać okazję. Po kilku próbach, wreszcie zatrzymał się samochód. Jego kierowca podróżujący z żoną i córką łamaną angielszczyzną zaoferował bezpłatną pomoc w znalezieniu noclegu. Skorzystałem. I dzięki temu zamieszkałem w jednym z najcudowniejszych miejsc w Izmirze: na uliczce nr 1296 w dzielnicy Basmane. W tanim hoteliku, jakich tu mnóstwo - z nich słynie ta właśnie ulica. Mała, wybrukowana, tonąca w zieleni, z odnowionymi kamienicami i herbaciarniami pełnymi gości przez cały dzień.
Położenie uliczki 1296 jest wymarzone do zwiedzania Izmiru, bo wszędzie stąd blisko. To ważne, bo trzecie co do wielkości miasto Turcji jest bardzo rozległe. Z jednej strony otacza je malownicza półkolista zatoka, od wschodu i od południa metropolię rysują góry. Zwiedzanie miasta rozpoczynam na głównej arterii Fevzi Pasa Bulvari. Pełno na niej sklepów, zakładów fryzjerskich, kebabów, krawców, szewców i pucybutów, którzy za kilka lirów potrafią z butami zrobić cuda. Czyścicieli z ich małymi kramikami można spotkać niemal na każdym kroku.
Jeśli ktoś skusi się na czyszczenie butów, musi być też gotowy na krótką pogawędkę.
– Jestem w tym fachu najlepszy – przechwala się 57-letni Yasin. Już jako 10-letni chłopiec zaczął pracować na ulicy. Pucybutem był jego ojciec a także dziadek. - W Turcji po czystych butach poznaje się prawdziwego mężczyznę – poucza. A da się z tego wyżyć? – pytam Yasina. Ale on o pieniądzach rozmawiać nie chce.
Gołębie spod wieży
Podążam na plac Konak Meydani, który jest sercem Izmiru. Stoją tu budynki władz miejskich, ale też znak rozpoznawczy metropolii - osmańska wieża zegarowa. To ulubione miejsce spotkań mieszkańców. Całymi rodzinami karmią gołębie, których pełno tu jak na krakowskim rynku.
Fadime codziennie w południe przychodzi pod wieżę ze swoją czteroletnią córką. - Sinan uwielbia ptaki, w domu mamy trzy papugi - kobieta odzywa się do mnie niespodziewanie, gdy próbuję zrobić jej zdjęcie. Uśmiecha się i zaczyna pozować. Od sędziwego sprzedawcy kupuję ziarna i wspólnie z Fadime karmimy gołębie. Kobieta, tak jak inni izmirczycy chętnie opowiada o swojej rodzinie. Jej mąż Cemal na największym w mieście bazarze sprzedaje przyprawy, ryby, orzechy i rodzynki, z których słynie Izmir. Wybieramy się więc na targ, by odwiedzić Cemala, a przy okazji zrobić zakupy.
Wełniany kilim z błękitnej twierdzy
W krętych handlowych uliczkach łatwo się zgubić, a sprzedawcy mówiący głównie po turecku nie zawsze dobrze wskażą drogę. Fadime jest więc moją przewodniczką. Przy głównej ulicy bazaru Anafartalar Cad. mijamy kilka zabytkowych meczetów, dalej wchodzimy w "branżowe" uliczki: rybne, owocowe, warzywne i odzieżowe. Wreszcie docieramy do Cemala. Kupuję u niego smakowite przegryzki, żegnam się z Fadime, Sinan i ruszam dalej.
Tym razem w kierunku Kadifekale - aksamitnej twierdzy wybudowanej na wzgórzu Pagus za panownia Aleksandra Wielkiego. Resztki twierdzy stoją tu do dziś. Żółte taksówki mijają mnie non stop, a ich kierowcy, trąbiąc i nawołując, proponują podwiezienie na wzgórze. Wybieram spacer. Mijam grupki dzieci w granatowych mundurkach wracające ze szkoły, obwoźnych sprzedawców bananów i bardzo słodkich ciastek. Turcy noszą je na tacach na głowach. Na miejscu jestem po godzinie.
Na placu otoczonym kamiennym murem siedzi kilka kobiet z dziećmi i wyrabia wełniane torby, wisiorki, pledy i kilimy. Rozwieszają je na sznurkach rozciągniętych między drzewami i czekają na turystów. W Kadifekale tkaczki pojawiają się o wschodzie słońca, rozkładają małe warsztaty i tak, do zmroku, tworzą wzorzyste cuda. Hanife prowadzi swoją manufakturę razem z córkami Merve i Layla.















