Włochy
Krętą drogą wśród cyprysów na palio
Kiedy zwycięski koń wpada na metę, ludzie szaleją. Narażając się na stratowanie, wbiegają na tor i wiwatują. Palio wywołuje ogromne emocje wśród mieszkańców Sieny
Wycieczka do Sieny na przełomie czerwca i lipca wymaga sporej determinacji. Spokojne na co dzień miasto jest wtedy oblężone przez tłumy turystów, którzy zjeżdżają się tu z całego świata, aby zobaczyć palio – szalony wyścig na koniach wokół sieneńskiego rynku. Jedziemy więc do Sieny okrężnymi drogami, zaglądając do uroczych, wolnych od turystycznego gwaru miasteczek na południu Toskanii.
Okolica pomiędzy Montalcino a Montepulciano to najpiękniejszy zakątek Toskanii. Wąskie drogi wiją się pomiędzy pagórkami porośniętymi lasami albo łanami pszenicy. Mijamy gaje oliwne i szeregi winnych krzewów, które kąpią się w słońcu. Niektóre wzgórza zdobią korony średniowiecznych murów obronnych, za którymi ukrywają się wiekowe, zbudowane z kamienia domy.
Od czasu do czasu zatrzymujemy się na gdzieś na skraju drogi, aby nasycić wzrok i obiektyw aparatu jakimś szczególnie pięknym pejzażem. Jeden z takich spontanicznych przystanków wypada tuż przed Montepulciano. Miasteczko leży na szczycie długiego, wąskiego grzbietu, który wznosi się około 200 m ponad okoliczne doliny. Jest jak gdyby nawinięte na główną ulicę zwaną Il Corso, mozolnie meandrującą na szczyt. Od Corso odchodzą mniejsze uliczki, vicoli. Jedne spływają w dół, inne odbijają na wyższe poziomy, przecinają się pod różnym kątami, czasami zmieniają w zwykłe strome schodki. W końcu ulica otwiera się na rozległy Piazza Grande, przy której stoją pałace bogatych mieszczan, zaprojektowany przez Michelloza ratusz zwany Palazzo Publico i okazała katedra o przedziwnej fasadzie z nieotynkowanych cegieł.
Nad katedrę wtaczają się blade chmury, a Montepulciano przykrywa cień. W drodze powrotnej niebo otwiera się i spuszcza zimny prysznic. Stromym Corso płyną potoki deszczu. Ulewa nie trwa jednak długo. Już po chwili wiekowe mury parują rozgrzane promieniami powracającego słońca.
Kościół San Biaggio leży poza murami miasta. Prowadzi do niego malownicza cyprysowa aleja. W San Biaggio wszystko jest skrojone na ludzką miarę, a miodowo-kremowy trawertyn, z jakiego go zbudowano, sprawia, że wnętrze jest bardzo przytulne. Świątynia jest dziełem Antonia da Sangalla starszego, który, jak prawie wszyscy renesansowi architekci, opętany był ideą kościoła centralnego, opartego na krzyżu greckim. Taki kształt ma właśnie San Biaggio. Wzajemne przenikanie się witruwiańskich figur doskonałych, okręgu i kwadratu, dało w efekcie architekturę bliską perfekcji.
Pienza – miasto idealne
W 1405 r. w małej toskańskiej wsi Corsignano przychodzi na świat Eneasz Sylwiusz Piccolomini. Kiedy 53 lata później ten sławny poeta i humanista zostaje papieżem Piusem II, postanawia zrealizować swoje wielkie marzenie i stworzyć miasto oparte na renesansowych wzorcach. Na jego życzenie architekt Bernardo Rossellino, począwszy od 1459 r., przebudowuje Corsignano, które zmienia nazwę na Pienza. Powstaje elegancki plac miejski, przy którym wyrastają pałace i katedra, a wewnątrz pierścienia murów obronnych rozbiegają się precyzyjnie wytyczone uliczki. Pienza to podobno pierwsze na świecie w pełni renesansowe założenie urbanistyczne.
Śmierć papieża przerywa realizację zaplanowanego z rozmachem dzieła. Pienza przez kolejne wieki prawie się nie zmienia i dziś możemy ją podziwiać w jej pierwotnym kształcie. Ta architektoniczna perła zdobi pejzaż Val d’Orcia, doliny, która jest kwintesencją toskańskiego krajobrazu. Zarówno Pienza, jak i dolina Orcii znalazły się na liście światowego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO.
Z Montepulciano do Pienzy jest raptem 13 km. Podczas spaceru wąskimi uliczkami prędzej czy później trafimy do któregoś z licznych sklepów sprzedających owczy ser pecorino. To kulinarna specjalność Pienzy, a jego intensywny zapach unosi się nad całym miasteczkiem.
Drugą pasją mieszkańców Pienzy są kwiaty. Donice z różnokolorowym kwieciem i ziołami obramowują portale drzwi wejściowych i wylewają się ze skrzynek zawieszonych pod oknami.
Ponad nami piętrzy się kwadratowa bryła Pałacu Piccolominich i dramatycznie zawieszona nad urwiskiem absyda katedry. Katedra ma harmonijną fasadę z jasnego trawertynu i wnętrze przesycone światłem wpadającym przez duże okna.















