Włochy
Na Wyspie Umarłych
Vaporetto odbija z przystanku przy Fondamente Nuove i płynie żwawo na północ. Z prawej szybko zbliżają się mury cmentarza. Trudno oprzeć się myśli, że przepływamy Styks w drodze do świata zmarłych.
Według starożytnych Greków dusza umarłego musiała się przeprawić przez Styks, by trafić do Hadesu. Przewoźnikiem był Charon. Wenecja również ma dzisiaj swojego Charona. I to niejednego, każdy przedsiębiorca pogrzebowy potrzebuje tu bowiem łodzi motorowej – czarnej, uroczyście udekorowanej. Tą łodzią przewozi w ostatniej drodze zmarłych mieszkańców miasta na wyspę San Michele. To na niej znajduje się główny cmentarz laguny. Na powierzchni 17 hektarów pochowano tu około 90 tysięcy osób.
Cmentarz na wodzie opasuje wąski pasek muru z różowej cegły, urozmaicony neogotyckimi portalami z białego wapienia. Zza muru wystają ciemnozielone, niemal czarne, zaostrzone ołówki cyprysów, symbole śmierci, żałoby i nieśmiertelności. Jak pisał Czesław Miłosz: „Na cmentarzu, gdzie bramę liże tłuste morze”.
Kiedy vaporetto – w mieście, w którym ulicami są kanały zastępuje autobus – dopływa do przystanku na wyspie, pomocnik kierowcy zarzuca grubą linę na metalowy słupek na brzegu. Naciąga ją i wprawnym ruchem robi dwie ósemki na metalowym uchwycie na burcie. Unieruchamia statek na krótkiej uwięzi. – San Michele Isola – wykrzykuje i odsuwa metalową barierkę. Ze stateczku wysypują się na brzeg nieliczni pasażerowie. W większości starsze kobiety z kwiatami. Vaporetto terkocząc rusza w dalszą drogę, na wyspę Murano.
Konewka, kwiaty, modlitwa
Pierwsze wrażenie – mało rzeczy wygląda we Włoszech tak porządnie jak ten cmentarz. Proste aleje wysadzane szpalerami cyprysów, żwirowane alejki. Małe, blisko ułożone groby, niewielkie (mniejsze niż na polskich cmentarzach) pionowe tablice. Ozdobione bukietami sztucznych kwiatów o kolorach wypalonych słońcem, przygaszonych kurzem.
W innej kwaterze – gąszcz identycznych białych krzyży. Jak na cmentarzu wojskowym, gdzie chowa się żołnierzy poległych w jednym czasie, w jednej bitwie. Imiona zmarłych na prawych ramionach, nazwiska na lewych. Na skrzyżowaniu okrągłe fotografie. „Stella” zdjęcie kobiety „Italia”.
Zwyczaj umieszczania wizerunków zmarłych, u nas zanikający, jest tutaj ciągle żywy. Spoglądają na odwiedzających twarze stare i młode. Nierzadko daty życia i śmierci kłócą się z wiekiem na zdjęciu. Czasem wzruszają, jak wizerunki ojca i syna na jednej płycie. Przy pierwszym wykuto sylwetkę gór, przy drugim – żaglówki. Czyżby pochłonęły ich dwa żywioły, dwie pasje? Rebus dla potomnych. Zwraca uwagę elegancją wewnętrzna strona murów okalających cmentarz – z nagrobkami rodów patrycjuszy. Duże płyty, niektóre z całą litanią imion członków rodziny kładzionych do jednego grobu od ponad 100 lat. Innym razem z pełną rzeźbą popiersia zmarłego.
Ludzie, którzy przypłynęli na wyspę, rozchodzą się do grobów swoich bliskich. Zaczyna się krzątanina – wymienić kwiaty, podlać, oczyścić nagrobek, pomodlić się, odejść w zamyśleniu.
Porządki Napoleona
Dzisiejsza wyspa San Michele powstała z dwóch wysp. W połowie XIX wieku zasypano niewielką przestrzeń oddzielającą właściwą San Michele od San Cristoforo della Pace. Wyrównano brzegi, by powstał w miarę regularny prostokąt.
W jednym jego rogu stoi kameralny kościół San Michele. Dzieło Maura Codussiego, pierwszy kościół renesansowy na lagunie (1469 r.). Nie może on rywalizować z innymi kościołami Wenecji bogactwem wystroju, ale ujmuje prostą, harmonijną, zakończoną trzema łukami fasadą z białego wapienia.
Codussi nobilitował ów kamień sprowadzany wówczas z podległej Wenecji Istrii do umacniania fundamentów budowli. Od tej pory nikt w mieście nie śmiał projektować frontów kościołów z innych materiałów. Poza wszystkim kamień był dobry, bo odporny na wilgoć i łatwy w formowaniu.
Kościołowi towarzyszy ceglana, gotycka, bogato zdobiona dzwonnica oraz renesansowa kaplica (1530 r.), a od strony cmentarza kwadrat klasztornego krużganka.
Oprócz zakonników mieszkańcami San Michele byli w XVI i XVII wieku przeciwnicy polityczni dożów i Republiki Weneckiej, zsyłani na wyspę. Skąd więc cmentarz? Na ten pomysł wpadł w 1807 roku Napoleon. Ten bardzo pragmatyczny mąż stanu doszedł do wniosku, że Wenecja potrzebuje nowoczesnego miejsca na pochówki.















