Szwajcaria
Kawalerzysty Patka zegarki dla królów
Królowa Wiktoria, Pius IX, Piotr Czajkowski, Albert Einstein, Lew Tołstoj, Duke Ellington, Józef Stalin, Walt Disney. Co łączyło tych ludzi? Wszyscy sprawdzali, która godzina, na zegarkach Patek Philippe. Marki założonej w Szwajcarii przez Polaka
W oszklonej gablocie leży niepozorny dokument – akt naturalizacyjny stwierdzający, że Polak Antoni Patek herbu Prawdzic zostaje Szwajcarem. Nad gablotą pochyla się dwóch japońskich biznesmenów. Białe koszule, ciemne, nienagannie skrojone garnitury. Skośnooka przewodniczka opowiada im historię polskiego kawalerzysty, który po rebelii przeciwko rosyjskiemu carowi osiadł w Genewie i założył tu firmę zegarmistrzowską. Stoję obok i czuję jak puchnę z dumy, a jednocześnie, że za gardło chwyta mnie lekkie wzruszenie. Japońscy przedsiębiorcy na pewno wiedzą, że marka Patek Philippe to rolls-royce wśród zegarków. Może nawet mają jakieś zegarki z tej fabryki w swoich szufladach z dodatkami do garniturów, na różne okazje. Ale czy wiedzieli, że założycielem firmy był Polak? Pewnie nie.
Genewa w pigułce
To było paskudne popołudnie. Od kilku godzin z szarego nieba padało. Ani kapuśniaczek, o którym można by zapomnieć, ani ulewa, która zatrzymałaby mnie w hotelu. Zwykły deszcz. Nie można było chodzić po mieście, by szybko nie zmoknąć.
Widziałem już w Genewie to, co trzydniowy turysta zobaczyć powinien. Byłem w Muzeum Czerwonego Krzyża i pod siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przespacerowałem się po starym mieście z gotycką katedrą św. Piotra i nabrzeżem nad Jeziorem Genewskim obok miejsca, w którym pewien włoski anarchista zasztyletował austriacką cesarzową Sissi. Obserwowałem ludzi grających w ogromne szachy w parku Promenade des Bastions. Sfotografowałem tam pomnik czterech nadnaturalnej wielkości ojców reformacji – Guillaume’a Farrela, Jana Kalwina, Teodora de Beze’a, Johna Knoxa. Podziwiałem z bliska najwyższą (140 metrów) fontannę Europy, symbol Genewy i jej punkt orientacyjny. Byłem w ogrodzie różanym, z którego mieszkańcy Genewy są szczególnie dumni, i zrobiłem objazd okolicznych winnic na wzgórzach nad jeziorem. Rozciąga się z nich wspaniały widok na jezioro i miasto. Obszedłem nawet dzielnicę Carouge znaną z tego, że powstała w XVIII w. jako konkurencyjne miasto dla Genewy, a dziś mieszkają tu artyści, rzemieślnicy i ludzie wolnych zawodów.
Dowiedziałem się, że kanton genewski połączony jest z macierzystą Szwajcarią zaledwie dwoma drogami i pasem ziemi szerokości 4,5 kilometra, podczas gdy jego granica z Francją liczy 103 kilometry. Że w mieście mają siedziby aż 22 międzynarodowe organizacje (w tym UN, ILO, WHO, ITU, WMO, WIPO, WTO, UNHCR, CERN – cokolwiek by to znaczyło), a na 444 tysiące mieszkańców kantonu zaledwie 60 procent to Szwajcarzy. Pozostali reprezentują aż 194 różne narodowości. Że rocznie odbywa się tu prawie 300 różnych kongresów i konferencji międzynarodowych.
A teraz ten deszcz. Kiedy pada, turyście zostaje już tylko jedno – zaszyć się w muzeum. Ale w którym? Jest ich tu ponad 30. Najbardziej pociągało mnie muzeum zegarków Patka Philippe’a.
Szwajcarski sport narodowy
Muzeum mieści się nieco poza ścisłym centrum miasta. Przy ulicy Starych Grenadierów (Vieux-Grenadiers). Zajmuje całą kamienicę z lat 20. XX wieku. Modernistyczną prostokątną bryłę w stylu art deco. Przy wejściu turysta jest proszony o zdeponowanie w szatni (metalowe szafki na żetony) wszelkich siatek, toreb, plecaków, saszetek, z którymi tu zawędrował. Żadnych pakunków w rękach, żadnych aparatów fotograficznych. Narzucona jest również kolejność zwiedzania muzeum. Ulotka informuje: najpierw hall na parterze, później wjechać windą na trzecie piętro, następnie zejść schodami w dół na drugie i pierwsze piętro.
Parter zastawiony jest dawnymi stołami i wyposażeniem z pracowni zegarmistrzowskich. Wytarte dębowe blaty, zydle i tokarki. Szpikulce, szczypce i młoteczki. Ale właściwie nudno. Może na Szwajcarach, dla których zegarmistrzostwo jest sportem i przemysłem narodowym, robi to wrażenie, ale na innych?
Na trzecim piętrze zaczyna się robić ciekawiej. Tu właśnie opowiedziana została historia naszego rodaka Antoniego Patka i jego wspólników. Ze zdjęcia na ścianie spogląda „Antoine Norbert de Patek”, urodzony w „Piasque en Pologne”. Sympatyczna, szczera twarz okolona białymi ogromnymi bokobrodami. Biała czupryna zaczesana do tyłu odsłania wysokie czoło. W kącikach ust błąka się zawadiacki uśmieszek.















